alicia keys, jakiej się nie spodziewaliście

Moja tolerancja na brednie spadła i stałam się silniejsza, fajniejsza, twardsza — po prostu lepsza!

|
lip 5 2016, 12:05pm

Photography Paola Kudacki

Niezwykła kariera Alicii Keys trwa już od 14 lat. Jest nie tylko piosenkarką i autorką tekstów, której utwory sprzedają się w milionowym nakładzie, ale także filantropką i aktywistką, pragnącą zmian. Nagrywała piosenki do kampanii Obamy, została współzałożycielką organizacji We Are Here Movement, a także Keep a Child Alive, która walczy z HIV i AIDS. Od premiery jej ostatniego albumu, „Girl on Fire", minęły prawie cztery lata. W tym czasie Alicia urodziła drugie dziecko i tworzyła swój nadchodzący, szósty album. Nowojorska artystka w tym roku powróciła z singlem „In Common", odmieniona i naturalna, bez makijażu. Zdobywczyni 15 nagród Grammy porusza nie tylko tematy piękna, tożsamości i poczucia własnej wartości, ma do powiedzenia jeszcze więcej. Przed premierą jej nowego, odważniejszego albumu, rozmawialiśmy z 35-letnią gwiazdą, a oto czego się dowiedzieliśmy.

1. Nadchodzący album jest najbardziej przemyślanym w jej karierze.
„Zanim zaczęłam go tworzyć, moja menedżerka i biznesowa partnerka, Erika Rose, zapytała, czy jestem gotowa, żeby być naprawdę sobą i spełnić swoje powołanie. Tak jak wielcy artyści przede mną, zaczęłam zastanawiać się, co to znaczy. Zrozumiałam, że jestem gotowa, żeby być odważniejsza i śmielsza, stworzyć muzykę opowiadającą o sytuacji na świecie, przy której będziemy mogli tańczyć, śpiewać, płakać i kochać. Nawet rozmyślałyśmy, o czym powinny być te piosenki, spisałyśmy to, co przyszło nam do głowy w trakcie medytacji. Te tematy stały się katalizatorami rozmów, które stworzyły kawałki. Rozmowy były bardzo ważną częścią tworzenia. Mam nadzieję, że będą iskrą, która zapoczątkuje dyskusje wśród słuchaczy. W trakcie tworzenia nic się nie zmieniało, stawało się jedynie silniejsze i wyraźniejsze. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego".

2. Proces twórczy zaczął się od czterech osób: Alicii, autora tekstów i producenta — Marka Batsona, autora tekstów, z którym często współpracuje — Harolda Lily'ego oraz producenta i jej męża — Swizz Beatza.
„Od początku chcieliśmy stworzyć zżytą grupę, która rozumiała, na jaką ścieżkę wkroczyłam i była naprawdę gotowa, żeby pójść dalej. Było super, bo wszyscy pochodzimy z różnych miejsc, a ich połączenie tworzy potężne doświadczenie, zarówno pod względem dźwięku, jak i tekstów! Jimmy Napes napisał i wyprodukował ze mną kilka naprawdę fantastycznych piosenek, to samo z Illangelo i Billym Walshem. Billy jest poetą, a Illangelo przypomina mnie, jest pianistą i producentem. Pójście o krok dalej ze zróżnicowaną, ale małą, skupioną ekipą było mocnym przeżyciem".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

3. Zmieniła się i pokochała prawdziwą siebie.
„Największą, najbardziej oczywistą zmianą w trakcie tworzenia albumu były narodziny dziecka. Dzięki temu zyskałam czas, żeby się wycofać. Gdy wróciłam, byłam silna i dobrze widziałam, co muszę zrobić. Nie nagrałabym tego krążka, gdybym nie dała sobie czasu, żeby nawiązać więź ze swoim wnętrzem. Branża jest hałaśliwa, wielu ludzi ma dużo do powiedzenia na temat tego, co powinnam robić. Tym razem chodziło o to, żeby nauczyć się słuchać wewnętrznego głosu, zaufać mu. Jeden z tekstów mówi: 'Cały czas miałam nadzieję, że zrodzi się zrozumienie, szukałam wiedzy, żeby zaśpiewać swoją pieśń, lecz teraz wiem, że sama jestem mądrością'. Z pewnością tworząc ten album, stałam się silniejsza. Stałam się bardziej naturalna, potrafię do siebie dotrzeć. Tego uczucia nie da się opisać".

4. W wojnie i miłości wszystkie chwyty są dozwolone. Alicia i jej mąż, Swizz, inspirują się nawzajem, chociaż artystka często stawia na swoim.
„Jesteśmy zespołem, więc Swizz miał ogromny wkład w album. Uwielbiam z nim pracować, bo jest prawdziwym przewodnikiem. Tworzy muzykę w swobodny, zabawny sposób, to dodało do płyty niesamowitą energię. Sposób, w jaki tworzy, jest zupełnie inny, niż mój. To pomogło mi otworzyć się i zburzyć mury, obalić z góry przyjęte poglądy na to, jak powinien wyglądać proces twórczy... Przeważnie pracuję sama, a on buja się z 50-osobową ekipą, lol. Każda sesja nagraniowa przypominała imprezę, co dodawało im niezwykłej energii, a to przekładało się na dźwięk. Jest bardzo żywiołowy i wyraźnie wyraża swoje poglądy, a to pomogło mi wsłuchać się w siebie jeszcze dokładniej. Czasem ma rację, a czasem muszę trwać przy swoim, przy tym, co moim zdaniem jest najlepsze, nawet jeśli wtedy się nie zgadzamy. Tak to już jest w miłości i życiu, ale tak też wygląda wolność, możliwość bycia sobą w związku. Dla mnie to jedna z najważniejszych rzeczy, uwielbiam, jak zachęcamy się do tego".

5. Macierzyństwo zmieniło ją jako człowieka, kobietę i artystkę.
„Stałam się niesamowicie zorganizowaną osobą! Czuję mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Moja tolerancja na brednie spadła i stałam się silniejsza, fajniejsza, twardsza — po prostu lepsza! Pomogło mi to też skupić się na tym, co naprawdę ważne. Jestem bardziej obecna, cieszę się życiem, zamiast ciągłego zatracania się w pracy".

6. David Blaine, Chris Rock i Nas wchodzą do studia... To nie początek dowcipu, ale dzień jak co dzień w studiu nagraniowym Alicii Keys.
„Większość albumu została nagrana w Nowym Jorku. Z oczywistych względów to moje ulubione miejsce do nagrań. Uważam, że nigdzie nie ma większej różnorodności, niż w tej betonowej dżungli. Pamiętam klimat imprez z magiczną, wspólną energią, które zmieniały się w spontaniczne sesje. Nie miałam pojęcia czego mogę się spodziewać albo kogo mogę spotkać danej nocy. Pewnego wieczoru przyszedł David Blaine i dodał szczyptę magii. Idealne połączenie. Chris Rock opowiadał kawały, Nas się wczuwał, a niezwykły artysta, JR, był tak poruszony, że zaczął robić zdjęcia i kręcić filmiki. To było naprawdę magiczne doświadczenie".

7. Czytanie artykułów dostarczyło jej inspiracji.
„Odkryłam, że jedną z rzeczy, która naprawdę pomogła mi przy tym albumie, było czytanie ciekawych artykułów. Jeden z najbardziej interesujących zainspirował piosenkę pt. '28 Thousand Days'. Opowiadania też są świetne. Rozmowy, które odbyły się w trakcie tworzenia tego albumu, były jednymi z najbardziej inspirujących w moim życiu!".

8. Wielki wpływ wywarł też klimat polityczny w Stanach Zjednoczonych, ruch Black Lives Matter i kwestie związane ze środowiskiem.
„Świat pogrąża się w chaosie. Nastąpił kryzys apatii. W naszym świecie jest tyle bólu, a my staliśmy się obojętni, otępiali. Mój album mówi o równości, zmianie klimatu, sprawiedliwości i przede wszystkim o MIŁOŚCI, która wciąż jest odpowiedzią na wszystko, zawsze była. Każdy musi odegrać swoją rolę w tym przełomowym punkcie w historii. Każdego dnia zróbcie coś z tym, co was mierzi. Bo jeśli nie zrobicie nic, to znaczy, że stajecie po stronie ciemiężcy. Dlatego stworzyłam We Are Here Movement, żebyśmy mogli przeciwstawić się takim problemom i pomóc organizacjom zdobyć potrzebną uwagę, żeby mogły kontynuować swoją świetną pracę".

9. W kawałku „In Common" obrała nowy kierunek i przedstawiła nowe brzmienie. Ta piosenka mówi wiele na temat jej obecnego stanu.
„Uwielbiam świeżość 'In Common', jest idealnym kawałkiem na lato i przypomina, że wszyscy kiedyś coś zawaliliśmy i nad tym pracujemy. To oda do bycia sobą, kimkolwiek jesteś! Bądźcie odważni, wyjątkowi. Uwielbiam też elementy zawarte w teledysku: wykorzystanie pustej przestrzeni, naturalność, prostotę".

10. Wielu ludzi uważa, że jej muzyka jest świetna na doła i przynosi ulgę. Ale kiedy Alicia czuje się smutna, słucha Steviego Wondera.
„Słucham też albumu 'As I Am'. Albo Feli Kutiego! Fela dodaje mi energii. Albo czegoś bluesowego, np. Coltrane'a... to świetne klimaty".

Zdjęcie Paul Hampartsoumian

Szósty album Alicii Keys ukaże się tego lata. Już teraz posłuchajcie singla „In Common".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Hattie Collins
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska