fenomen grupy „uwaga, śmieciarka jedzie"

„Raczej nie jestem typem, który zastanawia się nad tym, dokąd zmierza świat, ale to daje do myślenia”.

|
kwi 20 2016, 11:25am

Flickr / Arturo Pardavila III

Na kontenery pełne skarbów i śmietnikowe wystawki z perełkami ludzie zwykle trafiają przypadkiem, mijając je rano w drodze do pracy, w czasie jazdy autobusem, podczas spaceru czy wychylając się przez okno z papierosem. Szybko robią zdjęcie i wrzucają je z opisem na grupę. Wtedy zaczyna się wyścig z innymi amatorami rzeczy z odzysku, ale też — a może nawet przede wszystkim — ze śmieciarką.

skąd te emocje?
Zjawisko zabierania wyrzuconych mebli, ubrań, ceramiki to nie żaden nowy trend. Kilkanaście lat temu, przed zalaniem polskiego rynku wszelkiej maści tanimi sieciówkami, było to raczej coś dosyć naturalnego. Skoro rzecz nadawała się do dalszego użytku, to nie było żadnego powodu, żeby marnowała się w odmętach śmieci. To równie oczywiste, jak fakt, że po pewnym czasie każda rzecz materialna zaczyna nosić ślady użytkowania, dla jednych to dyskwalifikacja a dla innych wręcz przeciwnie. Często też oryginalne przedmioty szybko się nudzą, ludzie tracą do nich serce i wtedy nie mają nic przeciwko, żeby zmieniły właściciela. No i pieniądze, kto nie lubi dostawać czegoś za darmo? Retro płaszczyk, który wystarczy oddać do pralni albo wymyślny wazon z lat 80. do odszorowania skutecznie poprawiają humor.

jak się zaczęło?
Trzeba jednak przyznać, że „nurkowanie" w wielkich kontenerach czy nawet częściej ratowanie różnych przedmiotów z wystawek przy śmietniku w obecnej formie — czyli głównie albo z powodów ekologicznych albo w poszukiwaniu perełek — nie jest jeszcze w Polsce zbyt popularne. Pierwsza „Śmieciarka" (grupa „Uwaga, śmieciarka jedzie") została założona w 2013 roku przez Dominikę Szaciłło, która nie mogła patrzeć, jak marnują się wyrzucane na warszawskiej Saskiej Kępie vintage'owe okazy mebli. Od tamtej pory śmieciarkowa społeczność nie tylko znacznie się rozwinęła, ale też rozszerzyła zasięg na inne miasta i zwiększyła obszar zainteresowań — zaczęły pojawiać się zdjęcia ubrań, dodatków, książek, obrazów i innych śmietnikowych znalezisk. W tej chwili wszystkie okołośmieciarkowe grupy skupiają około 15 000 aktywnych poszukiwaczy skarbów.

09b.JPG

Zdjęcie pochodzi z facebookowej grupy „Uwaga, śmieciarka jedzie"

kim są śmietnikowi łowcy?
W śmieciarkowej społeczności sporą grupę stanowi przedstawiciele tzw. środowisk alternatywnych, czyli wszelkiego rodzaju artyści, weganie/wegetarianie i osoby, które bardzo ogólnie określić można mianem „świadomych konsumentów". Ważna jest dla nich idea, że lepiej się podzielić, odnowić i naprawić, zamiast wciąż wyrzucać i kupować nowe. Troszczą się o środowisko naturalne i mają przyjemność z zaangażowania i pracy, którą mogą włożyć, żeby uratować coś przed zagładą.

Nie wszyscy jednak zabierają znaleziska dla siebie. Niektórzy robią to ze zwykłej potrzeby uratowania rzeczy przed wysypiskiem, charytatywnie je przechowują i rozdają te, które uznają za warte uwagi. Inni patrzą na trend czysto zarobkowo, bo w przypadku mebli renowacja to jedno, ale oryginalne i stare okazt często osiągają naprawdę wysokie ceny na rynku. Z jednej strony nadal wszystkiemu przyświeca szczytna, ekologiczna idea wykorzystania tego, co nadaje się wciąż do użytku, z drugiej — gdzieś u podstaw tego fenomenu leży tęsknota za posiadaniem czegoś unikatowego, czegoś z historią.

01b.JPG

Zdjęcie pochodzi z facebookowej grupy „Uwaga, śmieciarka jedzie"

naturalne futra i ciuchy
Właściwie wszyscy, których pytam o powody zabierania rzeczy ze śmietników, zwracają uwagę na jakość i „autentyzm" wyrzuconych przedmiotów. Szczególnie ciekawą kategorią trofeów są ubrania. Mogłoby się wydawać, że założenie ciuchów ze śmietnika wymaga przełamania sporej bariery psychologicznej, ale mimo to mają bardzo wielu fanów. „Śmietniki są trochę jak ciuchlandy, tylko po prostu nie płaci się za to, że ktoś te ubrania dla ciebie przygotuje", mówi mi jedna z dziewczyn ze „Śmieciarki". Nawet zasada jest podobna: raz nie ma kompletnie nic ciekawego, a czasem można trafić na prawdziwe okazje: skórzane rękawiczki, porządne dżinsy czy naturalne futra. Te ostatnie wywołują dużo emocji, szczególnie w kontekście trendu rezygnowania z nowych futer na rzecz sztucznych, ale chyba już bardziej ekologicznie niż ze śmietnika się nie da. Okazuje się, że wcale nie tak trudno zapomnieć o pochodzeniu danej rzeczy: „to, że ubrania są ze śmietnika nie ma dla mnie żadnego znaczenia, w końcu nawet w sklepie nie wiem, kto mierzył przede mną ubrania. Najważniejszy jest tu rozsądek, nigdy nie wygrzebuję rzeczy z kontenerów z mokrymi śmieciami i zawsze najpierw dokładnie je oglądam, a potem w domu od razu kilka razy piorę".

02b.JPG

Zdjęcie pochodzi z facebookowej grupy „Uwaga, śmieciarka jedzie"

gabinet osobliwości
Nie można też zapominać o roli naszego PRL-owego zbieractwa, dzięki któremu tak naprawdę „Śmieciarki" w ogóle mogą działać. To właśnie w dużej mierze ono jest odpowiedzialne za to, że mamy w domach różne dziwne (i często raczej niepotrzebne) rzeczy. Niejednokrotnie przekonała się o tym Basia Iwańska — studentka ASP, która w swoich pracach wykorzystuje w zasadzie jedynie przedmioty „z duszą". Suszone motyle czy naturalne włosy raczej trudno zakwalifikować do czegoś, co każdy ma w domu, ale jak sama mówi - zdarza jej się pytać facebookowych znajomych o naprawdę bardzo różne rzeczy i właściwie zawsze okazuje się, że ktoś ma je akurat na zbyciu. A to, że czuć w nich upływ czasu, że bywają uszkodzone czy — tylko dodatkowa wartość.


Basia Iwańska, „Zwiecriadło"

„Na Śmieciarkę trafiłem bardziej z ciekawości niż z zainteresowania tematem, ale, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, te kilka miesięcy w grupie otworzyło mi oczy i nauczyło patrzeć na wyrzucone rzeczy nie jak na odpady, ale jak na przedmioty z ukrytym potencjałem. Wcześniej w ogóle nie zauważałem wystawek, no bo kto normalnie patrzy na śmietniki?", opowiada jeden z grupowiczów, po czym dodaje: „Tylko wiesz, jak zaczynasz zwracać na to uwagę, to zaczynasz też widzieć, ile tego jest. Raczej nie jestem typem, który zastanawia się nad tym, dokąd zmierza świat, ale to daje do myślenia".

Kredyty


Tekst: Małgorzata Mitura
Główne zdjęcie: Flickr / Arturo Pardavila III