m.i.a. jest nam teraz potrzebna nawet bardziej, niż kiedyś

Weekendowa premiera jej nowego utworu, Can See Can Do, przypomniała nam o jednym – jak bardzo chcemy, żeby Mathangi „Maya” Arulpragasam wróciła jak najszybciej do pop gry.

tekst Nick Levine
|
13 Marzec 2015, 9:20am

W zeszły weekend M.I.A. zaskoczyła nas wszystkich. Udostępniła swoje pierwsze nagranie od 2013 roku, Can See Can Do. Ostry, agitacyjny rap na poszarpanym podkładzie. „Niektórzy ludzie widzą na niebie samoloty, niektórzy widzą drony" - śpiewa w drugiej zwrotce przy akompaniamencie brzęczących syntezatorów i zgrzytliwego beatu. Potem nadchodzi dokuczliwie chwytliwy refren. Też wyraźnie polityczny. „Chcę zostawić za sobą historię, chcę budować z tobą przyszłość" - oświadcza wokalistka w kluczowym wersie. Na Soundcloudzie utwór pojawił się z podpisem, który jest kwintesencją charakteru M.I.A. Zaczepnym, ale i nieco obronnym. „ROZMOWY O DEMOKRACJI. TAMILOWIE WCIĄŻ CZEKAJĄ! I NIE, MOJE BEATY NIE SĄ LEPSZE BEZ MOJEJ POLITYKI". Później, na Twitterze, artystka zasugerowała też, że pojawi się więcej nowej muzyki od niej. „Trzymajcie się, lato nadchodzi" - powiedziała fanom.

M.I.A. nie mogłaby kazać nam dłużej czekać na swój powrót. Co prawda ostatnio Kanye podkręca atmosferę. Na Uniwersytecie Oksfordzkim pojawił się z rozbrajająco szczerym wykładem. Zorganizował tajny koncert w Londynie. O którym powiadomił zaledwie na kilka godzin przed tym, jak miał pojawić się na scenie. Obiecał też, że premiera jego nowego albumu będzie niespodzianką w stylu sławetnego zagrania Beyoncé. Niezależnie od tego, co myślicie o jej nowej płycie, Madonna nadal drażni społeczeństwo. Rzuca wyzwanie tradycyjnym poglądom na to, jak powinna zachowywać się kobieta w wieku 56 lat. Ale poza tym na scenie pop nie jest za dobrze. Muzyczny świat wydaje się nieco zbyt bezpieczny. Popadł trochę w stagnację i desperacko potrzeba mu jakiegoś wstrząsu.

Potrzeba mu tego rodzaju wykonawcy, który, powiedzmy, pokaże w TV środkowy palec... przed liczącą sobie 111 milionów osób widownią Super Bowl 2012. Od pojawienia się na scenie z debiutanckim albumem Arular z 2005 roku, M.I.A. jest niezmiennie prowokująca i ekscytująco polityczna. Sunshowers, jeden z jej pierwszych singli, poruszał temat kultury noszenia broni i policyjnego profilowania rasowego. A jednocześnie sprytnie nawiązała w nim di Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Z której członkami szkolił się kiedyś jej ojciec. „Jak OWP, nie poddaję się nigdy" - przechwalała się wokalistka. Druzgoczący widza teledysk do Born Free z 2010 roku - zainspirowany rzekomo bezprawnymi egzekucjami tamilskich mężczyzn przez armię Sri Lanki - przedstawiał ludobójstwo dokonywane na... rudzielcach. Wideo było tak szokujące, że YouTube na pewien czas zakazał udostępniania go w serwisie.

Nawet jej największy jak dotychczas hit, Paper Planes z 2008 roku, niósł w sobie przesłanie. Jego tytuł to termin, który M.I.A. wymyśliła, by opisać podrabiane wizy pracownicze umożliwiające wjazd do USA. Na tle wybrzmiewających w podkładzie wystrzałów, wokalistka podsumowuje społeczne uprzedzenia wobec nielegalnych emigrantów jednym celnym wersem: „Wszystko czego chcę, to zabrać ci pieniądze". Krytycy twierdzą, że jej polityczne deklaracje potrafią być mętne i nieprzemyślane. I czasem można im przyznać rację. Ale M.I.A. jest artystką muzyczną, nie aspirującym politykiem. Jej celem jest rzucenie światła na problemy, które wydają się jej ważne. Zazwyczaj robi to dobrze. Powiedźcie, kto inny napisałby w singiel o fałszywych wizach pracowniczych? Kto w ogóle spróbowałby podjąć się czegoś takiego?

Jednak M.I.A. to nie tylko socjopolityczny przekaz - potrafi też być bardzo rozrywkowa. Przy Bad Girls, jej wyprodukowanym przez Danję hicie z 2012 roku, nawet najbardziej konserwatywna słuchaczka Radio Maryja poczuje się jak bezczelna rebeliantka. Tak działa stworzony do wożenia się refren tej piosenki: „Mój łańcuch uderza mnie w pierś, kiedy bębnię o deskę rozdzielczą". Z kolei Jimmy z 2007 roku to genialny w swojej absurdalności banger. Zanurza on starą piosenkę z bollywoodzkiego filmu w oparach disco. Powstało coś idealnego, by tańczyć szaleńczo wokół torebki postawionej na klubowym parkiecie. Z nowszych rzeczy, Y.A.L.A. z 2013 roku zawiera odniesienie do popkultury, które jest jednocześnie niespodziewane i może być upiornym przykładem zdolności jasnowidzenia piosenkarki. „Bank offshore, czas odwiedzić Singapur/Muszę zgarniać kasę jak Julianne Moore" - rapuje M.I.A. Czy przewidziała sobie tylko znanym sposobem, że aktorka dołączy wkrótce do obsady Igrzysk Śmierci i zgarnie Oscara?

Trzeba jednak pamiętać, że teksty to nie wszystko, co M.I.A. ma do zaoferowania. Na swoich czterech albumach popisała się niezrównaną umiejętnością podchwytywania różnych brzmień z całego świata i przekształcania ich w coś całkowicie własnego. Dzięki temu stworzyła unikalną, kalejdoskopową odmianę alternatywnej muzyki pop. Utwory M.I.A. bazują przede wszystkim na dźwiękach ze świata hip-hopu i elektroniki. Ale artystka zapożycza też elementy mniej znanych gatunków. Takich, ja brazylijski baile funk, karaibska soca, czy piosenki Gaana popularne wśród Tamilów. Jeśli stwierdzimy, że M.I.A. wyprzedza trendy, ujmiemy jej zasług. Dość wspomnieć, że współpracowała z Diplo już dekadę temu.

M.I.A. nie jest oczywiście doskonała. O niektórych z jej nowszych utworów szybko zapomnimy. A im mniej mówi się o durnym incydencie z „frytkami truflowymi" z 2010, tym lepiej. Mimo to przez ostatnią dekadę M.I.A. była konsekwentnie interesująca, innowacyjna i nie bała się ryzyka. Can See Can Do pozwala się domyślać, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Miejmy więc nadzieję, że dotrzyma obietnicy. I lato przyniesie ze sobą nowe, odważne i progresywne nagrania M.I.A.

Kredyty


Fotografia: Shawn Mortensen
T-Shirt: Media Action for Darfur
Trykot: bazar w Dalston
Spódnica: Paule Ka
Rajstopy: Walford

Tagged:
m.i.a
kanye west
Madonna
Kultura