młodzi polacy w los angeles

„Kocham Los Angeles. Kocham Hollywood. Są piękne. Każdy jest tam plastikowy, ale ja kocham plastik, chcę być plastikiem” powiedział kiedyś Andy Warhol. A my, żeby złamać ten stereotyp, postanowiliśmy poznać doświadczenia prawdziwych insajderów, którzy...

|
maj 4 2017, 8:10am

Julia Miskevich, 26 lat

Opowiedz nam swoją emigrancką historię.
Pierwszy raz przyleciałam do LA w 2007 roku, żeby poznać rodzinę ojca i rodzeństwo, z którym nie miałam nigdy wcześniej kontaktu. Wytrzymałam 3 miesiące w Beverly Hills High School i z płaczem wróciłam w grudniu do Warszawy. Następnym razem wbiłam tu w 2010 po maturze, myśląc, że zacznę studiować produkcję filmową, a skończyło się na szkole kucharskiej. Znowu po roku w popłochu, łzach, wróciłam do Warszawy. Ale jak to się mówi, do trzech razy sztuka. Teraz jestem tu trochę ponad rok i bardzo mi się podoba. LA to nie jest miasto dla niebogatych gówniarzy ze wschodniej Europy. Wciąż jestem niebogata, ale trochę starsza na pewno, mogę więcej tu robić. Poza tym mam pracę, która mnie zajebiście satysfakcjonuje. Gotuję w Kismet, to nowa knajpa w LA inspirowana kuchnia środkowowschodnią. Kismet znaczy przeznaczenie. Oprócz tego palę marihuanę, która jest tu legalna i wyleguję się w słońcu.

Pamiętasz jakie były Twoje pierwsze wrażenia?
Pierwsze? Że to miasto jest puste, bo pełne „aktorów". Że tu nie ma duszy, bo się wszyscy na ekran pchają i muszą zachowywać się w bardzo konkretny i irytujący sposób.

A co odkryłaś trochę później?
Wielkość i różnorodność Los Angeles. Tyle kultur: rosyjska, ormiańska, chińska, koreańska, wietnamska, etiopska, mały Bangladesz też jest... japońskie knajpy, Oaxaca…że są hipisi poukrywani w chatach.

Jak byś opisała typowego mieszkańca LA?
Nie da się. Bo typowy mieszkaniec LA to zarówno ten bezdomny na ulicy, jak i ten, który mieszka pod namiotem w Venice, 16-latka w najnowszym BMW w Beverly Hills, uzależniony od heroiny, Azjata śmiejący się do siebie na ulicy, młody hipster pijacy espresso w miejscu, które wygląda jak Charlotte w Silverlake, napakowany gej z rzęsami do nieba... Tutaj każda dzielnica jest prawie jak osobne miasteczko. Aczkolwiek, może typowym mieszkańcem LA jest ten młody człowiek, który przyjechał z pipidówy, pakując wielkie nadzieje na jeszcze większą karierę, a w międzyczasie podaje kawcie w Starbucksie?

Gdzie zabierasz odwiedzających Cię przyjaciół, żeby pokazać im prawdziwy klimat miasta?
Do etnicznych restauracji. I na jointa do parku. Chciałabym wykorzystać ten paragraf, zaapelować do moich przyjaciół, żeby mnie częściej odwiedzali.

Ostatni krzyk mody w LA to…
Zawsze modne są Vansy i spodnie Dickies, deskorolka, najnowszy najdroższy samochód albo odpicowany wózek z lat 70. Jeśli chodzi o trendy w jedzeniu, to teraz wszyscy zajarani są środkowym wschodem, a zaraz będzie wysyp wschodnioeuropejskich i bałkańskich smaków. Street art jest na pierwszym miejscu w tym mieście.

Maksym Skorubski, 24 lata

Jak i kiedy trafiłeś do LA?
Przed pierwszą wizytą w Stanach byłem w ponad 50 krajach. USA zawsze było na końcu mojej listy miejsc, które chciałem odwiedzić, kiedy wreszcie postanowiłem wybrać się w podróż dookoła USA, najmniej czasu zaplanowałem na LA, wydawało mi się najnudniejsze. Moje zdanie zmieniło się pierwszego dnia, kiedy rano wyszedłem z hostelu i zobaczyłem idealne słońce i palmy dookoła. Zakochałem się od razu w klimacie tego miasta. Kilka miesięcy później zadecydowałem, żeby rozpocząć naukę w USA. Na początku mieszkałem trochę w Europie, trochę w LA, ale prawie od 3 lat osiadłem tu na stałe, zarządzam działem IT w startupie Bonfit. To aplikacja mobilna do bookowania treningów z trenerami personalnymi i instruktorami różnych dyscyplin sportu.

Opisz nam swój dzień.
Pracuję głównie z domu, czasami mamy spotkania w biurze. To miasto ma idealną pogodę do pracy. Staram się korzystać ze słońca, jak tylko się da. Często wychodzę na dach mojego budynku i pracuje z laptopem nad basenem. Ciężko tutaj o zły dzień w pracy.

A ciemne strony miasta?
Dużo ludzi przyjeżdża tutaj z misją podboju Hollywood. To nigdy nie był mój cel. Ja tu jestem przez pogodę. Los Angeles jest często nazywane City Of Broken Dreams - co jest prawdą. Ludzie na ślepo podejmują tu głupie decyzje, próbując za wszelką cenę stać się gwiazdami. To było dla mnie na początku dość szokujące, ale myślę, że w każdym dużym mieście na świecie jest jakiś wyścig szczurów.

Jaki film z LA w tle wydaje ci się najbardziej prawdziwy?
Haha. Mam wrażenie, że każdy film z zachodu pokazuje LA, a nawet jeżeli nie pokazuje to jest nagrywany tutejszych studiach. Np. serial Frasier, którego cała akcja toczy się w Seattle. Okazuje się, że tylko jeden odcinek z 264 został tam nagrany, a reszta pozostałych w studiu Paramount, 10 min drogi ode mnie. Podobnie z Twin Peaks. Co do autentyczności LA w filmach to uważam, że każdy poznaje zupełnie inne Los Angeles i ciężko pokazać jeden prawdziwy film. Bardzo lubię Mulholland Drive. Jego akcja rozgrywa się w moich okolicach.

Czego nauczyłeś się od mieszkańców LA?
Uśmiechać się, być bardziej uprzejmym i przekazywać pozytywną energię każdego dnia.

A co ci przeszkadza?
Odległości i słaba komunikacja miejska. Na szczęście jest Uber.

Jak spędzasz tu wolny czas?
Jeżdżę na plażę do Malibu ze znajomymi, wynajmujemy czasami kajaki albo paddleboard. Czasami spaceruję po Runyon Canyon. Moja niebezpieczna obsesja to odwiedzanie niesamowitych nowych restauracji z jedzeniem z całego świata. W przyszłym tygodniu probuję Floating Noodles. Pierwsze takie miejsce w LA.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Kornelia, 23 lata

Czym się zajmujesz?
Od 8 lat pracuję jako modelka. Studiowałam prawo w Polsce. Teraz zajmuję się produkcją filmową i pisaniem scenariuszy. Uczę się aktorstwa. To chyba najbardziej typowa odpowiedź u każdego w LA, gdzie wszyscy przedstawiają się jako „przedsiębiorca/aktor/producent/muzyk/model".

Co tutaj robisz, opisz nam swój dzień.
Mój dzień zaczyna się i kończy treningiem karate. W zależności od tego, co akurat dzieje się w pracy - jestem albo na planie, albo w writer's roomie, albo w studio post produkcyjnym. Ciągle pracuję jako modelka - zdarzają się dni castingów i pracy na planie przed kamerą. Kilka dni w tygodniu chodzę na lekcje aktorstwa. Weekendy to czas większej ilości treningów, surfingu i wycieczek.

Jak odbierasz to miasto?
Na samym początku przeżywałam absolutną fascynację Los Angeles. Tym, że jestem w obudzić się nad oceanem, tego samego dnia pojechać w góry i na pustynię, a wieczorem pójść na wernisaż czy premierę. Poza tym miałam dziwne wrażenie, że kiedyś już tu byłam - pewnie ze względu na mnóstwo amerykańskich filmów, które oglądałam. Ulice, znaki drogowe, sklepy, płoty, ławki w parku - każdy detal wydawał się znajomy. Na samym początku pobytu byłam zupełnie pochłonięta tym, co działo się wokół mnie.

Później przyszło zderzenie z rzeczywistością, bo mimo że LA wydaje się miastem nieskończonych możliwości, nie leżą one na ulicy. Panuje tu ogromna rywalizacja, ludzie są zdeterminowani i nastawieni na sukces. Ta presja, plus różnica mentalności amerykańskiej i europejskiej dały mi się we znaki. Dużo czasu zajęło mi nawiązanie wartościowych relacji i zbudowanie prawdziwych przyjaźni.

Jaki film z LA w tle wydaje ci się najbardziej prawdziwy?
Niestety, mimo że nie jestem fanką „La La Land", najnowsze dzieło Damiena Chazelle wydaje się dość prawdziwie pokazywać Los Angeles. Dwoje młodych ludzi, z zacięciem artystycznym, chce spełnić swoje marzenia. Łączy ich miłość, która nie wytrzymuje próby czasu. Dla mnie to dość smutna, bardzo prawdziwa historia. LA to ciągłe i całkowite zatracanie się w pogoni za marzeniami. Przy okazji pewnie zapomina się o tym, co jest naprawdę cenne.

Co wyjątkowego jest w tym mieście?
Możliwości. Różnorodność, zarówno jeśli chodzi o samo miasto, jak i o ludzi. Światło. Nigdzie indziej na świecie nie widziałam takich zachodów słońca jak tutaj. Jest w nich coś magicznego. Wszystko wygląda trochę jak plan filmowy (i często nim zresztą jest!)

Opisz to miasto trzema przymiotnikami.
Niewyrażalne. Przytłaczające. Piękne.

Ida, 26 lat

Co tutaj robisz? Opisz nam swój dzień.
Jestem z wykształcenia profesjonalną tancerką i aktorką, ale zajmuję się wieloma rzeczami!

Każdy dzień jest inny. I to właśnie najbardziej lubię w swoim życiu i w swoim zawodzie. Nie ma miejsca na żadną nudę codzienności, bo moja codzienność jest prawnie nie do przewidzenia.

Z reguły zaczynam, ucząc prywatnie baletu przez parę godzin. Mam niesamowitych uczniów w różnym wieku, na różnych poziomach, którzy tańczą z zupełnie różnych powodów. Niektórzy profesjonalnie, niektórzy tylko dla zabawy. To oni dodają mi siłę na cały dzień. Uwielbiam uczyć. Dzielenie się moją wiedzą z innymi jest jednym z najlepszych błogosławieństw w moim życiu. Potem z reguły mam casting albo dwa, albo trzy. Ledwo co jestem w stanie gdziekolwiek zdążyć, szczerze mówiąc. Potem próby, zależnie od projektu, może do północy, może do 22. A potem…potem padam.

Pamiętasz swoje początki w LA?
Każdy, kto na początku przyjeżdża do LA, jest trochę zagubiony, gdyż jest to miejsce zakamarków i ukrytych, tajemniczych miejsc. W Paryżu, czy w Nowym Jorku, można odkryć nowe miejsca, kawiarnie, restauracje, galerie i wydarzenia po prostu przechodzą ulicą. Tutaj prawie nikt nie chodzi pieszo, bo wszyscy pokonują duże dystanse samochodem. O miejscach i wydarzeniach trzeba wiedzieć, usłyszeć od innych. Dlatego na początku jest trudno się przystosować, ale jak już wpadnie się w wir tego miasta, nie można się nudzić, bo cały czas coś się tutaj gotuje, nowość za nowością, koncert za koncertem itp. W LA jest wszystko. Każdy może znaleźć swoje mniejsze środowisko i podążać za swoją pasją i zainteresowaniami, ale zajmuje to trochę więcej czasu niż w innych miastach.

Co wyjątkowego jest w tym mieście?
Bałagan i nonszalancki styl najlepiej definiują to miasto. Oczywiście można w niektórych dzielnicach znaleźć panie z tapirem, botoksem w ustach, sztucznymi piersiami i pośladkami, ale myślę, że takowe żyją w każdym większym mieście. Natomiast z reguły widzimy tutaj tylko ludzi „na luzie". Każdy ubiera się, jak chce. Jak najbardziej mogę zrobić zakupy w piżamie i nikt dziwnie na mnie nie popatrzy. Tu każdy może być milionerem, nawet ten ubrany w najgorsze łachy. Nie ma tutaj typowego lansu, ale właśnie na odwrót, ludzie starają się z reguły pozostać incognito, zwłaszcza jeśli chodzi o ich portfel. Gwiazdy i rozpoznawalni ludzie z reguły noszą baseballówki i podarte jeansy. Tak, żeby się nie odróżniać. To najbardziej uwielbiam w tym mieście. Jest bałaganiarskie, bez zasad i na luzie.

Gdzie lubisz spędzać tu czas?
Uwielbiam Getty Museum. Jest na wzgórzu i widać z niego całe LA. Architektura tego muzeum jest przepiękna, neoklasyczna i świetnie się komponuje z miastem, a w środku najlepsze dzieła z całego świata — to jest dopiero niebo na ziemi! Albo raczej na wzgórzu.

Przeczytaj też inne teksty z serii:

Młodzi Polacy w Paryżu

Młodzi Polacy w Londynie

Młodzi Polacy w Nowym Jorku

Młodzi Polacy w Tokio

Młodzi Polacy w Berlinie

Młodzi Polacy w Reykjaviku

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Joanna Wierzbicka