tyrone lebon o reely and truly

Tyrone Lebon to jeden z najlepszych młodych fotografów na świecie. Można by założyć, że wie wszystko o sztuce robienia zdjęć. Ale przemyślcie to jeszcze raz. Uzbrojony tylko w kamerę, bilet na samolot i własny plan, Tyrone udał się na wyprawę dookoła...

tekst Lynette Nylander
|
12 Listopad 2014, 10:20am

Skąd wziął się pomysł na twój film?
Tyrone: Po skończeniu uczelni chciałem się zająć tworzeniem filmów dokumentalnych. Jednak potem wciągnęła mnie fotografia. Powrót do tego zamiaru zajął mi aż dziesięć lat. Przez ostatnie parę lat bardzo wchłonęła mnie moja praca. Realizacja filmu była więc mile widzianą przerwą. Mogłem wygospodarować nieco czasu dla siebie. A także zobaczyć, jak do pracy i życia podchodzą inni fotografowie, których zawsze podziwiałem.

Ile miast odwiedziłeś podczas realizacji Reely and Truly?
Tyrone: Dziesięć, przynajmniej tak mi się zdaje. Londyn, Wiedeń, Wenecję, Norymbergię, Kalkutę, Bangkok, Bang Sen, Tokyo, Hitachi, Nowy Jork...

Czy praca nad filmem stanowiła dla ciebie duże wyzwanie?
Tyrone: Na pewno ta jej część, kiedy podróżowałem sam z miasta do miasta. Trudno pracowało się też jako człowiek-orkiestra. Musiałem samodzielnie przeprowadzać wywiady, nagrywać dźwięk, uzupełniać film w kamerach, jednocześnie kręcić i robić zdjęcia. A także myśleć perspektywicznie i organizować sobie wszystko samemu w każdym kolejnym mieście...

Czemu wszystko robiłeś sam? Z powodu ograniczeń budżetowych? Czy może po prostu chciałeś mieć nad tym pełną kontrolę?
Tyrone: Podczas składania filmu w całość miałem do dyspozycji sporą ekipę, która pomagała mi we wszystkim. Chciałem ograniczyć ekipę do minimum tylko podczas samego kręcenia obrazu. Po to, żeby był bardziej osobisty, a materiał bardziej intymny. No, finansowo ciągnięcie ze sobą całej załogi po wszystkich tych miejscach też nie byłoby możliwe. Jednak nawet jeśli znalazłyby się pieniądze, chyba podszedłbym do filmowania od tej samej strony. Zakulisowo pomagała mi ekipa pięciu czy sześciu osób, która nadzorowała edycję nagranego materiału, montaż dźwięku. Ale kiedy już wróciłem z głównej podróży, przy dopieszczaniu filmu ograniczał nas całkiem mocno czas.

Kiedy odbyła się ta główna podróż?
Tyrone: Kiedy wróciłem, tato?
Mark: W maju lub w czerwcu.

Jakich rad na temat tworzenia filmu udzielił ci ojciec - jeżeli w ogóle udzielał ci porad?
Tyrone: Tato, radziłeś mi coś, gdy wziąłem się za ten film?
Mark: Prosiłem go, żeby napisał scenariusz, zanim zaczniemy to nagrywać. Odmówił. Później prosiłem go, żeby napisał scenariusz, kiedy już nagrywaliśmy, to znaczy on nagrywał. Odmówił. Właściwie wszelkie moje sugestie były dla niego tylko wskazówkami, które pomogły mu dojść do tego, jak według niego powinien być zrobiony ten film.

Czego nauczyłeś się od fotografów, którzy występują w filmie?
Tyrone: Tak naprawdę nic konkretnego. Jednak całe doświadczenie bez wątpienia pomogło mi spojrzeć z innej perspektywy na wiele rzeczy. Na moją fotografię, na pracę fotografa. Zanim zacząłem pracę nad tym projektem, nie byłem co do nich pewny.

Jakie są, w twojej opinii, wady i zalety współczesnej fotografii?
Tyrone: Każdy może zrobić zdjęcie, co jest bardzo ekscytujące. Ale przez to spotykamy się też z ogromną ilością wizualnych śmieci, które prawdopodobnie odciągają naszą uwagę od rzeczy naprawdę ważnych.

W swojej przemowie do zgromadzonej na premierze publiczności wspomniałeś, że film to tylko połowa projektu. Jego druga część ukaże się w przyszłym roku. Możesz uchylić rąbka tajemnicy na jej temat?
Tyrone: Ten film należy postrzegać jako długi zwiastun większego projektu książkowego. W planowanej publikacji znajdą się zdjęcia, teksty i filmy o około 30 różnych fotografach. Każdy materiał filmowy będzie trwającym mniej więcej 15 minut portretem danego fotografa. Książkę wypuści wydawnictwo DoBeDo Books. Mam nadzieję, że za rok od naszej rozmowy trafi już do sprzedaży. Muszę tylko dodatkowo przekonać co najmniej dziesięć osób z mojej listy, żeby dały mi się sfilmować.

Kogo masz jeszcze na swojej liście?
Tyrone: Starałem się uzyskać kontakt z takimi artystami jak Larry Clark czy Harmony Korine. Choć Korine może nie jest właściwie fotografem, ale od dziecka uwielbiałem jego filmy i wyobraźnię wizualną. Próbowałem też wyśledzić June Newton [pracującą też pod pseudonimem Alice Springs]. Jest wręcz stworzona do tego projektu.
Mark: Dobrze byłoby zaangażować kilka naprawdę młodych osób, które nie rozwinęły jeszcze swojej kariery. To znaczy, wiem, że masz parę takich na oku. Może dobrze byłoby skontaktować się z paroma starszymi weteranami. Oprócz mnie, oczywiście. Chodzi o osoby, które odłączyły się od fotograficznego głównego nurtu i zeszły trochę do podziemia. Paru prawdziwych, starych ekscentryków. Ale może też już masz jakichś na liście!
Tyrone: Świetnie byłoby włączyć w to kogoś takiego, jak Don McCullin, fotograf wojenny. Może też fotografa weselnego? Zaprezentować bardziej różnorodny wybór ludzi zajmujących się różnymi dziedzinami fotografii.

Jeśli mógłbyś nakręcić film wspólnie z dowolną osobą, kogo byś wybrał i dlaczego? To nie musi być koniecznie dokument...
Tyrone: No nie, w odpowiadanie na takie pytania zawsze kiepsko mi idzie. Werner Herzog?
Mark: O tak, Werner Herzog!
Tyrone: Albo film tylko dla dorosłych, w którym zagrałby mój brat Frank. Jego postacią interesowałyby się bardzo Léa Seydoux, Adèle Exarchopoulos, Eva Green i Jennifer Lawrence. W tym miesiącu ma urodziny. Myślę, że spodobałby mu się taki prezent...

To film o fotografii, czyli o sztuce kłamstwa. Czy uważasz, że fotografia może powiedzieć prawdę?
Tyrone: Może prawdę o Prawdzie?

Zapraszamy do obejrzenia Reely and Truly na stronie i-D.

Kredyty


Tekst: Lynette Nylander
Połącz się ze światem i-D! Polub nas na Facebooku, śledź nas na Twitterze i Instagramie.

Tagged:
Fotografia
Tyrone Lebon
eely and truly