wszystko, czego nie wiedzieliście o „mulholland drive”

Współpracownicy Davida Lyncha wyjaśniają, jak stworzyli jego najbardziej kultowy i zaskakujący film.

tekst Colin Crummy
|
19 Kwiecień 2017, 11:25am

„To kolejna rzecz, o której nie mogę mówić", śmieje się Mary Sweeney, redaktorka, producentka i powierniczka Davida Lyncha. Mówi — a raczej nie mówi — o znaczeniu niebieskiego pudełka, jednej z wielu zagadek z filmu „Mulholland Drive".

Kultowy film w tym roku wraca do kin z okazji powrotu Lyncha na mały ekran z nowym sezonem „Twin Peaks". To nie przypadek: „Mulholland Drive" narodził się w latach 2000 jako serial i duchowy następca poprzedniego telewizyjnego hitu reżysera. Stacje telewizyjne nie były zainteresowane, ale producenci filmowi mieli inne zdanie. Dlatego historia została przerobiona i zmieniona w dwugodzinną, kinową łamigłówkę, która zbijała z tropu widzów, gdy ukazała się w kinach w 2001 roku.

Od tamtej pory renoma „Mulholland Drive" tylko rośnie, a teorie fanów się pogłębiają. Z okazji ponownej premiery o tajemnicach dzieła Lyncha opowiadają nam ludzie, którzy byli zaangażowani w jego powstawanie: Jack Fisk — scenograf i wieloletni współpracownik Lyncha (chodzili razem do szkoły średniej w Virginii), Laura Harring — która grała femme fatale i cierpiącą na amnezję Ritę, oraz Mary Sweeney — producentka i montażystka wielu najlepszych filmów Lyncha.

Serial
Laura Harring: Z założenia miał przypominać „Twin Peaks": kto zabił Laurę Palmer? Moja postać była bardzo tajemnicza, nie miała imienia i cierpiała na amnezję. W ciągu sezonu albo dwóch miało się okazać, kim jestem.
Mary Sweeney: Byłam producentką i montażystką odcinka pilotowego dla stacji ABC, który nam zlecono. Był kompletny, dłuższy niż standardowe piloty w tamtych czasach. ABC rozesłało 350 cholernych kaset VHS, więc ta oryginalna wersja musi gdzieś krążyć.
Jack Fisk: W ABC się nie spodobało.
Mary: Usłyszeliśmy to dosłownie, jak wyjeżdżaliśmy z „Prostą historią" [napisaną, wyprodukowaną i zmontowaną przez Sweeney i wyreżyserowaną przez Lyncha] do Cannes. Naomi Watts przechodziła wtedy kryzys. Pracowała w Hollywood już od dziesięciu lat. Dostawała role, ale może nie takie, na jakie zasługiwała, bo jest świetną aktorką. Była na krawędzi, chciała się poddać i wrócić do Australii, gdy zatrudniliśmy ją do pilota. A wtedy projekt odrzucono...
Jack: Davidowi było przez chwilę przykro, ale potem Studio Canal zapytało: „David, masz jakieś filmy?". Odparł: „Nie, ale zacząłem pewien serial. Bardzo mi się podoba, ale go nie wykorzystają". Spytali, czy może zrobić z niego film i kilka tygodni nad tym myślał. Potem powiedział: „Jack, chcę kręcić jeszcze przez dwa tygodnie i zrobimy z tego film".
Mary: Dodatkowe zdjęcia były skomplikowane. Jack zbudował scenografię, ale wszystko było już rozebrane, gdy zaczęliśmy znów kręcić 18 miesięcy później.

Fabuła
Laura: Nowi producenci dali Davidowi wolną rękę. Dodał sporo stron do scenariusza i przemontował oryginalne zdjęcia. Naomi i ja nie miałyśmy pojęcia, o czym będzie fabuła. Nie rozumiałam, jak chciał to przemontować, ale wierzyłam w niego.
Mary: David nie jest reżyserem, który siada ze wszystkimi i mówi: „Oto co robię, to moje intencje, a to znaczenie". To nigdy się nie dzieje. Widzów traktuje tak samo.
Laura: Jest bardzo instynktowny. Obsadza aktorów na podstawie zdjęcia. Gdy zagrał mi muzykę z czołówki, byłam nieśmiała, patrzyłam gdzieś poza kadr, ale w pomieszczeniu dało się wyczuć magię. Byłam bardzo melancholijna. Zupełnie tak jak w filmie.
Jack: Pamiętam, jak opowiadał mi historię o knajpie Denny's na Sunset Boulevard, w której był w nocy. Pił kawę i gdy wyszedł na tyły, wpadł na mężczyznę, który wystraszył go na śmierć. Ten mężczyzna stał się ważną częścią „Mulholland Drive". Może nie jest to geneza filmu, ale to jedna z części prawdziwego świata, która stała się elementem jego fantazji. To jedna z niewielu rzeczy dotyczących tej historii, które powiedział mi wprost.

Produkcja
Laura: Ludzie są zaskoczeni, gdy opisuję im sposób, w jaki reżyserował. Jest poetą, pełnym metafor i porównań, które zawsze są bardzo proste i żywe. Od razu można zrozumieć, o co mu chodziło, gdy mówił: idź jak kociak albo jak połamana lalka. Nie musi podawać emocji, daje jedynie bardzo wyraźne obrazy. Co do amnezji to powiedział mi, że zawsze zakrywa mnie czarna chmura, podąża za mną i mnie przeraża.
Jack: Większość scen we wnętrzach nagraliśmy w studiach, ale scena w Silencio została nakręcona w kinie w centrum Los Angeles. To było małe kino i nie musieliśmy w nim dużo zmieniać. David uwielbia rozkład, rzeczy, które starzeją się i gniją. Świetnie się składało, bo to kino naprawdę się rozpadało. Albo na przykład w pewnej scenie widać fluorescencyjną lampę i telefon, po który ktoś sięga. Ten telefon pojawił się rano i David chciał, żeby go bardziej postarzyć. On uwielbia obrazy i uwielbia się angażować.
Laura: Jest bardzo obecny tu i teraz. Nie mówi ci, czym się staniesz, wszystko dzieje się scena po scenie.
Mary: Starałam się każdego dnia pozostać blisko kamery, jak najbliżej zdjęć, gdy pracowałam nad montażem. Mogłam pokazać Davidowi zmontowaną wersję roboczą już w tydzień czy dwa po zakończeniu produkcji.
Jack: Pamiętam, że raz naszkicował mi apartament na papierowej torbie. To była tylko kanapa i lampa. Nie pomogło mi to w budowaniu scenografii, ale wiedziałem, że muszę to zachować. Mogło kiedyś być coś warte. To jedyny rysunek, który stworzył do „Mulholland Drive".
Mary: Jak bardzo pilot przypominał film? Cóż, sporo materiału byście rozpoznali. Miał inną strukturę, bo to telewizyjny odcinek pilotowy. Musi mieć otwarte zakończenie, zapoznać nas z kilkoma postaciami i wątkami. Nie chodziło jedynie o nakręcenie kilku scen więcej, ale o przemodelowanie całości. Co wycięłam? Nie mogę o tym mówić.

Znaczenie
Jack: Nie rozmyślam nad znaczeniem tej historii. Pamiętam, że zadzwoniłem do Davida po premierze, gdy przeczytałem artykuł w miejscowej gazecie. Jakiś facet napisał, że rozgryzł historię w 10 minut. A David się tylko zaśmiał.
Mary: Wśród wszystkich pracujących z Davidem panuje kod milczenia dotyczący wszelkich kwestii związanych z projektem. Które części są nowe, nakręcone na potrzeby filmu kinowego? Niektóre rzeczy są oczywiste, nie przeszłyby przez cenzurę w telewizji kablowej. Chyba łatwo to rozgryźć. Wszystkie podstawowe elementy są takie same. Czy wiem, czym jest niebieskie pudełko? Mówiłam, żeby mnie o to nie pytać! Wiem, co wiem. O to chodzi w „Mulholland Drive", to jego urok. Stymuluje widza, zachęca do kreatywnej interakcji. Znajdujesz się w filmie, dostajesz mapę, ale samemu musisz odnaleźć sens. Pracujesz z filmem. To piękne, że David potrafi tego dokonać.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

O samym Lynchu
Jack: David jest pierwszą osobą w moim życiu, która tak jak ja, chciała zostać malarzem. Wynajął małe studio w Alexandrii w stanie Virginia, miało może 3 metry na 3 metry. Wprowadziłem się do niego i podzieliliśmy się czynszem — wyszło 10 dolarów na głowę. W ciągu 11 lat mieszkaliśmy razem kilka razy, więc rozumiem wiele punktów odniesienia, widzę, co go ekscytuje i co zbiera.
Mary: David pracuje w bardzo intuicyjny i emocjonalny sposób. Dla mnie film potrzebował logiki emocjonalnej, a ponieważ dobrze znam Davida, od razu się dogadaliśmy w tej kwestii. Może chodzi o łączące nas doświadczenia, dzieciństwo. Oboje mamy doświadczenia ze środkowego zachodu USA. Może też łączy nas trochę irlandzkiej krwi i uczuciowy charakter.
Laura: Zawsze byłam ponętna. Kobieta z działu kostiumów miała problemy, chciała żebym schudła. Trochę mnie upokarzała przez moje ciało, więc powiedziałam o tym Davidowi. Powiedział: „Nie chudnij ani jednego kilograma, Laura". Potrafi podbudować człowieka.

O dziedzictwie filmu
Laura: Nie spodziewałam się, że „Mulholland Drive" zostanie okrzyknięty najlepszym filmem XXI wieku w dwóch plebiscytach [BBC oraz magazynu Sight & Sound]. Bardzo cieszyłam się szczęściem Davida. Sama również byłam zadowolona, bo lubię wskakiwać do Hollywood i mogę z niego wyskoczyć, kiedy tylko chcę. Zostawiłam swój ślad i jestem w kultowym filmie. Wielu aktorów o tym marzy. Pracowałam z Davidem Lynchem. Czuję się spełniona.
Mary: To takie szalone i piękne. To geniusz Davida. Interaktywność tego filmu wyprzedzała swoje czasy. Chwycił w tamtych czasach, gdy był dość awangardowy, a jednocześnie jest ponadczasowy. Coś pięknego. Nie do końca go rozumiem. Daje mi nadzieję. Wielu z nas wciąż poszukuje i nawiązuje więzi z innymi w trakcie szukania.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Colin Crummy

Tagged:
DAVID LYNCH
mulholland drive
Kultura