„romeo i julia”: od różowych włosów po garnitury prady

Przyglądamy się roli, jaką moda odegrała w historii młodzieńczego buntu.

|
02 Listopad 2016, 3:17pm

Jakiś czas temu obejrzałam transmisję programu „Tea at the Beatrice", w którym Glenn O'Brien przeprowadził wywiad z Bazem Luhrmannem. O'Brien zadał reżyserowi pytanie, które utkwiło mi w pamięci: „Jak udaje ci się dokonać niemożliwego?". Mimo że filmy Luhrmanna zarobiły setki milionów dolarów, każdy z nich powstawał w nietypowych okolicznościach. Producent wykonawczy pierwszego z nich, „Roztańczonego buntownika", zmarł w czasie kręcenia, co postawiło losy komedii romantycznej o konkurencyjnym świecie tańca towarzyskiego pod znakiem zapytania. Później Luhrmann dostał telefon z informacją, że ma jeden dzień na podjęcie decyzji czy pokażą film na festiwalu w Cannes. W „Moulin Rouge!", jego cygańskim kabarecie osadzonym w XIX wieku, reżyser sam zadbał o prawa do piosenek Davida Bowiego, Dolly Parton i Eltona Johna, osobiście do nich dzwoniąc.

Przy którym filmie Luhrmanna zastanawiamy się: „Jakim cudem on w ogóle powstał"? Oczywiście przy „Romeo i Julii", dwugodzinnym, naszpikowanym akcją i gwiazdami pierwszej ligi hicie, w którym kwestie wypowiadane są w iście elżbietańskim stylu. Sensacja 1996 roku odświeżyła dzieło Szekspira dla pokolenia MTV, wplatając Radiohead i Garbage do recytowanych sonetów oraz ubierając Montekich i Kapuletów w Pradę i D&G. Produkcja zarobiła przy tym 147,5 mln dolarów (575 mln zł).

Powstało wiele adaptacji popularnego dzieła o przeklętych kochankach, od „West Side Story" po „High School Musical". Jednak żaden z tych filmów nie zachował „mości panów" i innych oryginalnych wyrażeń. Luhrmann, który wykształcił swój bogaty styl właśnie w teatrze i w operze, nawet nie myślał o zrezygnowaniu z oryginalnego języka Szekspira i stworzył wyjątkowy świat, by ożywić go na nowo. Według notatek produkcyjnych, reżyser nazwał go niezależną przestrzenią, która wykiełkowała z pastiszu symboli religijnych, technologicznych, folkowych i popkulturowych. Stworzyły one świat, który „pozwolił scenografce Catherine Martin i kostiumografce Kym Barrett na niesamowitą wolność w kwestii estetyki, jednak zawsze była ona silnie związana z Szekspirem". Martin wytłumaczyła, że Werona „Romea i Julii" też była produktem wyobraźni pisarza: „Była to wizja Anglika, który wyobrażał sobie to mityczne, włoskie miasteczko, gdzie ludzie byli żarliwi i porywczy… Werona Szekspira jest również wymyślonym światem".

Screenshot Youtube

Sceneria „Romea i Julii" to bardzo kolorowa, fikcyjna Verona Beach: mieszanka Venice Beach, Miami i Meksyku, gdzie nakręcono większość filmu. To wizja zakorzeniona w estetyce i kulturze tych miejsc, a elżbietańska opowieść nawiązuje do burzliwej historii Venice Beach. W latach 50., tak jak w filmie, dawniej turystyczne miasteczko stało się kolebką gangsterów. Martin niesamowicie wykorzystała elementy meksykańskiej sztuki ludowej, projektując soczyste i romantyczne scenerie (za co zgarnęła Oscara). Jednak świat Luhrmanna to nie tylko miejsce, w którym poruszają się bohaterowie. Oni też stanowią pastisz różnych ikon, od sposobu w jakim mówią po styl. Jako inspiracje Luhrmann wymienia „Ojca chrzestnego", pełną przesady rzeczywistość stworzoną przez Felliniego oraz Southern Belle (panienki z dobrych domów amerykańskiego południa) Tennessee Williamsa. Mimo, że nienawiść pomiędzy rodem Kapuletów i Montekich została przekazana młodszemu pokoleniu, chłopcy mają wspólną przyczynę buntu: przeciwstawianie się starszym. Jak powiązać dwa rody, pamiętając o ich sprzeczce? I jak pokazać ten młodzieńczy bunt w filmie? Przy pomocy mody.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Luhrmann przedstawił podział pokoleniowy także przy pomocy projektantów: Montekowie i Kapuleci seniorzy „są wystylizowani na Yves Saint Laurenta i Jackie Kennedy z lat 60. i 70., natomiast młodsze pokolenie odrzuca ten szyk". Ten bunt przejawia się na dwa sposoby: banda Kapuletów, pod dowództwem Johna Leguizamo jako Tybalta, Księcia Kotów prezentuje eleganckie, seksowne i super dopasowanes tylizacje, które są zasługą młodszej, bardziej ostentacyjnej linii Dolce & Gabbana: D&G. Kapuletowie lubują się w opływowej czerni, ale ociekają dekoracyjnymi zdobieniami: noszą kabury pistoletów jako modny dodatek i wkładają koszule w spodnie, by pokazać odważne klamry pasków. Jeden z nich ma nawet grill z napisem „GRZECH".

Zdjęcie Twitter

Mimo że Montekowie reprezentują ten sam status społeczny co Kapuleci, ich styl jest dużo bardziej prosty i praktyczny: noszą rozpięte hawajskie koszule, luźne spodnie inspirowane odzieżą roboczą, trapery lub conversy. „Montekowie mają coś z klimatu wojny w Wietnamie", tłumaczy Barrett, nawiązując do końca wojny w połowie lat 70., „kiedy to żołnierze nosili hawajskie koszule, szorty i miejscowe kapelusze, by wpasować się otoczenie i klimat". I chociaż Montekowie nie mają pikowanych kamizelek kuloodpornych jak Kapuleci, ta banda posiada wykwintne akcesoria (zwróćcie uwagę na Merkucja, który na przyjęciu Kapuletów wygląda jakby wyszedł z pokazu Ashisha). Oni nie potrzebują błyskotek, hawajskie koszule są wystarczająco krzykliwe; nie zaczesują włosów i nie pokazują własnoręcznie zdobionych kabur, za to farbują się na różowo i stawiają włosy na żel. Różnice są znaczące, lecz oba rody emanują buntowniczą postawą poprzez ubrania, które nawiązują do otaczającego ich świata.

Najwięksi buntownicy tej rebelii to oczywiście Romeo i Julia. Mimo że Julia pochodzi z Kapuletów, nie zobaczymy Claire Danes w transparentnej halce przybranej piórami (i niestety nie w tym wysadzanym kamieniami komplecie D&G „tomatoes potatoes"); tak samo jak nie zobaczymy młodziutkiego Leonardo DiCaprio w pastelowo-różowych włosach i gigantycznych, krwistoczerwonych szortach, jakby po bójce wybierał się na koncert No Doubt. Barrett stworzyła parze stroje „skromne, o prostym kroju, bez zdobień". A pomogła jej w tym Prada.

Po ukazaniu się filmu Miuccia Prada zaprojektowała kolekcję pełną koszul hawajskich w stylu noir,wściekłych kolorów i punkowych ozdób. W latach 90., kiedy Miuccia zaczynała przemieniać rodzinną firmę galanterii skórzanej w modowe imperium, to właśnie jej „czysty, prosty krój" zaciekawił Barrett i przyciągnął resztę świata do subtelnej elegancji marki. Gdy w 1993 roku Prada wypuściła tylko męską kolekcję (zatrudniając młode gwiazdy w kampanii), stworzyła idealny niebieski garnitur ślubny Romea, do kompletu z bawełnianą koszulą i różowym krawatem w kwiaty — hołdem dla Montekich. Stroje Julii są równie subtelne, proste i przyziemne, nawet jej kostium anioła z balu. Luhrmann obsadził Danes pod wrażeniem jej roli w „Moje tak zwane życie", ale Barrett pozbawiła ją flaneli i swetrów z tego serialu (nie licząc sceny, w której Julia w dżinsach i T-shircie czeka na Nianię by poplotkować o Romeo).

Młodzieńczy bunt przybiera wiele postaci, lecz każdy strój wykiełkował z wymyślonego świata Luhrmanna (tak jak projektanci tworzą własne świat dla swojej kolekcji). Połączenie minimalizmu Prady, wietnamskiego żołnierza, bywalca centrum handlowego i ultra seksownego D&G nie wydaje się prawdopodobne poza ramami wyobraźni reżysera, tak samo jak łączenie Szekspira z muzyką Butthole Surfers czy The Cardigans. W każdym razie to właśnie te połączenia sprawiły, że ekranizacja jest tak wyjątkowa i powinna inspirować innych reżyserów zabierających się za klasykę. Nie jestem fanką Arthura Millera, ale gdyby ktoś połączył „Czarownice z Salem" z Vetements, z pewnością kupiłabym bilet.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcie: Twitter