Reklama

​wszystkie nieprzespane noce: krzysztof bagiński

Ma 27 lat, mieszka w Warszawie, wciąż odkłada dyplom na ASP. Przez ostatnie dwa lata grał w głośnym filmie Michała Marczaka „Wszystkie nieprzespane noce". Krzysztof dostał wyjątkowo trudne zadanie, miał wcielić się w samego siebie. Czy uosabia tęsknoty...

tekst Basia Czyżewska
|
04 Listopad 2016, 1:00pm

Jak się wygrywa casting na główną rolę w filmie Michała Marczaka?
Z Michałem spotkaliśmy się na imprezie świątecznej u mojej sąsiadki. Zapytał, czy skręcę mu papierosa, czego zresztą nadal nie potrafi robić i zaczęliśmy rozmawiać. Miał już wtedy pomysł na film, pierwszy szkic scenariusza i szukał bohaterów, błądząc po Warszawie i spędzając czas w różnych miejscach i wśród różnych ludzi. Wcześniej poznał mojego przyjaciela Michała Huszczę. Oczywiście nie powiedział mi o projekcie przy pierwszym spotkaniu, ale też bardzo szybko wyszedł z propozycją współpracy.

I pewnego dnia przypiął ci mikrofon i zaczął śledzić z kamerą…
Jak się kogoś śledzi to zwykle tak, żeby nie było cię widać, a my nigdy nie ukrywaliśmy się z kamerą i to była jedna z naszych podstawowych zasad. Zresztą jak ukryć operatora z kamerą zamontowaną na żyroskopie i dźwiękowca z mikrofonem na tyczce będącego o krok za nim, nie wspominając o reszcie ekipy?

Zanim rozpoczęliśmy zdjęcia spędzaliśmy bardzo dużo czasu razem, niemal każdą naszą wolną chwilę. Przegadaliśmy niezliczone ilości godzin, o kinie, o twórczości w ogóle, o tym co nas fascynuje i nas stwarza. Wychodziliśmy razem, testowaliśmy miasto i siebie nawzajem. Poznawaliśmy ludzi, gromadziliśmy pomysły, historie, miejsca które lubimy, zaprzyjaźnialiśmy się. Energia tego czasu była strasznie silna, wszyscy mieliśmy poczucie, że rozpoczynamy niesamowicie twórczą i szaloną przygodę. No i zaskoczyło, a kiedy byliśmy po wystarczającej ilości prób i testów, rozpoczęliśmy zdjęcia. Zresztą, moje kompetencje były dużo szersze niż sama rola w filmie. Razem przepisywaliśmy scenariusz, wybieraliśmy materiały, dbaliśmy o sprzęt, planowaliśmy zdjęcia, dobieraliśmy muzykę…

Poszliście na żywioł, scenariusz pisał się w oparciu o sceny i sytuacje. W takim układzie bardzo dużo zależało od ciebie, jak poprowadzisz rozmowę, kogo wciągniesz w akcję. Niby byłeś sobą w gronie przyjaciół, spotykałeś się z dziewczyną, ale wciąż miałeś przypięty mikrofon. Jak grać, żeby nie grać?
A kiedy nie grasz? Gra w tym filmie była dla mnie hiperbolizacją tego, co dzieje się z nami na co dzień. Przecież cały czas kogoś udajemy, usiłujemy zrobić na kimś wrażenie. Nie, nie zapominałem o kamerze, nawet jeśli to w ogóle byłoby możliwe. Zresztą uważam, że nie powinienem o niej zapominać, żeby wydobyć z siebie coś ciekawego. Z jednej strony, zbieraliśmy wcześniejsze historie i doświadczenia, które pojawiały się w filmie odtworzone, rozwinięte czy zsamplowane. Z drugiej zaś łapaliśmy pewne rzeczy, które wydarzały się też bardzo spontanicznie - zawsze byliśmy otwarci na przypadek. Pierwszą zasadą było branie z miasta, miejsc i ludzi tego, co nas interesuje i nic nie kosztuje, gdyż wystarczy po to sięgnąć. Zazwyczaj kiedy kręcisz film i robisz scenę imprezy, zamykasz jakieś miejsce, wynajmujesz statystów i zlecasz im zabawę w trakcie ujęcia do muzyki której tam nie ma z ludźmi których w ogóle nie znają. My pracowaliśmy inaczej, wybieraliśmy miejsca pod kątem pomysłów na sceny, pod kątem ich energii, muzyki, światła, tego jak wyglądają. Podobnie z osobami które pojawiają się w filmie. Praktycznie wszyscy to nasi znajomi i bliscy. Wiedzieli jak pracujemy i czego szukamy. Czasami spotykaliśmy się wielokrotnie i przygotowywaliśmy do sceny, a czasami umawialiśmy się, aranżowaliśmy jakąś sytuację i prosiliśmy tę osobę o taką myśl czy historię, którą wiedzieliśmy, że ten ktoś ma i może się nią z nami podzielić.

Im dłużej pracowaliśmy, tym byliśmy sprawniejsi i skuteczniejsi. Wracaliśmy też do poprzednich scen, uzupełnialiśmy je i dopisywaliśmy, żeby te często luźno powiązane sceny złożyły się dramaturgicznie w całość.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Co dopisaliście po czasie?
Między innymi scenę afteru w moim filmowym mieszkaniu. Wróciliśmy do niej po dwóch miesiącach od pierwszych zdjęć, kiedy w montażu okazało się, że jej finał powinien być inny.

To jeden z najsmutniejszych momentów w filmie, kiedy narkotyki nie ubarwiają rzeczywistości a miłość nie działa. Nagle ulatuje cały romantyzm i rzeczywistość okazuje się zimna, szorstka i pusta.
Totalnie ją wykreowaliśmy i długo się do niej przygotowywaliśmy.

A samotny taniec, który jest motywem całego filmu, płynne ruchy, którymi odrywasz się od otoczenia?
Mieliśmy pomysł, żeby zmiana bohatera odbywała się też na poziomie jego motoryki. Na potrzeby filmu razem z Michałem Marczakiem współpracowaliśmy z choreografką, co samo w sobie było niesamowitym doświadczeniem. Pomogło mi to też po zakończeniu pracy nad "Wszystkimi nieprzespanymi nocami" i uchroniło przed wielkim „kacem" z tym związanym. Kilka ostatnich miesięcy przed premierą w Sundance to była praca nad filmem non stop. Zamknięcie obrazu, jego postprodukcja i towarzyszące im w szalonym tempie kwestie produkcyjne. Nagle to się to kończy i łapiesz, że do znajomych nie odzywałeś się już kilka miesięcy i pozbyłeś się większości pozostałych zajęć. Już kilka dni po powrocie z premiery trafiłem przez znajomych na powstający wtedy Kem. Jest to niezależna przestrzeń performatywno-wystawiennicza na warszawskim Grochowie. Od samego początku współtworzyłem to miejsce. Dzięki temu bardzo szybko udało mi się wejść w coś innego z równie ciekawą energią. Wróciłem do własnych aktywności, na których skupiam się teraz.

Jest coś takiego jak kryzys ćwierćwiecza, mam wrażenie, że go w tym filmie doskonale sportretowaliście. Ale to nie koniec przygód w życiu, psychologia mówi, że przed tobą jeszcze kryzys wieku średniego. Czy jeśli za kilkanaście lat Michał zadzwoni do ciebie z propozycją filmu. Zgodzisz się znów na życie z kamerą.
Może razem dojdziemy do takiego wniosku, bo wciąż współpracujemy. A być może to ja zadzwonię do Michała i powiem, że trzeba zacząć kręcić bo dzieje się wokół coś dziwnego i przydało by się coś z tym zrobić (śmiech).

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcie: Karol Grygoruk

Tagged:
miłość
warszawa
wszystkie nieprzespane noce
młodość
Michał Marczak
Michał Huszcza
Krzysztof Bagiński
Karol Grygoruk
Basia Czyżewska