jak przetrwać zimę

Zima jest długą przejażdżką mrocznym tunelem, w którym znajdziecie mało słońca i motywacji, a za to dużo Netflixa i suchej skóry. Na szczęście istnieją sposoby na radzenie sobie z sezonowym dołem.

tekst Sophie Peacock; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
23 Listopad 2017, 10:20am

Musimy z tym walczyć. Nauczmy się pokochać te cztery miesiące (pół roku) rozpaczy albo przynajmniej spędźmy je relatywnie dobrze i z porządnie nawilżoną skórą.

Owsianka, owsianka i jeszcze raz owsianka
Zima pożera energię, a żołądek jest piecem, do którego trzeba dorzucać paliwa, żeby funkcjonować. To odpowiedni czas, by ugotować zawartość całej lodówki w wielkim garze i dodać do niego topiony ser. Zakochacie się w przyprawie, która wcześniej wydawała się zaledwie „w porządku". Zapragniecie dodawać do wszystkiego płatki owsiane. Upieczecie masę ziemniaków. Możecie codziennie jeść tosta z fasolką po bretońsku albo owsiankę na obiad i nikt nie będzie mógł się do tego przyczepić. Możecie nawet włożyć kawałek pizzy między dwa inne kawałki pizzy i zrobić z nich kanapkę do pracy. Sezon na pocieszające, zapychające jedzenie rozpoczęty! Zaszalejcie ze swoimi zachciankami i przeprowadźcie kuchenne rewolucje, walcząc z mrozem.

Postawcie na czerń
Zimą moda ma dla mnie jedynie dwa, bardzo kontrastujące ze sobą oblicza. Istnieje tylko nieustanna rotacja między kilkoma czarnymi strojami, bo czarny wiele wybacza, o ile zdejmiesz z niego kłaczki i strzepiesz okruszki. Druga opcja to ubieranie się bardziej krzykliwie od choinki, bo od trzech tygodni szykujecie się do wyjścia i pora na melanż. Za dnia noście się wygodnie i grzejcie się swetrami, a nocą zmieniajcie się w aksamitną panterę obwieszoną świecidełkami. Niestety nikt jeszcze nie rozwiązał problemu ściągania odzień wierzchnich w dusznej komunikacji miejskiej i zakładania ich szybko z powrotem przed swoim przystankiem, bo na zewnątrz jest mróz. Trzeba sobie radzić.

Nawilżajcie skórę.
Nie wolno o tym zapomnieć.

Czasem zostańcie w domu, ale planujcie rozrywki
Lato wspaniale wpływa na życie towarzyskie (podobnie jak alkohol i kolekcje oscarowych filmów na DVD). Zima zapewnia nam jedynie krótkofalowy entuzjazm. Większość dni jest zbyt nudna, żeby wieczorem zrobić coś poza masturbowaniem się, umyciem się i nastawieniem na telefonie budzika zatytułowanego: „wypij wino". I nie ma w tym nic złego. Jeżeli teraz macie siłę tylko na hibernację, rozpiszcie sobie plany w kalendarzu. Pamiętajcie o odstępach na regenerację — najlepiej kilkudniowych. Zarezerwujcie już wycieczkę na wakacje, żeby myśl o nich trzymała was przy życiu zimą, kupcie bilety na koncert, zróbcie cokolwiek. Umówcie się z przyjaciółmi na marudzenie i przytulanie w każdy wtorkowy wieczór, aż nadejdzie nowa pora roku i uwolni nas od ciemnej nocy zapadającej o 16:00. Jeśli pojawi się coś, na co będziecie czekać, będzie łatwiej dostrzec światełko w tunelu.

„Przepraszam, nie dam rady przyjść”
Nie zapominajmy jednak, że czasem groźba w postaci zaproszenia na pępkowe kogoś z pracy może zwalić z nóg. Nie ma nic złego w zostaniu w domu, jeśli zimowy mrok zbyt was przygniótł, żeby się ruszyć. Bądźcie szczerzy i z góry przeproście za nieobecność. Dzięki szczerości nie będziecie musieli znosić zobowiązań nie do wytrzymania, jak na przykład urodzin właściciela mieszkania, które wynajmujecie.

Popłaczcie sobie
Płacz przychodzi mi z trudnem. Przez zażywane antydepresanty moje kanaliki łzowe są suche jak pustynie, więc gdy próbuję płakać, kończę z okropnie zapuchniętymi gałami. Jednak musimy płakać, bo czasami pociągi są opóźnione, ogrzewające skarpetki obcierają, a koleś obok śmierdzi rzygami — tego już za dużo. Czasem trzeba pośmiać się jak wieprz, który nawdychał się helu, a czasem trzeba uwolnić cały smutek w mokrym strumieniu łez i tuszu do rzęs. Wybierzcie odpowiedni bodziec, który wam to umożliwi: właściwy film, smutny mail albo odległe wspomnienie egzaminu, do którego się nie uczyliście.

Smutna choroba afektywna sezonowa
Bez względu na to, czy faktycznie cierpicie na zimową depresję, czy nie, mrok i zimno potrafią zrujnować życie. Kupcie sobie wielkie pudło słońca i przy jego pomocy powoli obudźcie swój umysł. Dorzućcie do tego mocny balsam do ust, żeby wasze suche wargi nie popękały, jak się w końcu uśmiechniecie.

Czasem wychodźcie na zewnątrz (nie tylko po to, żeby dojechać do szkoły/pracy)
Nie będę was namawiać do joggingu czy jazdy do pracy na rowerze, bo sama biegam tylko za autobusami i darmowymi drinkami. Postarajcie się jednak skorzystać z pięknej pogody, żeby odzyskać nieco entuzjazmu. Może nie da się opalać ani wyjąć skostniałych dłoni z kieszeni, ale możecie w parku pooglądać ładne pieski z grzańcem w termosie i piżamą ukrytą pod grubym płaszczem.

Tagged:
Netflix
Zima
GIFs
przewodnik
zimno