2014 rokiem... fabrykowania ekstremalnego piękna

Od tymczasowych tatuaży do faux-piercingu... w 2014 spreparowanie ekstremalnej tożsamości wizerunkowej było łatwiejsze – i modniejsze – niż kiedykolwiek wcześniej. Jane Helpern przyjrzała się dla nas temu trendowi.

|
gru 17 2014, 2:58pm

Photography Harry Carr

Tatuaże na twarzy, sztuczne piersi, tlenione brwi, o mój boże! Modyfikacja własnego wyglądu zewnętrznego dla efektów estetycznych i kulturowej akceptacji (oraz dla szokowania postronnych) nie jest wcale wyłącznie współczesnym zjawiskiem. Jean Harlow, gwiazdka filmowa lat 30, którą potentat przemysłowy Howard Hughes nazwał oryginalną „Platynową Blondynką", używała wybielacza Clorox (tak, tego środka czyszczącego). Właśnie on pozwolił jej uzyskać te słynne rozświetlone loki (była to też toksyczna procedura koloryzacji i mówi się, że przyczyniła się znacząco do tragicznej śmierci aktorki). Maud Stevens Wagner, żona wynalazcy elektrycznej maszynki do tatuowania, w 1907 roku jako jedna z pierwszych kobiet w branży zyskała sławę jako wytatuowana od stóp do głów gwiazda cyrkowych pokazów odmieńców. Aczkolwiek w dzisiejszych czasach ochy i achy wywołałaby raczej dziewica z wymierającego gatunku, która jeszcze nie dała potraktować się pistoletem.

Wiemy więc, że usprawnianie tego, co mama w genach dała, nie jest niczym nowym. Jednak nigdy wcześniej podrobienie tego typu zawadiackiego uroku bez żadnych eksperymentów na własnym ciele nie było tak łatwe. Teraz mamy tymczasowe tatuaże i fałszywy piercing nosa oraz brwi. A słynące z wybredności autorytety okupujące pierwsze rzędy na widowniach pokazów mody zaaprobowały te metody. W efekcie przybranie wyglądu urodziwej ryzykantki nie wymaga już w ogóle odwagi. Kiedy w tej całej zabawie przestało chodzić o porwanie się na prawdziwy zabieg, a ekstremalne piękno stało się czymś, co można łatwo sprzedać?

Jak wiele z co bardziej szalonych trendów panujących w namiotach tygodni mody, tymczasowe tatuaże zadebiutowały na pokazie Chanel. A dokładniej pokazie kolekcji wiosna/lato 10 podczas Nowojorskiego Tygodnia Mody. Temu przedstawieniu daleko było do tweedowych garsonek epoki Coco. Modelki Dree Hemingway i Anja Rubik ozdobiono zatwierdzonymi przez samego Lagerfelda różańcami, emblematycznym podwójnym C i podwiązkami - i wszystko to dało się zmyć razem z makijażem z poprzedniego wieczoru. Potem Scott Campbell, tatuażysta gwiazd, nawiązał współpracę z Marciem Jacobsem. Razem pracowali nad torebkami dla Louis Vuitton. A propos tej kolekji, Marc wysłał swoich muskularnych modeli na wybieg przyozdobionych tymczasowymi tatuażami na szyjach w formie liter LV. Campbell własnoręcznie narysował je na ciałach mężczyzn.

„Pokaz mody to fantazja. Tymczasowy świat, w ramach którego bohaterowie wieczoru opowiadają pewną historię poprzez wizualne środki wyrazu. Tatuaże są elementem tej opowieści. W tym przypadku tymczasowe niosą ze sobą taki sam przekaz, co permanentne" - mówi Campbell. Pośród jego płócien z listy największych gwiazd znajdziemy między innymi Kanye'go Westa, Heatha Ledgera czy Roberta Downeya Jr. Jeśli tatuaże, które zostają na skórze na zawsze, są formą sztuki performatywnej, to samo trzeba powiedzieć o ich tymczasowych odpowiednikach. „Projektowanie fałszywych tatuaży odbywa się tak samo, jak projektowanie prawdziwych. Próbujesz zrozumieć sytuację emocjonalną, którą ma oddawać dany tatuaż. A potem projektujesz coś, co koresponduje z tymi uczuciami" - dodaje Campbell.

Odkąd Chanel zaprezentowało swoją odę do pójścia pod igłę, fiksacja mody na punkcie tymczasowych tatuaży stała się tak powszechna, jak papierosy, szampan i nietknięte przekąski z węglowodanami na zapleczu pokazu. Wspomnijmy salon z tatuażami pop-up Pameli Love. Gwiazdki pod oczyma Kendall Jenner kroczącej po wybiegu dla Tommy'ego Hilfigera. Metaliczną biżuterię dociskaną do skóry zaprojektowaną przez ulubieńców Vogue'a, Flash Tatoos. Widać wyraźnie, że jesteśmy u szczytu faux-manii. Ale czy wstrzyknięto ją pod skórę świata mody na stałe, czy ten trend przeminie? Tina Roth Eisenberg, przedsiębiorczyni z branży kreatywnej, założyła mieszczący się w Brooklynie sklep Tattly. To kolekcja „dizajnerskich" tatuaży tymczasowych. Jej profil na Instagramie ma 55 tysięcy followerów, a z marką współpracowało już 100 artystów. Tina rozpoczęła ten projekt właśnie po to, by walczyć z epidemią brzydkich tatuaży tymczasowych. Tattly kieruje swoją ofertę do wymagających klientów ze słabością do designu. Znajdziemy w niej dosłownie wszystko, od cytatów z książek i retro aparatów fotograficznych do krzeseł projektu braci Eames i soczystych hamburgerów. Według Nic Anette Miller, dyrektorki działu kreatywnego Tattly, z tymczasowym tatuażem może wiązać się podobna wartość sentymentalna, co z prawdziwym. „Gdy ludzie decydują się na permanentny tatuaż, kierują się różnymi powodami. Jednym z nich jest to, że taki tatuaż to symbol tworzony dla samego siebie. Tymczasowe tatuaże absolutnie mogą mieć podobne symboliczne znaczenie, kiedy są noszone. Dokładnie tak, jak ubrania. To, co nosisz oddziałuje na to jak się czujesz i co chcesz sobą reprezentować".

Tymczasowe tatuaże to nie jedyna grupa dublerów przewijających pod skórą hollywoodzkiej produkcji (czy raczej, w tym przypadku, niezupełnie pod skórą). Czysto dekoracyjny piercing nosa i brwi à la Givenchy czy Rodarte wywołał prawdziwą obsesję na punkcie kolczyków w nosie „tylko dla efektu". Nosiła je znana z szalonego stylu Rihanna, ale też spokojna i ponadczasowej urody Jessica Biel. Obie otwarcie wypowiadały się o swoich niewymagających poświęceń akcesoriach. I nie mówimy tu o tęczowo lśniących doklejanych kolczykach, które rozjaśniały nam lata 90. Te ozdoby na nos to delikatne, złote kółka wkładane w przegrodę nosową lub pokryte ornamentami, industrialne pierścienie. W przypadku kolekcji wiosna/lato 15 Rodarte jedna fałszywka nie wystarczyła. Odnosimy się w oczywiście do inspirowanych modą grandżową rzędów fałszywych srebrnych kółeczek w brwiach, które dokleił modelkom makijażysta James Kaliardos. Jednak, co może jest bardziej szokujące, ten przyciągający wzrok trend niespecjalnie się przyjął. Przynajmniej jak na razie.

Nawet ci, którzy przysięgali body artowi, że dopiero śmierć nas rozłączy, zgadzają się, że tymczasowe alternatywy mogą dopełniać bardziej trwałe formy takiej sztuki. Czy to dlatego, że dorosłość odziera te niegdyś buntownicze formy wyrazu z rebelianckiego ducha? Czy dziś chodzi nam o dodawanie naszemu wizerunkowi pieprzyku, a nie o deklaracje dotyczące tożsamości czy systemu wartości wyrażające się w nieusuwalnych modyfikacjach własnego ciała? Projektantka i stylistka Jayne Min, autorka blogowej biblii stylu na chłopczycę - STOP IT RIGHT NOW, jest wychwalana za swoje „anty" nastawienie do wysokiej mody. Oprócz tatuaży spod ręki Dr. Woo, artysty do którego nie sposób się umówić na sesję tatuowania, od siedmiu lat nosi też w przegrodzie nosowej prawdziwy kolczyk. „Jestem całkowicie za eksperymentami. Nastolatki to robią. Wielu dorosłych z kręgu moich znajomych to robi. Tatuaże i piercing nie są tak wywrotowym elementem wyglądu, jak kiedyś" - mówi zestawiająca ze sobą kreacje od Céline i skejterskie buty blogerka. „Rozumiem, że ludzie mogą mieć opory przed zrobieniem sobie tatuażu. Natomiast fałszywy piercing jest dla mnie nieco zabawny. Kolczyk zawsze można po prostu wyjąć. No cóż, jak kto lubi!".

Gloria Noto, makijażystka i redaktor naczelna The Work Magazine, spędziła większość swojej kariery na napędzaniu fantazji o falsyfikowaniu ekstremalnego piękna. „Uważam, że [fałszywe tatuaże i piercing] są wspaniałym sposobem na zabawę z wyglądem i upewnienie się, że naprawdę jesteś czymś takim zainteresowana. Zupełnie jak peruki, które pozwalają ci każdego dnia stać się inną wersją siebie". Jednak jej wewnętrzny punk jest już bardziej sceptyczny. „Dni prawdziwie punkowych konceptów już chyba minęły. Rzeczy, które ludzie demonstrują na zewnątrz, nie zawsze odpowiadają temu, co jest dla nich wewnętrzną prawdą".

Tak więc, czy ten faux-trend jest naszym przyjacielem czy wrogiem? Próbą przed rzuceniem się na głęboką wodę czy rozwadnianiem kontrkultury? Duże sieci sklepów typu Old Navy czy Victoria's Secret podłączają się pod modę na tymczasowe tatuaże. Na Etsy możemy znaleźć ogromne ilości fałszywych kolczyków do nosa kosztujących zaledwie 5 dolarów. Przyglądając się eskalacji zjawiska, można tylko stwierdzić, że czas pokaże czy to naprawdę coś trwałego. A skoro o tym rozmawiamy, Gloria Noto ma jeszcze jedną sugestię. „Zróbmy tak, żeby nowym trendem był fałszywy pieprzyk nad ustami à la Cindy Crawford. Można go symulować za pomocą brązowego lub czarnego wodoodpornego eyelinera". My w to wchodzimy.

Kredyty


Tekst: Jane Helpern
Fotografia: Harry Carr Rodarte, zdjęcie z pokazu Rodarte wiosna/lato 15