jak ubierają się silne kobiety?

Angela Merkel, Theresa May, Hillary Clinton… to jedne z najsilniejszych kobiecych postaci we współczesnej polityce. Czy seksistowskie zainteresowanie wyłącznie ich modowymi wyborami rzuca cień na dyskusje na temat ich kwalifikacji politycznych?

tekst Jake Hall; tłumaczenie Ola Dzikowska
|
09 Październik 2017, 3:54pm

fot. materiały prasowe HBO

„Ubierz się niechlujnie, to zauważą strój. Ubierz się nieskazitelnie — zauważą kobietę". Te słowa, wypowiedziane przez Coco Chanel, zostały ucieleśnione w 1988 roku w filmie „Pracująca dziewczyna" przez Sigourney Weaver w roli businesswoman Katheriny. Bohaterka skierowała te słowa do Tess — ambitnej, pochodzącej z małego miasteczka dziewczyny, walczącej o szacunek w zdominowanym przez mężczyzn świecie biurowców Nowego Jorku.

Przekaz jest prosty i bezpośredni: jeśli chcesz osiągnąć sukces, ubieraj się odpowiednio do ambicji. Styl tzw. „silnej kobiety" stał się znanym i uniwersalnym pojęciem w latach 80. Składał się z wysokich szpilek oraz marynarki z super szerokimi ramionami i poduszkami — oczywiście wszystko w połączeniu z wymodelowaną, ogromną fryzurą. Równowaga między szykiem i androgynią w latach 90. bardzo szybko ustąpiła miejsca minimalizmowi. 25 lat później klasyczny, mocny wygląd powrócił, tym razem w postaci rzeźbionych sylwetek Balenciagi. Czy styl „silnej kobiety" jest nadal politycznym manifestem, czy raczej tylko reliktem przeszłości?

Pytanie to zadano sobie między innymi po opublikowaniu wielu artykułów prasowych na temat Theresy May, która stosunkowo niedawno została dopiero drugą w historii Wielkiej Brytanii kobietą na stanowisku premiera. Tabloid The Sun bardzo szybko zaczął świętować zwycięstwo pani polityk wydaniem — szczerze mówiąc — okropnej okładki, na której pod tytułem „Do nogi, chłopcy" widniało zdjęcie obcasów w cętki, przygniatających jej kolegów po fachu. Dodam, że to nie jest pierwszy raz, gdy buty premier zostały wkorzystane jako ilustracja do artykułów, opisujących jej polityczną karierę. Dlaczego?

W nagłówkach The Sun można zauważyć niezaprzeczalną nutę fetyszyzmu, który przedstawia May jako perwersyjną dominę, górującą nad jej męskimi przeciwnikami. I to nie był to jedyny przypadek, w którym skupiano się wyłącznie na jej ubiorze. Napisano całe artykuły o kolorowym płaszczu May, a jej okalająca sylwetkę sukienka od Roland Mouret szybko zapełniła kolumny w gazetach. The Sun zrobiło także listę „ekstra stylowych" momentów pani premier.

To oczywisty podwójny standard w świecie polityki. Naturalnie, Corbyn został ostro skrytykowany za zdjęcie w dresie, czy też źle dobrany krawat podczas debaty, ale media skupiają się przede wszystkim na doborze garderoby dokonywanym przez polityczki lub żony polityków. Parametry męskiego, formalnego stroju są bowiem ograniczone — w końcu ile można pisać o garniturze i krawacie? Kobieca garderoba daje zdecydowanie więcej możliwości wyrażania siebie i analizowania. Wiele osób uważa, że kobiece stroje są wręcz formą kodu i na ich podstawie możemy stwierdzić, czy kobieta nadaje się na daną posadę, czy nie. Hillary Clinton doświadczyła podobnego zjawiska, co May. Częściej można napotkać się na dyskusję skupiającą się na jej kolorowej odzieży, niż na politycznych dokonaniach. Vanessa Friedman z New York Timesa niedawno zauważyła, że Clinton nareszcie udało się od tego uciec i zwrócić uwagę na to, co ma do powiedzenia — dzięki serii nijakich strojów „zanudziła wszystkich tak, aż się w końcu uciszyli" i zaczęli słuchać. Takie sytuacje doprowadzają nas to do pytania: dlaczego powszechnie uważane jest, że styl i polityka wzajemnie się wykluczają?

Być może wynika to z założenia, że moda jest płytka, powierzchowna i odciąga od poważnych spraw. Jednak to nieprawda. Nasza szafa wpływa na to, jak jesteśmy postrzegani i nie powinna stanowić tematu tabu. Właściwie warto zauważyć, jak bardzo mała część tych artykułów o garderobie Theresy May jest jawnie negatywna. W zasadzie większość redaktorów modowych wręcz wychwala angielską premier za jej zdolność ubierania się rozsądnie i stylowo.

Robb Young opisał w książce „Power Dressing" skrzyżowanie dwóch środowisk: pierwszych dam, kobiet polityki i mody. Young bada, co takie kobiety jak Winnie Mandela, Michelle Obama i oczywiście Margaret Thatcher komunikowały poprzez swój ubiór.

Jak to się wiąże ze stylem „silnej kobiety"? Poglądy na temat jej wyglądu uległy oczywiście zróżnicowaniu, ponieważ od lat 80. liczba kobiet będących przy władzy zdecydowanie się zwiększyła. W wersji Garetha Pugh trendowi towarzyszyła maska Hannibala Lectera i piosenka Grace Jones „Corporate Cannibal" — to było niesamowite i zarazem złowieszcze zgłębienie tematu tzw. „power bitches", które nawiasem mówiąc były w dużym stopniu inspirowane Hillary Clinton.

Z drugiej strony dwuczęściowy uniform silnej kobiety Demny Gvasalii dla Balenciagi wydawał się naturalną kontynuacją mocnych, geometrycznych sylwetek, którymi zasłynął. Garsonka była tylko częścią kolekcji, w której znajdowały się także wielkie puchówki — idealnie do siebie pasowały, w estetyce istniała ciągłość, niekoniecznie widoczna w koncepcji. Są to świetne, co prawda wyolbrzymione, przykłady mody jako formy komentarza kultury. To nie przypadek, że na wybiegach wznowiono dyskusję na temat kobiecej siły, skoro takie kobiety jak Theresa May, Angela Merkel, czy Hillary Clinton stają się jednymi z najsilniejszych graczy w światowej polityce.

Moda niekoniecznie oddaje styl nowoczesnej „silnej kobiety". Jeśli już, to ich mocno rzeźbione sylwetki i skrajności jedynie podkreślają to, że poduszki na ramionach i ołówkowe spódnice są mocno zakorzenione w przeszłości, a nie teraźniejszości. Dzisiejsze kobiety u władzy mają wybór: mogą zarówno zachować kobiecość, jak i dostosować się do staromodnej stylizacji. Na przykład Theresa May nie rezygnuje z obcasów i szafy pełnej eleganckich kreacji od projektantów. Kolejny przykład to Michelle Obama, czyli kobieta, która natychmiast wykorzystała pozycję do wypromowania swoich ulubionych dizajnerówi wykreowała swój własny, znaczący styl.

Koniec końców, kobiety znajdują się między młotem a kowadłem: są potępiane jeśli coś zrobią i jeśli czegoś nie zrobią. Zainteresowanie modą jest często wykorzystywane przez prasę do zbagatelizowania politycznych kwalifikacji. Z kolei kobiety stawiające na tradycyjne, kanciaste sylwetki są uważane za matriarchalne i oderwane od rzeczywistości. Ostatecznie dobry ubiór jest jedną z najsilniejszych broni w arsenale kobiety. Wydaje się, że dzisiejsze kobiety w świecie polityki dostrzegły ten potencjał mody i podążając za instynktem starają się wyglądać zarówno modnie, jak i profesjonalnie. Oczywiście, nadal będziemy się zmagać z seksistowskimi nagłówkami, jednak nie zanosi się na to, żeby hańbienie kogoś w artykule wkrótce popchnęło nas do powrotu stylu „silnej kobiety" z lat 80.

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.