3 lata płaczliwych selfie

Fotografka z Los Angeles, Emily Knecht robiła sobie zdjęcia, za każdym razem, gdy płakała i jest w nich więcej intymności niż w typowych, nagich fotkach.

tekst i-D Staff
|
23 czerwca 2015, 11:40am

Emily Knecht ma obsesję na punkcie intymności. Swojej własnej, znajomych, a nawet obcych... Nieustannie próbuje wychodzić ze strefy komfortu, obnażając swoje uczucia. Tak wiele uczuć. Nie obchodzą jej typowe narzędzia prowokacji, jak wolne sutki czy masturbacja - chociaż tego w jej pracach też nie brakuje. Zamiast tego, artystka stara się uchwycić surowe emocje za pomocą łzawych portretów, zrobionych w sypialni, łazience, restauracji, samochodzie... Wszędzie tam, gdzie dopada smutek i łzy. „To dużo bardziej delikatne i narcystyczne niż nagie zdjęcia", komentuje swą serię artystka, z którą spotkaliśmy się w jej apartamencie z odsłoniętą cegłą w Silver Lake, pośród stert erotycznych polaroidów i piramidy brudnego prania.

Emily zaczęła robić zdjęcia w wieku 11 lat, gdy pojechała na Plantation - letni obóz farmerski w Sonoma County. Nauczyła się tam obowiązków domowych, a mieszkając w namiocie, udokumentowała cały rytuał przygotowawczy do wielkiego tańca swoich koleżanek. Podczas każdego lata, na każdym obozie miała ze sobą piętnaście jednorazowych aparatów i wykorzystywała wszystkie z nich, aż do ostatniego zdjęcia. „Większość moich znajomych zużywała mniej więcej połowę", chwali się. Któż nie pamięta tego uczucia jednoczesnego rozczarowania, ale i satysfakcji, towarzyszącym skończeniu się kliszy? Momentu, kiedy orientujesz się, że nie masz już amunicji. „Wieszałam te wszystkie zdjęcia na ścianach w domu moich rodziców. Lubiłam to robić". Jest to typowa opowieść o tworzeniu kolaży jako jednego z rytuałów dorastania, ale też czegoś, z czego nigdy nie wyrosła.

Dziś, Emily nie zwalnia tempa. Zarówno jeśli chodzi o projekty personalne, jak i o prace komercyjne. Ostatnio robiła zdjęcia Gigi Hadid i Shannon (z kapeli Shannon and the Clams). Jako studio wykorzystuje swój przytulny i eklektyczny apartament, a wolny czas spędza wraz ze swoim chłopakiem muzykiem, który, notabene, nie pozwala jej na publikację zdjęć swojego penisa. „Pozwala mi robić zdjęcia, ale nie mogę ich używać", uściśla. W swojej twórczości najbardziej interesują ją ludzkie nieścisłości i drobne niuanse.

Gdy rodzice Emily pogodzili się już na dobre z faktem, że ta nie ma wcale zamiaru zarzucić fotografii, tak jak zrobiła to w przypadku karate albo innych porzuconych hobby, kupili jej aparat na szkolne zajęcia. Od tamtej pory się z nim nie rozstawała, planując zostać fotografką mody. Zaczęła robić licencjat ze sztuk pięknych na CalArts, ale zarzuciła studia, co zresztą nie obyło się bez pogardliwych reakcji wysnobowanych artystów z pędzlem, zamiast kija w dupie. „Miałam, może ze trzech znajomych", opowiada o swoim czasie na studiach. Nawet wykładowcy zdawali się ją wykluczyć, ale ta złapała ich w sidła pokazem swoich prac, włącznie z bardzo osobistymi, nagimi zdjęciami i portretami babci jej najlepszej przyjaciółki na łożu śmierci.

„Feelings" w Innocnts Gallery w LA, to najnowsza i pierwsza wystawa Emily solo, od czasu odebrania dyplomu w 2009 roku, a także dokumentacja trzyletniego projektu na kliszy 35 mm, podczas którego artystka robiła sobie zdjęcie za każdym razem, gdy płakała. Czasami przez byłego chłopaka, czasami przez kłótnie z obecnym, albo gdy próbowała ustalić, czy ma pozostać trzeźwa, czy też nie. Bez względu na jej stan, aparat zawsze znajdował się w pobliżu. Wypracowała dosyć natrętny nawyk, który zaczął denerwować nawet jej cierpliwego chłopaka.

„Akurat się kłócimy, ja płaczę i zaraz mówię, czekaj, muszę zrobić zdjęcie, a on na to: 'Czy ciebie, kurwa, pojebało? Czy to cię odrywa od rzeczywistości? Czy może raczej cię do niej przybliża? Co ty właściwie robisz?' I ja do dziś nie znam na to wszystko odpowiedzi..." Dla fotografa to jest część projektu. „Czasami było tak, że zrobiłam jedno czy dwa zdjęcia i ryczałam jeszcze bardziej, a czasami po zrobieniu zdjęcia czułam ulgę." Te zdjęcia i proces „gojenia ran" stały się nieodłączne.

„Świat łez jest taki tajemniczy", pisał w Małym Księciu Antoine de Saint-Exupéry. Częścią większej misji Emily Knecht jest odkrywanie tej tajemniczej i jakże płodnej krainy, zalanej słonymi strumieniami, aby dowiedzieć się, w jaki sposób emocje adaptują się i ewoluują w obliczu ekspozycji, gdy przestajemy się chować i odkrywamy najskrytsze zakamarki duszy. To oczywiście nie zawsze jest łatwe , wygodne ani ładne. Tak naprawdę, często wygląda się wręcz brzydko. Ale teraz, gdy uwalniamy sutki, może czas uwolnić też i uczucia. Jeśli chcesz zobaczyć więcej zdjęć rozmazanego tuszu i trzęsących się warg, oczekuj papierowego, powiększonego wydania albumu „Feelings".

emilyknecht.com

Kredyty


Tekst: Jane Helpern
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Emily Knecht