​polskie dj-ki, część 1

Z którą spotkacie się w klubie w ten weekend?

tekst i-D Polska
|
30 Styczeń 2017, 10:55am

W ostatnich latach w polskich klubach zaszła zmiana, której nie da się przeoczyć — dziewczyny coraz częściej wiążą swoje życie z muzyką, nie tylko jednak jako wokalistki czy producentki, ale też DJ-ki. Pojawiają się imprezy wyłącznie z setami granymi przez kobiety, a polskie DJ-ki odnoszą sukcesy nie tylko w kraju. Oto pierwsza część zestawienia dziewczyn, których muzyka sprawi, że na parkiecie spędzicie wiele, wiele godzin.

Honey Bunny

Jak to się stało, że zostałaś DJ-ką?
Moja przygoda z didżejowaniem zaczęła się od związku z DJ-em. Mój chłopak Maciek (Indecorum) cały czas mówił, że mam super gust muzyczny i powinnam grać. A ja się śmiałam i złościłam jednocześnie, myśląc, że traktuje mnie protekcjonalnie. Powoli rozwijała się we mnie chęć didżejowania, kiedy słuchałam innych na imprezach i patrzyłam krytycznym okiem. Często nie podobała mi się selekcja innych grających, myślałam o tym, że można w tyle różnych sposobów zagrać na imprezie, a inni tego nie robią z niewiadomych powodów. Powoli eksperymentowałam, podpatrywałem jak Maciek pracuje w programach i pewnego razu, kiedy zaproszono go na granie w Paryżu, napisałam po cichu do organizatora imprezy. Wysłałam im swoje rzeczy i powiedziałam, że chcę grać. Oni się zgodzili, a ja wpadłam w panikę, bo w ciągu tygodnia musiałam nauczyć się miksować na kontrolerze. W Paryżu było super, a potem już poleciało.

W jakie projekty jesteś teraz zaangażowana?
Obecnie współpracuję z Wixapolem, warszawskim (a właściwie to już ogólnopolskim) kolektywem, często z nimi gram i razem organizujemy imprezy. Jestem też częścią paryskiej serii imprez Parkingstone.

Skąd czerpiesz inspiracje?
Moje inspiracje to internet rozumiany szeroko jako pewnego rodzaju zjawisko, nostalgiczne zespoły z czasów podstawówki i gimnazjum (Korn, Rammstein, Slipknot) oraz Britney Spears czy Mandaryna.

Jak zdefiniowałabyś swój styl?
Muzyka, która gram to głównie hardcory i frenchcory. Jeśli miałabym zdefiniować mój styl jednym słowem to byłoby to słowo „hardkor".

Czy bycie kobietą ma dla ciebie jakieś znaczenie, kiedy grasz?
Oczywiście, że ma znaczenie. Po pierwsze świadomie gram i bawię się moją kobiecością i seksualnością, wykorzystuję ją jako markę. Pamiętam też jedną sytuację: grałam sobie na imprezie, za didżejką stałam tylko ja i chłopak, który zajmuje się stroboskopem. Ludzie przybijali mu piątki i mówili: zajebiście! Super, stary! No bo laski nie grają takiej ostrej muzyki. Poza tym lubię grać piosenki, które mają damski wokal czy gada w nich laska, bo wiem, że wtedy słuchać utożsamia słyszany głos ze mną, z DJ-ką. Jako dziewczyna chcę, żeby to, co gram było seksowane.

Co poradziłabyś dziewczynom, które chciałby pójść w twoje ślady?
To jest biznes, ale ja robię to tak, żeby nie było biznesu. Trzeba mieć zbudowany solidny kręgosłup i znać swoją wartość, bo jak się jej nie zna, to cię zepchną na najgorszy czas grania na imprezie, tylko dlatego, że nie dawno zostałaś DJ-ką (nieważne czy jesteś dobra, ważne ile grasz). „Starsi" DJ-e uważają, że nowych trzeba ochrzcić i upodlić. Ja za to uważam, że nowych trzeba kochać i szanować. I moja ostatnia rada: nie graj danego rodzaju muzyki tylko dlatego, że jest z niego lepszy hajs.

Czy chciałabyś coś jeszcze dodać do naszej rozmowy?Pochodzę z małej mieściny i jestem prostą dziewczyną. Mam swoje zasady moralne. Mówią mi: „To jest wielki świat, Warszawa, układy, układziki, biznes, chcesz robić karierę, to się ciesz, jak ktoś daje ci odrobinę szacunku. Gdzieś tam to by ci dupę złoili, więc się ciesz, że tu masz tak przynajmniej". Moje mądre słowa i rada dla „nowych": niech was nie obchodzi, że gdzieś jest gorzej. Miejcie swoje standardy i zawsze wymagajcie. To jest romantyczne i nastoletnie, ale jak prawdziwe.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Martyna Maja (VTSS) 

Jak zaczęła się twoja przygoda z DJ-owaniem?
Zbierałam płyty już od dłuższego czasu, a jeden ze znajomych warszawskich DJ-ów był uprzejmy użyczyć mi swoich starych, totalnie rozregulowanych gramofonów. Po tygodniu ćwiczeń i zabawy w domu zagrałam pierwszą imprezę, którą też współorganizowałam. Usłyszał mnie tam Kamil, polecił swojemu koledze Markowi, a ten z kolei zaprosił mnie do występu na jego imprezie. I tak plumkam sobie do dziś, a z Kamilem i Markiem (tworzącymi duet FeralRite) zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi.

W jakie projekty jesteś teraz zaangażowana?
Moim głównym projektem jest VTSS. Gram live'y i sety didżejskie w klimacie typowo tanecznym, klubowym. Mój drugi projekt to ambientowo-taneczne TRI, dotychczas istniejące tylko w szufladzie, ale dzięki uprzejmości Pana Brutaża za jakiś czas wydany zostanie na płycie winylowej w jego wesołej wytwórni, cieszy mnie to niezmiernie. Współtworzę też warszawski kolektyw Behind the Stage (BTS) - pod jego szyldem regularnie organizujemy lokalne imprezy, tworzymy serię podcastów, a także staramy się aktywizować grające dziewczyny, zapraszając je z koleżanką ISNT na cykl BTSFemale Edition. 

Poza tym współpracuję z kolektywem Playground oraz niemieckim Othercult, a ostatnio realizuję spektakl w stołecznym teatrze, do którego komponowałam też muzykę. Poza tym niedawno zaczęłam grać razem z Sashką (Poly Chain), pojawiła się już nawet jakaś opcja wydawnicza, choć materiał jeszcze nieskończony, więc chyba nie ma co za dużo gadać. Aczkolwiek ciągle intryguje mnie połączenie mojego „cięższego" brzmienia z jej syntezatorowymi, bajkowymi melodiami - niedługo nakładem Transatlantyku wychodzi jej album „Music for Candy Shops", serdecznie polecam! 

Lubię też dać sobie czasami trochę szaleństwa i pograć muzykę znacznie bardziej intensywną - pod pseudonimem Księżniczka wraz z Kinky Pyzą tworzymy kolektyw Księżniczki Hardcoru, ze znakiem jakości Wixapol S.A. Gramy muzykę z okolic hardcore, hardstyle i gabber.

Skąd czerpiesz inspiracje?
Muzyka sama w sobie jest dla mnie inspirująca - w najbliższym mi stylistycznie techno najbardziej imponują mi umiejętne zapożyczenia z innych gatunków i stylów, wyjście poza mainstreamowy nurt „big room techno", nieobojętność na muzykę świata, regionalną i tak dalej. Poza tym chyba też moje wesołe życie ma duży wpływ na moją twórczość - każdy jego etap, każda bliższa znajomość, wszystkie nowe i stare doświadczenia sprawiają, że trudno jest mi stać w miejscu i operować jedną stylistyką, to wszystko jest bardziej ulotne, chaotyczne oraz niejednostajne w moim przypadku.

Jak zdefiniowałabyś swój styl?
Mam wrażenie, że mój styl ewoluuje z każdym kolejnym materiałem live. Gram chyba dość intensywnie, czasem przestrzennie, czasem bardziej industrialowo, czasem niepokojąco. Sety grywam i ambientowe i noise'owo-industrialowe - choć głównie gram pobrudzone raczej nieoczywiste, czasem zupełnie połamane techno.

Czy w robieniu muzyki bycie dziewczyną ma dla ciebie jakieś znaczenie?
Wydaje mi się, że w sposób bezpośredni nie ma, staram się po prostu robić swoje, niezależnie od tego, że tworzę w gatunku zdominowanym przez mężczyzn. Mam wrażenie, że ze względu na płeć w branży klubowej niemal nieustannie muszę udowadniać, że jestem „good enough". Normą jest tu kwestionowanie umiejętności i gustu, umniejszanie naszym sukcesom i sprowadzanie ich do faktu bycia dziewczyną albo „ładną dziewczyną". Na pewno jednak moje doświadczenie życiowe, również związane z byciem kobietą, przekłada się na inny rodzaj wrażliwości, dzięki której podchodzę do tego gatunku, często postrzeganego za siermiężny, w sposób bardzo emocjonalny, co z pewnością wpływa na moje produkcje.

Co poradziłabyś innym dziewczynom, które chciałyby pójść w twoje ślady?
Przede wszystkim, żeby nie dały się uprzedmiotowić i „sprzedać" nie za swoją muzykę czy talent, a za bycie dziewczyną. Co poza tym - niech harują jak złe i nigdy, na żadnym etapie twórczości, nie chodzą na łatwiznę. No i jak to powiedziała kiedyś jedna mądra osoba: „Jak ci się nie podoba muzyczka na imprezie, to zrób sobie samemu fajniejszą".

Lola / KRY

Jak zaczęła się twoja przygoda z DJ-owaniem?
To mało oryginalna historia: od dłuższego czasu przebywałam w kręgu znajomych, którzy zajmują się muzyką klubową i był to dla mnie naturalny proces.

W jakie projekty jesteś teraz zaangażowana?
Wraz z Grań, Immune i B.YHZZ organizujemy cykliczne imprezy jako Intruder Alert. I.A.
Intruder to też label, dlatego na wiosnę ukaże się kompilacja złożona z utworów naszych i zaproszonych do współpracy osób. Poza muzyką zajmuję się głównie fotografią i oglądaniem małych włochatych piesków.

Skąd czerpiesz inspiracje?
Nie wydaje mi się, żebym czerpała inspiracje z jakichś konkretnych źródeł. Kiedy przygotowuję set czy nagrywam miks, wszystko zależy od tego, co chcę wyrazić. Traktuję to jako formę ekspresji.

Jak zdefiniowałabyś swój styl?
Lubię zestawiać ze sobą skrajności - brutalne brzmienia łączę z delikatnością. Nie boję się też w to wszystko wrzucić Riri.

Czy w robieniu muzyki bycie dziewczyną ma dla ciebie jakieś znaczenie?
Skupiam się na efekcie końcowym. Nie chciałabym, żeby ktoś oceniał to, co robię przez pryzmat bycia dziewczyną czy chłopakiem. Ale nie ukrywam, że najchętniej gram utwory wyprodukowane przez dziewczyny.

Co poradziłabyś innym dziewczynom, które chciałyby pójść w twoje ślady?
Przede wszystkim nie budować swoich wewnętrznych barier. Kiedy ktoś mówi ci, że czegoś nie powinnaś robić, to to zrób. Bardzo chciałabym też, żeby dziewczyny się na serio wspierały i cieszy mnie, że mamy do czynienia z eksplozją oddolnych inicjatyw girl power!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Rafał Domagała
Zdjęcia: archiwum prywatne bohaterek tekstu

Tagged:
dj
techno
Muzyka Elektroniczna
wixapol