grace neutral: urodzona, by być inną

Nasza ulubiona wytatuowana księżniczka wypuszcza kolekcję kapsułową.

tekst Tish Weinstock
|
05 Listopad 2015, 4:50pm

Grace Neutral to liliowooka księżniczka, która z każdą modyfikacją swojego ciała na nowo definiuje nasze postrzeganie piękna. W wieku 21 lat wkręciła się w piercing, do którego niedługo później dołączył body art, skaryfikacje i usunięcie pępka. Ale mimo tego, że ciężko pracuje nad swoim wyglądem zewnętrznym, to najważniejsze jest dla niej wnętrze - dopiero teraz wierzy, że te dwie sfery są na równi. Za swoje nieziemskie piękno czczona jest przez miliony, ludzie z całego świata zlatują się, żeby ich wydziarała. Wpadła też w oko Motel Rocks - brandowi dla fajnych dziewczyn, z którym właśnie wydaje kolekcję kapsułową.

Opowiesz nam coś o sobie i swoim dorastaniu?

Nazywam się Grace, mieszkam i pracuję we wschodnim Londynie jako tatuatorka. Urodziłam się w Dubaju i mieszkałam tam do jakiegoś siódmego albo ósmego roku życia. Później z siostrą i rodzicami podróżowaliśmy po całym świecie, od Hongkongu po Bali. W końcu osiedliśmy w południowo-zachodniej Anglii, w małej wiosce nad samym oceanem, gdzie spędziłam resztę dzieciństwa. Wyprowadziłam się do Londynu, gdy miałam 20 lat.

Kiedy zaczęłaś zajmować się tatuażem? 

Prawie cztery lata temu. Robiłam piercing w wieku 21 lat, co naturalnie przerodziło się w tatuowanie, bo mam wykształcenie artystyczne i pochodzę z rodziny artystów.

Co najbardziej interesuje cię w tatuażach? 

Ciekawiły mnie, odkąd byłam mała. Zawsze myślałam, że to świetny sposób na wyrażanie siebie, bardzo lubię też dekorować swoje ciało, więc dość łatwo się w nich zakochałam.

A co z resztą twoich modyfikacji?

Modyfikacje ciała były dla mnie kolejnym, naturalnym krokiem. Wiąże się z nimi trochę więcej ryzyka niż z tatuażami, ale nigdy o tym nie myślałam. Chciałam po prostu rozpocząć tę wspaniałą przygodę, jaką była zmiana mojego ciała. Byłam zbyt zafascynowana możliwymi rezultatami, żeby w ogóle przejmować się bólem.

Co cię napędza?

Zawsze byłam bardzo niezależna. Moja rodzina jest wspaniała i bardzo mnie wspiera, ale zawsze chciałam robić rzeczy po swojemu. Nigdy nie chciałam być na czyimś utrzymaniu. Chciałam dbać o siebie i dowieść wszystkim - także sobie - że potrafię zrobić to sama. Pojawienie się w moim życiu tatuażu było wielkim zastrzykiem energii życiowej. Znalazłam swoją wymarzoną pracę, tak wspaniałą, że nawet nie myślę o niej jak o pracy. Dzięki niej każdego dnia się rozwijam, staję się coraz lepsza w tym, co robię. Nie wyobrażam sobie lepszej motywacji.

Co to znaczy być piękną?

Czuć się w pełni komfortowo we własnym ciele, kochać całą swoją osobę. Najważniejsze, żeby ani trochę nie przejmować się co myślą o nas inni - to my jesteśmy najważniejsi i tylko nasza opinia ma dla nas znaczenie.

Niektórzy uważają cię za swojego rodzaju fenomen mediów społecznościowych, jakie to uczucie mieć tylu fanów, których nigdy nie poznałaś?

Szczerze mówiąc, raczej o tym nie myślę. Po prostu żyję sobie z dnia na dzień. Bawię się z przyjaciółmi, tatuuję i poznaję nowych ludzi. Nie wiem, czy faktycznie jestem jakimś „fenomenem", wolę o tym nie myśleć, nie chce zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Lubię, kiedy wszystko jest proste.

Uważasz się za ikonę mody?

Haha, nigdy w życiu! Mam po prostu szczęście, bo wszyscy moi przyjaciele mają świetny gust i pomagają mi dobierać ciuchy! A jeśli chodzi o moje modyfikacje, to nie myślę o nich w kategoriach stylu czy mody, to po prostu to, kim jestem.

Jak doszło do współpracy z Motel?

Znam ich ekipę od lat, jeszcze z czasów, kiedy mieszkałam w Bristolu, a niedawno robiłam tatuaż Jennie, ich kierowniczce hurtowni. Zaczęłyśmy gadać przy dziaraniu i wpadłyśmy na pomysł kolaboracji.

Czym jest zainspirowana twoja kolekcja?

Chciałyśmy stworzyć coś pięknego, co odzwierciedlałoby mój styl; chciałam też zaprojektować jakiś wzór, który będzie jednocześnie nowoczesny i klasyczny - mamy nadzieję, że okaże się ponadczasowy.

Co najbardziej ci się w niej podoba?

Uwielbiam kimono, można z nim stworzyć mnóstwo kreacji, eleganckich i luzackich. No i dobrze wygląda na każdej figurze.

Na jakich kobietach chciałabyś widzieć swoje projekty?

Na każdej, której się spodobają!

Podążasz za trendami?

Nie, po prostu noszę to co chcę. Chyba naśladuję swoją mamę, która zawsze ubierała się na czarno - „Czarny jest ponadczasowy Grace, nigdy nie wyjdzie z mody" - zawsze to powtarzała, i ja to sobie teraz powtarzam.

Zależy ci na tym, by podkreślać swoją inność?

Nie próbuję wyróżniać się na siłę, to chyba stało się samo z siebie. To nie moja wina, że chciałam tak wyglądać, nie zrobiłam tego na pewno by kogoś zszokować. Zrobiłam to dla siebie, ta podróż to bardzo osobista sprawa. Chyba taka już po prostu jestem.

Czym się teraz zajmujesz?

Skupiam się teraz na tatuowaniu. Robię większe projekty - całe rękawy, plecy i torsy.

motelrocks.com

Przeczytaj też:

Grace Neutral, czyli piękność nie z tego świata

Grace Neutral: wytatuowana księżniczka z kosmosu

Tagged:
Grace Neutral