człowiek, który opowiada historie

Angelina Jolie rozmawia z fotoreporterem Gilesem Duleyem o sile przekazu jego prac i roku spędzonym na dokumentowaniu kryzysu uchodźców.

tekst Humanity Magazine
|
06 Luty 2017, 4:45pm

Poznałam Gilesa Duleya w dniu, w którym przedstawił mnie Khouloud, syryjskiej uchodźczyni i matce sparaliżowanej od szyi w dół po strzale snajpera. Żyła w małym namiocie w obozie dla uchodźców w Libanie wraz z kochającym mężem i oddanymi dziećmi. Wiem, że każdy, kto ją pozna, całkowicie zmieni swój sposób postrzegania syryjskich uchodźców. Niewiele osób będzie miało szansę poznać ją osobiście, ale świat może ją zobaczyć dzięki fotografiom Gilesa.

Różni fotografowie mogą używać takich samych aparatów czy oświetlenia albo jednakowo kadrować. Odmienna jest za to dusza osoby za obiektywem i momenty, jakie ją przyciągają i jakie wychwytuje. Emocjonalne połączenie, jakie tworzy. To właśnie kocham w zdjęciach Gilesa. Patrząc na jego fotografie, potrafimy poczuć to, co on. Jasne jest, że niesamowicie silnie łączy się z sytuacjami ludzi z całego świata. Sam ma za sobą ciężkie doświadczenia. Mówi się, że cierpienie uszlachetnia. Sztuka Gilesa wydaje się to potwierdzać.

Angelia Jolie: Mówisz, że jesteś „człowiekiem, który opowiada historie". Co tak bardzo inspiruje cię w naturze i mocy opowieści?
Giles Duley: Historie mają niesamowitą moc. Nie rozumiem tego do końca, ale mają w sobie czar, magię, która pomaga nam zrozumieć świat i innych. Od początku ludzkości opowiadamy sobie historie. Przy ogniskach, na malowidłach w jaskiniach, w książkach i filmach. Opowiadanie jest kluczowe dla naszej kultury i bytu. Kontynuuję tą tradycję. Nie jestem dziennikarzem, nie skupiam się na faktach i ważnych osobach. Interesuje mnie nasze wspólne człowieczeństwo, empatia dla innych i wydarzenia, które nas zbliżają.

AJ: Opowiadasz, by zmienić postrzeganie i emocje wśród swoich odbiorców, czy czujesz, że ona zmienia też ciebie?
GD: Moja historia składa się z historii innych. Ta praca to moje życie, więc oczywiście mocno na mnie wpływa. Wielu tych, których życia dokumentowałem, znam od lat. Są moimi przyjaciółmi, czasami trudno jest mi zasnąć, gdy wiem, gdzie są i czuję, że nie zrobiłem wystarczająco dużo. Ta praca dostarczyła mi wiele. Doświadczenia i znajomości przyniosły mi dużo śmiechu i łez. Dostałem o wiele więcej, niż dałem.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

AJ: Czy nauczyłeś się, czegoś, czego się nie spodziewałeś po roku spędzonym na fotografowaniu kryzysu uchodźców w Europie i na Bliskim Wschodzie?
GD: Fotografowałem wpływ konfliktu na cywili na całym świecie od ponad dekady. Nie spodziewałem się, że będę musiał dokumentować takie wydarzenia również w Europie. Możliwe, że to, co powiem, jest oczywiste. Spotykanie ludzi z Afganistanu, Syrii czy Iraku (czyli miejsc, z których ucieczkę przed wojną znam aż za dobrze) na wyspie Lesbos uświadomiło mi, jak mały i połączony jest nasz świat. Najbardziej zszokowała mnie odpowiedź Europy na kryzys, a raczej jej brak. To haniebne.

AJ: Twoje fotografie mają surową emocjonalną siłę. Pokazujesz ludzi, takimi, jakimi są, nie takimi jak szufladkuje ich świat. Postaci to nie „ofiary" czy „uchodźcy" — to ludzie tacy jak my. Dlaczego tak ważne jest dla ciebie pokazanie człowieczeństwa rodzin dotkniętych przez konflikt?
GD: Nigdy tego nie planowałem, po prostu naturalnie się tak stało. Wszystkich postrzegam jednakowo, nieważne jaki masz status, jakiego jesteś wyznania czy z jakiego kraju pochodzisz — widzę nasze wspólne człowieczeństwo. Gdziekolwiek się wybieram, nadzieje i marzenia ludzi są takie same. Chcą, by ich rodziny były bezpieczne, dzieci zdobyły wykształcenie, ich bliscy byli leczeni, gdy są chorzy. W pewnym sensie mój aparat jest całkowicie demokratyczny, nie ocenia i nie przykleja etykietek, widzi wszystkich jako równych.

Przeczytajcie cały wywiad w języku angielskim na: citizensofhumanity.com

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcia: Giles Duley/UNHCR

Tagged:
Citizens of Humanity
Angelina Jolie
Kultura
Giles Duley
uchodzcy
kryzys
fotoreporter