​„na film przenoszę to, co we mnie siedzi”

Ma 16 lat, ale już zgarnia nagrody na kolejnych festiwalach filmowych. Poznaj Karolinę.

tekst i-D Staff
|
30 Marzec 2016, 11:45am

zdjęcie: Piotr Drużbiak

Zrobiła do tej pory dwa krótkometrażowe dokumenty - „Marcelinę" i „Ciszę", za które zgarnęła nagrody na wszystkich festiwalach dla młodych filmowców w Polsce. „Cisza", historia umierającej staruszki, w zeszłym tygodniu wygrała Praski Festiwal Filmów Młodzieżowych. Cały czas się śmieje i potrafi połączyć szkołę z nieustannymi wyjazdami na festiwale i kręceniem kolejnych filmów. Karolina Biesiacka jest żywym dowodem na to, że nic nie jest w stanie przeszkodzić ci w realizacji marzeń, jeśli wiesz, jaki jest twój cel.

Zacznijmy od początku - kiedy pomyślałaś, że chcesz robić filmy?
Od zawsze uwielbiałam oglądać filmy. Oglądałam, oglądałam, aż w końcu pomyślałam, że dobrze byłoby zrobić coś swojego. Wtedy trafiły się warsztaty filmowe w Bydgoszczy - przez tydzień uczyłam się operatorki, montażu, pracy z aktorem, szukania pomysłu. Potem zaproponowali mi, żeby dołączyła do Bydgoskiej Kroniki Filmowej, którą opiekują się Marcin Sauter i Maciej Cuske, i tak to się zaczęło - miałam w 2 miesiące przygotować własny film.

A pamiętasz film, po którym pomyślałaś, że kino to twoja przyszłość?
Tak, to była „Miłość" Hanekego. Chyba w tym momencie poczułam, że fajnie zrobić swój film. Wtedy też pomyślałam, że chciałabym zrobić coś o starości i samotności. Po drodze spotkałam Michalinę i wyszło coś zupełnie innego, ale w drugi filmie wracam do tego wątku.

No właśnie, jak trafiłaś na Michalinę, która trenuje boks?
Boks daje różne możliwości eksperymentowania z warstwą wizualną - żeby to było dynamiczne, żeby to wychodziło od samej bohaterki, od jej ciała. Zainteresowała mnie też, bo była jedyną dziewczyną w tym męskim świecie, a w zeszłym roku zdobyła drugie miejsce podczas mistrzostw świata.

Co okazało się najtrudniejsze w pracy nad filmem?
Technicznie wszystko było ok, łatwo się to montowało, obraz był ładny. Trudność polegała na zbudowaniu historii, opowiedzeniu o czymś konkretnym. To chyba najtrudniejsze, znaleźć coś, o czym będzie ten film. Chodzi o to, żeby każdy mógł z niego coś wynieść.

Wszystkim zajmujesz się sama…
Tak, w Kronice możemy sobie pomagać, ale filmy robimy samodzielnie - pomysł, zdjęcia i montaż były moje.

Podobnie, jak w klubie sportowy Michaliny, w świecie filmowym też jest niewiele kobiet. Jak się w nim odnajdujesz?
W Kronice są oprócz mnie jeszcze dwie dziewczyny. Jesteśmy w mniejszości, bo pracujemy z dwoma prowadzącymi reżyserami i 7 chłopakami. Na dodatek jestem najmłodsza. Wszyscy robią już filmy, żeby dostać się do szkół filmowych, a przede mną jeszcze dwa lata. Jako że chcę iść w kierunku operatorskim, słyszę co chwilę na różnych festiwalach, że to nie jest praca dla kobiety, że sprzęt jest ciężki, że dziewczyny nie dają rady. Sama czuję po cały dniu z kamerą, że plecy strasznie mnie bolą, ale nie poddaję się, trzeba dawać radę. Większym problemem jest jednak chyba mój wiek niż płeć. Wszyscy podkreślają, że mam dopiero 16 lat, a spotykam same starsze osoby, przynajmniej o 2-3 lata.

A jak to, że jesteś dziewczyną wpływa na twoje filmy?
Wszyscy zwracają uwagę na to, że w obu pokazuję kobiety i nie ma w nich prawie słów. Nie wiem, z czego to wynika, to chyba kwestia moich intuicyjnych wyborów.

Co czujesz, jak robisz film? Jakie to emocje?
Na film przenoszę to, co siedzi we mnie. W trakcie tak naprawdę okazuje się, w którym kierunku to wszystko zmierza. Najważniejszy jest wybór tematu. Zawsze długo szukam bohatera, ale kiedy już go znajdę, staram się działać od razu, dopóki moje emocje są świeże. Proces szukania jest najdłuższy.

Trochę dziwi mnie wybór tematu do twojego drugiego filmu - opowiadasz o śmierci i zamotności w wieku 16 lat. Jakie to było przeżycie?
Mój pierwszy film był dynamiczny, tym razem chciałam zrobić coś statycznego. Montaż był zupełnie inny - więcej też planowałam. Za pierwszym razem brałam aparat do ręki i kręciłam to co wokół, tym razem wszystko było bardziej zaplanowane. Chciałam pokazać staruszkę w zamkniętym świecie, bez słów. Głównie dźwięk i obraz miały kluczowe znaczenie. Michalinie mogłam powiedzieć - może spróbuj zrobić to, stań tam. Druga bohaterka była trudniejsza, bo nie wstawała, nie miała nawet momentami świadomości tego, że tam jestem. Tak, to było w jakimś sensie ciężkie doświadczenie. Moja bohaterka zmarła półtora tygodnia po tym, jak skończyłam nagrywać. To było bardzo silne doświadczenie - świadomość, że zapisałam ostatnie chwile jej życia.

Co dalej? Za pół roku możemy się spodziewać twojego nowego filmu?
Tak i na pewno zostanę przy dokumencie. Pomagałam czasami znajomym przy fabułach, robiłam do nich zdjęcia. To jednak zupełnie inna praca, trzeba mieć dobrych aktorów. Na pewno chciałabym w końcu wprowadzić dialogi, żeby moi bohaterowie rozmawiali (śmiech).

Nie zawalisz szkoły?
Jakoś daję radę, chociaż bywa różnie. Jeśli chcesz oglądać filmy, najlepiej pojechać na festiwal, a wtedy opuszczasz dni w szkole. Muszę też dostosować się do bohatera, kiedy kręcę film i znaleźć dla niego czas. To zajmuje dużo czasu, ale czuję, że to po prostu moja droga.

A najlepsze, co do tej pory cię spotkało to…
Na pewno Praski Festiwal Filmów Młodzieżowych, to było wielkie zaskoczenie. Myślałam, że wydam tylko kasę na bilet i stracę kolejny dzień w szkole. Mój chłopak mnie namówił i to był szok, że wygrałam. Nie poszłam nawet oglądać filmów konkursowych, bo czułam, że niepotrzebnie w ogóle przyjechałam, nie mam szans. A tymczasem się udało.  

@Praski Festiwal Filmów Młodzieżowych

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Piotr Drużbiak

Tagged:
Film
karolina biesiacka