rozmawiamy z rossy de palmą, muzą almodóvara

Czekamy na premierę „Juliety” i rozmawiamy z aktorką, która w najnowszym filmie Almodóvara wcieliła się w drugoplanową rolę zrzędliwej pokojówki.

|
25 Sierpień 2016, 5:04pm

kika

Podobno kiedy Rossy De Palma podała Pedro Almodóvarowi kawę, urzekła reżysera tak bardzo, że zaproponował jej rolę w swoim następnym filmie.

Spotykając 51-letnią De Palmę - 30 lat i wiele magicznych ról u Almodóvara później - trudno się dziwić, że zrobiła na nim takie wrażenie. Zapomnijcie o wizerunku, który sprawił, że stała się ulubienicą filmowych autorów (zagrała także w „Prêt-à-Porter" Roberta Altmana) i ikoną mody, jakiej nie było wcześniej, muzą Jeana Paula Gaultiera i Thierry'ego Muglera. Jej wzrost i słynna twarz niczym z obrazu Picassa zwracają na nią uwagę, ale to wrodzony urok, zachrypnięty głos z hiszpańskim akcentem i czysta radość życia, jaka od niej bije, sprawiają, że De Palma jest przebojowa.

Historia o ich pierwszym spotkaniu jest oczywiście tylko legendą. De Palma grała już w zespole w Movida Madrileña, kontrkulturowej scenie Hiszpanii, która powstała po upadku dyktatury. To tutaj Almodóvar zwrócił na siebie uwagę, tworząc filmy, które przełamywały tematy tabu, zwracały uwagę na tych, którzy pozostawali na marginesie, a kluczową rolę odgrywały zwykłe kobiety.

Kobiety są w centrum wydarzeń także w najnowszym filmie 66-letniego reżysera pt. „Julieta", w którym De Palma wciela się w drugoplanową rolę zrzędliwej pokojówki. To dwudziesty film Almodóvara i pierwszy od ponad 20 lat, w którym występuje De Palma, pomijając gościnny występ w „Przerwanych objęciach". W rozmowie z i-D aktorka opowiedziała o wielu ciekawych rzeczach i powspominała stare, dobre czasy.

Prawo pożądania

O swoim zespole, Peor Impossible
Przeprowadziłam się z Majorki, skąd pochodzę, do Madrytu, razem z moim zespołem muzycznym - pop-punkową grupą, którą nazywaliśmy Worst Impossible (Niemożliwie Najgorsza). Gdyby komuś się nie podobało, to przecież uprzedzaliśmy, że jesteśmy niemożliwie najgorsi. Z tym nie mogliby się kłócić!

O Madrycie w latach 80.
Przyjechaliśmy do Madrytu w późnych latach 80., miasto było niesamowite. To był niemalże koniec Movidy. Poznałyśmy tych wszystkich niesamowitych artystów, wspaniałą mieszankę kreatywności. Nie chodziło o sławę ani pieniądze. Mieliśmy talent, byliśmy kreatywni, chcieliśmy się tym podzielić.

O tym, jak spotkała Almodovara
[Słynna historia spotkania] to legenda, legenda! Kiedy przyjechaliśmy do Madrytu, Pedro był już bardzo znany w podziemiu, nakręcił już „Pośród ciemności". Przyszedł na nasz koncert, znaliśmy się. Dużo osób zabiegało o jego uwagę. Zdecydowałam, że uwiodę go na odległość. Pracowałam wtedy w barze rockabilly. Przyszedł ze swoim projektantem kostiumów, bo przygotowywali się do „Prawa pożądania". Pracowali nad transseksualną postacią graną przez Carmen Maurę. Miałam na sobie bardzo seksowną sukienkę. Zapytali, gdzie można taką dostać - powiedziałam, że sama ją zrobiłam. Spytali, skąd mam kolczyki - powiedziałam to samo. Pedro spytał mnie: „Słuchaj, Rossy, nie chciałabyś zagrać małej rólki w moim następnym filmie?". Powiedziałam tak.

Kwiat mego sekretu

O jej wizerunku w „Prawie pożądania"
Grałam dziennikarkę. Pedro powiedział makijażystce, żeby mnie nie malowała, bo sama się tym zajmę. To samo z włosami i kostiumami, powiedział, że sama je zrobię. Chciał uchwycić mój wizerunek taki, jaki wtedy był.

O swojej roli w „Kobietach na skraju załamania nerwowego"
Pedro napisał dla mnie tę rolę. Dobrze się bawiłam przy „Prawie pożądania", ale nie czułam się jak aktorka, bo sama się ubierałam, nie miałam dystansu. W „Kobietach na skraju załamania nerwowego" moja bohaterka była dziewicza i mieszczańska, zupełnie inna niż ja. Miałam 19 lat i nie wiedziałam nic o kinie. Wszystkiego nauczyłam się od Pedro. W jednej scenie miałam wziąć tabletki nasenne i zasnąć. Zaczęłam się bardzo nudzić, bo nic się nie działo i powiedziałam Pedro, że nudzi mnie spanie. A on opowiedział: „Co poradzisz? Ludzie muszą spać". Pewnego dnia przyszedł na plan i powiedział: „Chcesz, żeby coś ci się przyśniło? Będziesz mieć orgazm w tym śnie. I wtedy nie będziesz już dziewicą, bo eksperymentowałaś we śnie". Powiedziałam: „Biorę to, jakąkolwiek akcję, sen, orgazm!".

O swoim pomyśle na „Kikę"
Zawsze, kiedy współpracuję z Pedro albo z jakimkolwiek innym reżyserem, czuję potrzebę stworzenia czegoś. Oczywiście słucham ich i jestem narzędziem w ich rękach, ale pozwalają mi trochę poeksperymentować z moimi postaciami. To był mój pomysł, żeby bohaterka filmu „Kika" miała duży biust. Pomyślałam sobie, lesbijka z wielkim biustem? Ona wolałaby takiego nie mieć. Chciałam, żeby miała wielki biust i myślała sobie, „ale szkoda".

Kobiety na skraju załamania nerwowego

O byciu muzą projektantów
Dobrze się bawiliśmy. To była relacja z wzajemnością, oni coś z tego mieli, ja coś z tego miałam. Bardzo podziwiam Jeana Paula [Gaultiera]. Jest jak mały chłopiec, zawsze ciekawski, nigdy się nie zmienia. Cieszę się, że jest moim przyjacielem. Thierry [Mugler] też. Teraz moda to bardziej przemysł. Wtedy najważniejsza była prawdziwa kreatywność.

O najlepszym komplemencie, jaki usłyszała
Podobał mi się komplement, który powiedział mi kiedyś robotnik na ulicy. Powiedział: „Nigdy nie wiedziałem, że kwiaty mogą chodzić". Spodobało mi się, bo nie chodziło tu o podziw dla aktorki czy artystki, nawet nie o piękno. Chodziło o wdzięk.

O swoim wyglądzie
Mój nos nigdy mi nie przeszkadzał. Może gdybym miała wielkie, odstające uszy poleciałabym na operację, ale mój nos nigdy mi nie przeszkadzał. Pomyślałam, „Może wam się nie podoba, ale i tak będziecie na niego patrzeć". Ludzie kochają samoakceptację.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Julieta

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Colin Crummy

Tagged:
Pedro Almodóvar
Julieta
wywiad
Wywiady
Kultura
Rossy de Palma
madryt
kika