na kacu i tanim papierze

Te rysunki idealnie pokazują małe dramaty naszego codziennego życia...

tekst Mateusz Góra
|
14 Czerwiec 2016, 8:10am

O Iskrze, autorze „Smutnych rysunków spisanych na kacu i tanim papierze", wiemy tylko tyle, że studiował archeologię, etnologię i wykładał produkty na półkach w  supermarkecie. Teraz obserwuje go na Facebooku ponad 90 tysięcy ludzi, którzy też czasem czują na swoich plecach ciężar smutku (i kaca). Jako stały mieszkaniec internetu ma zresztą mnóstwo ciekawych uwag dotyczących naszego pokolenia...  

Nazwa twojego fanpage'a sugeruje, jak powstał. Tak to właśnie było - został zrodzony z kaca i smutku? 
To był okres, w którym zastanawiałem się, co zrobić dalej ze swoim życiem. Pracowałem jako merchendiser (czyli wykładacz produktów na półki sklepowe) w Auchan, a resztę czasu poświęcałem rysowaniu i wyobrażaniu sobie, że ma to jakiś sens. Którejś letniej soboty czy też niedzieli na obowiązkowym kacu zrobiłem pierwszy obrazek - trochę z frustracji, trochę z pretensji - i poszło. Ten okres trwa do dzisiaj, tylko ambicje są większe.

Sporo uwagi poświęcasz naszemu życiu w internecie. Czy po naszym pokoleniu „zostaną tylko memy?"
To straszny banał, ale istotnie te dwa wymiary (real i internet) przenikają się i oddziałują w często niekonwencjonalny sposób. Jestem ciekaw, jak ten mariaż wpłynie na naszą cywilizację i co zostawimy, gdy już nas zabraknie. A przecież jesteśmy dopiero na początku końca. Robimy wiele głupich rzeczy, ale mamy bogatą tradycję w ich robieniu. Różnica polega na tym, że te rzeczy mają teraz platformę do powielania się w sposób wręcz natychmiastowy. To dobrze i źle zarazem.

A sam czujesz, że jesteś uzależniony od bycia online? Rzeczywiście częściej, niż za oknem, słońce świeci na twojej tapecie?
Mieszkam w internecie, więc jestem często. Chciałbym myśleć, że nie jestem uzależniony, ale to raczej smutne oszukiwanie samego siebie. Wzbraniam się jak mogę przed przejściem na smartfona. Walka trwa.

Co się zmieniło w twoim realnym życiu, odkąd jego częścią są Smutne historie…?
Niewiele, choć kąpiele w lajkach mogą czynić cuda. Fajnie jest poczuć, że robi się coś spoko, że twój głos jeśli nawet nie podzielany, to jest kontestowany, wysłuchany. I jeszcze ten moment, w którym twoi idole lajkują twoje komiksy jest dość surrealistyczny. W rzeczywistości nadal prowadzę życie zagubionego podstarzałego młodzieńca bez większych perspektyw i nadziei na emeryturę. Nowością są natomiast takie wywiady jak ten, współpraca z bandą z toruńskiej Jesieni i ciekawe osoby, które mam przyjemność poznać. No i koledzy, którzy podrywają dziewczyny „na znajomość z tobą". Ja nie mam tyle śmiałości.

Stworzyłeś kiedyś swój autoportret, na którym jesteś rozczłonowanym Stańczykiem na kacu. O jakich problemach naszego pokolenia myśli taki Stańczyk?

Myślę, że niewiele się zmieniło przez stulecia i nadal zastanawia się, w jaki sposób zasygnalizować, że król jest nagi. Problemy też raczej dzielimy z poprzednimi pokoleniami, czyli w dużym skrócie życie w danym systemie ekonomiczno-społecznym. A także Biedronka czy Lidl.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Kiedy już obserwuje cię prawie 100 tysięcy ludzi, zaczynasz czuć presję dotyczącą tematów, które możesz poruszać?
Wiesz co, jeśli chodzi o tematy to nie bardzo, ale faktycznie zwracam większą uwagę na jakość (chociaż może tego nie widać). Rysunki robię bez szkicu, a więc jedna bardziej nieudana kreska od innych i rysuję od nowa. Moje szafki wyłożone są wieloma wersjami tego samego komiksu. Wracając do tematów, od początku poruszam te, które mnie dotykają, irytują bądź smucą. Przedstawiam swój punkt widzenia, często ironizując. Jeżeli komuś to nie pasuje to, no cóż, internet ma wiele adresów. Wiem, bo bywam.

Ile twoich rysunków zbanował do tej pory Facebook?
Do tej pory bodaj 3 rysunki, w których być może przegiąłem z hiperbolą, ale inteligentny odbiorca odczytałby je prawidłowo. Szanuję jednak taką reakcję, chociaż się z nią nie zgadzam.

To gdzie leży granica między krytyką a hejtem?
Ta granica jest bardzo płynna, tak samo, jak definicja tzw. hejtu. Czy merytoryczna ale ostra krytyka to hejt? Czy żarty rasistowskie, seksistowskie czy religijne to najlepsza forma walki o wolność słowa? Osobiście uważam, że granicą jest wyczucie dobrego smaku i kontekst. Przeważnie udaje mi się jej nie przekroczyć.

A jak sobie radzisz z hejterskimi komentarzami?
Polemizuję i ironizuję, często ostro, bo to jest moje podwórko. Z reguły nie usuwam komentarzy, nawet tych szczególnie głupich czy nienawistnych. Cenzura nie jest rozwiązaniem, nie powinno się mowy nienawiści zamiatać pod dywan naciśnięciem guzika. Jeden jedyny raz musiałem zablokować użytkownika, gdyż był niezmiernie denerwujący. Poza tym raczej trollował niż szczerze nienawidził. Generalnie moi odbiorcy to ludzie inteligentni.

Myślisz, że twoje spojrzenie jest uniwersalne? Na ile wynika z miejsca, w którym żyjesz?
Hmm, smutek, jak już wcześniej pisałem, jest dla mnie najszlachetniejszym z odczuć, do tego raczej uniwersalnym, ale faktycznie otoczenie ma na mnie duży wpływ. I nie chodzi tu o konkretną sytuację polityczną czy obecne rządy. Chodzi raczej o pewne poczucie wspólnoty, pewien wspólny amalgamat doświadczeń, wyobrażeń, cech, dzięki którym jesteśmy tym, kim jesteśmy. Orhan Pamuk opisywał kiedyś mroczny, melancholijny nastrój dzielony przez miliony Stambułczyków, tzw. Hüzün. Jestem przekonany, że Polaków też łączy jakaś wspólna niewidzialna nić. Staram się ją odszyfrować. 

Gdybyś miał określić swój stosunek do świata w jednym zdaniu, byłoby to...
Duma i uprzedzenie. 

@Smutne historie spisane na kacu i tanim papierze

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Rysunki: Smutne historie spisane na kacu i tanim papierze. 

Tagged:
sztuka
Kultura
spoleczenstwo