z archiwum x: skąd się wzięły modowe współprace?

Od high fashion przejmującej streetwear, po projektantów pracujących z artystami nad limitowanymi egzemplarzami — badamy fenomen najsłynniejszych kolabo w świecie mody.

|
31 Styczeń 2017, 5:02pm

Oto lista modowych kolaboracji z ostatniego roku, które pamiętam: Uniqlo i Lemaire, Alexander Wang i adidas, Palace i adidas, Gigi Hadid i Tommy Hilfiger, Guess i A$AP Rocky, Raf Simons i David Sims, Raf Simons i Robert Mapplethorpe, Riccardo Tisci i Nike, Gucci i Gucci Ghost, Balmain i H&M, Rihanna i Puma, HBA i PornHub, Christopher Kane oraz Crocs. Potem nadeszły wszystkie współprace Vetements na sezon wiosna/lato 2017, gdzie każdy strój został stworzony z inną marką. Zresztą tak samo u Goshy, gdzie zinterpretowano na nowo włoskiego giganta odzieży sportowej w post-sowieckich realiach. No i Supreme, które tworzyło praktycznie wyłącznie z inną marką, artystą czy projektantem.

Hood by Air x PornHub

W roku 2016 w świecie mody musiało dojść do wielu telekonferencji i śniadań biznesowych, bez wliczenia w to właśnie zakończonego męskiego tygodnia mody, który każdego dnia odkrywał kolaboracje. Gosha pracował ze Stephenem Jonesem i adidasem przy pokazie w Kalingradzie. Junya Watanabe kontynuował swój eksperyment na nowy image marki wraz z North Face i Carhartt. Cottweiler i Reebok połączyły siły w Pitti. Bobby Abley i Power Rangers. Christoper Raeburn i MCM. Balenciaga i Bernie Sanders (żarcik). No i oczywiście nasz ojciec przełożony Louis Vuitton i Supreme. Prostokątne logo z legendarnym monogramem w eksplozji na Instagramie. Nie wiemy jak nazwać ten fenomen. Tam kryje się coś tajemniczego, jak w „Z archiwum X".

Ta fala współprac nie jest całkowicie jednolita. Możemy je podzielić na kilka kategorii. Są takie, które oscylują pomiędzy high fashion a markami popularnymi, ale też z górnej półki. Obie strony zyskują pieniądze, uznanie i zasięg. Odkąd piętnaście lat temu Karl Lagerfeld stworzył kolekcję z H&M, marki od Topshopa przez Target i Comme des Garçons po Margielę wzięły udział w tym popularnym wydarzeniu, w którym dyrektorzy kreatywni tworzą rzeczy w cenach odpowiednich dla szarej masy. Wszechobecność tego zjawiska zabiła potrzebę na bardziej dostępne linie, ale też zabiła niespodziankę i podniecenie — z nielicznymi wątkami.

Comme des Garcons x Cindy Sherman

Poza tym popularne są również kolaboracje marek z celebrytami, które są korzystne dla obu stron. Współprace modowo-sportowe też mają sens i jest to swego rodzaju elitarny utylitaryzm: bardzo rzadkie, super limitowane edycje w niby przystępnych cenach.

Nie można powiedzieć, że naprawdę kreatywne współprace nie istnieją ale sama ich ilość zdecydowanie mąci nasz osąd. Dlaczego żyjemy w kolaboracyjnej gorączce? Czy nagle wszyscy są najlepszymi przyjaciółmi, czy są w tym tylko dla pieniędzy? Czy nastąpił szczyt kolaboracyjnych możliwości? Jak blisko zostało do przemęczenia tymi współpracami?

Gdy spojrzymy wstecz na współprace w branży mody, ich korzenie wydają się być bardziej altruistyczne i artystyczne niż to, co obserwujemy współcześnie.

Yves Saint Laurent x Piet Mondrian

Czy można powiedzieć, że pierwszą kolaboracją byli Schiaparelli x Dali? Włoski projektant wykorzystał ikonografię surrealistycznego mistrza w swojej Sukni z Homarem oraz Kapeluszu-Bucie. Te dzieła były fundamentem większości kolaboracji, które miały miejsce w latach od Schiaparelliego do dzisiejszego przeciążenia. Yves Saint Laurent i Mondrian (ta sukienka, oczywiście) czy świeższa Comme i Cindy Sherman, których wspólna praca w latach 90. wyróżnia się wyjątkowym pięknem.

Jeśli sztuka plus moda stworzyły historyczne podwaliny kolaboracji, lub przynajmniej ich złotą erę, łatwo pojąć dlaczego. Na poziomie komercyjnym, moda z wysokiej półki oraz sztuka piękna przemawiają do jednego procenta świata: pięknego, globalnego, bogatego procenta. Sztuka dodaje modzie wiarygodności, a moda dodaje sztuce uwielbienie mas i wprowadza ją w życie codzienne, co z pewnością jest atrakcyjne dla niektórych artystów.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Połączenie sztuki z modą jest obustronnie korzystne, marki nie były skore do współpracy między sobą. W latach 70. i 80. Moschino czy Iceberg pod wodzą JC de Castelbajac brały udział w grze w kotka i myszkę, zawłaszczając i wymieniając z wesele anarchicznym duchem obrazy popkultury, kultury masowej, sztuki i kultury elitarnej.

Moschino x Roy Lichenstein via Museum FIT

Na przykład Franco Moschino zaczerpnął z historii mody tyle samo, co z pop kultury, łącząc elementy Chanel, Roya Lichtensteina oraz wzory pojawiające się na rzeczach codziennego użytku, ku oburzeniu modowej elity. Jego anarchistyczna postawa zapoczątkowała pomysł na kolaboracje, które łamią narzucone granice.

Kolekcje męskie w szczególności były bogate w kolaboracje tego rodzaju. Być może dlatego, że moda męska tradycyjnie związana jest ze ścisłym uniformem, który reprezentuje przynależność do danej klasy. Niezależnie, czy chodzi o chłopaków z miasta, czy punków i ich reguły, niezależnie czy chodzi o krój garnituru, czy naszywki na skórzanej kurtce — współpraca jest sposobem, by obalić tradycyjne zasady ubierania.

Tak samo jak dzisiaj, Raf zrobił to najlepiej, a także jest w tym pionierem. Pod koniec lat 90. oraz na początku 00. uszlachetnił i niemalże samodzielnie dodał kunsztu i autentyzmu modzie męskiej ponad ideał krawiectwa z Savile Row czy luksusowej odzieży zabytkowej. Moda męska zaczęła być traktowana na poważnie. Jego praca w tamtym czasie była napędzana przez coś, co dziś nazwalibyśmy „kolaboracją". Na przykład jego praca z Piterem de Potter lub jego Manic Street Preacher, czy kolekcja nawiązująca do Kraftwerk. Później Raf stworzył bardziej hurtową integrację, która wpłynęła na jego twórczość: Brian Calvin został jedynym artystą, na którym wzorował kolekcje.

Raf Simons x Sterling Ruby

Jednak najsłynniejszą z jego kolaboracji jest Sterling Ruby na sezon jesień/zima 2014, która wygląda na jedną z najbardziej idealnych kolaboracji, jakie mogliśmy zobaczyć. Pomógł na pewno fakt, że Sterling sam w sobie jest płodnym twórcą odzieży, a to, co pozostało po jego pracach, przemienia w modowym atelier. Ta współpraca była czymś więcej, niż tylko sposobem na zarobek, to była twórczość artysty z projektantem. Raf powtórzył to w zeszłym sezonie tworząc kolekcję z Robertem Mapplethorpem. Puste przestrzenie pomiędzy ubraniami wykorzystał jak ściany, na których można powiesić fotografie artysty.

Jeśli Raf ustawił poprzeczkę, to wszystko poszło w setkach różnych kierunków. Możemy być cynikami lub optymistami, jeśli chodzi o miejsce, w którym skończyły modowe kolaboracje. Jesteś w kreatywnym ślepym zaułku? Spróbuj kolaboracji! Kończą ci się pieniądze? Spróbuj kolaboracji! Potrzebujesz odnowy lub odmłodzenia? Spróbuj kolaboracji?

To trochę surowa ocena, ale czasem wystarczy, aby poczuć nadmiar, gdy współprace opierają się bardziej na brandingu i marketingu, niż na szczerym, kreatywnym dialogu. Jednak niektóre się wyróżniają.

W tym morzu wspólnych kolekcji Uniqlo i Lemaire łączą high fashion z sieciówkami. Podejście francuskiego projektanta jest kompletnie zintegrowane z japońskim gigantem branży modowej, co dodatkowo podkreślane jest przez Lemaire'a, który ma w firmie coraz większą rolę, a Lemaire x Uniqlo zamienia się w ujendoliconą i długotrwałą współpracę. Z drugiej strony, weźmy na przykład coś takiego jak Palace i Adidas, które od lat pracują razem. Najwyraźniej niesie to korzyści obu stronom, gdyż Adidas ma zasięg, doświadczenie i budżet, które Palace może spożytkować. Poza tym czemu mamy winić mniejsze marki za współpracę z tymi większymi, skoro to pomaga im utrzymać się na powierzchni?

Palace x Adidas

Jak się domyślacie, ostatnie współprace sportowe Goshy zostały zrobione z innym rozmachem. Dla projektanta tak zafascynowanego symbolami, naturalne jest zaangażowanie w obalenie i rekontekstualizację ikonografii mody przez postsowiecką perspektywę. To samo tyczy się nieustannej dekonstrukcji i przerabiania klasycznych sylwetek takich marek jak Levi's czy The North Face przez Junya Watanabe.

Nie będziemy wskazywać nikogo palcem, ale niektóre kolaboracje wydają się być dużo mnie holistyczne. W modzie tempo przyspiesza i zmienia formy. Trzeba być istotnym przez cały rok, a ciężko jest być takim, gdy trzyma się starych zasad robienia dwóch kolekcji w roku. Jak zapewnić sobie uwagę i zainteresowanie prasy w międzyczasie? Większe marki nie mają innego wyboru niż wypuszczanie pre-kolekcji i dobrych kampanii reklamowych, na co niezależne i streetwearowe marki nie mają pieniędzy. Międzysezonowa wspólna kolekcja sama w sobie narobi szumu w mediach społecznościowych.

W tym wypadku czymś normalnym jest konsument, który ma obsesję na punkcie unikatowości, a przynajmniej rzadkości produktu. W końcu tworzy swoje „ja" na Instagramie, a zdobycie ciężko dostępnej sztuki odzieży, stworzonej przez unikalną ekipę, sprawia, że się wyróżnia. Jednak fakt, że wszyscy noszą najbardziej ekskluzywną, ciężką do zdobycia odzież doprowadził do zmęczenia tematu współpracy i stworzył kreatywną jednolitość. Gdy każdy jest unikalny, to ta unikalność staje się wszechobecna. Tego rodzaju dychotomia doprowadziła do wzrostu popularności normcore'u kilka lat temu.

W naszej erze cyfryzacji wzrasta szybkość przepływu informacji, ale też cykl akcja-reakcja. Trendy konsumujemy w znacznie przyspieszonym tempie. Dzięki licznym kolekcjom tworzonym we współpracy projektantów z sieciówkami moda nigdy nie była bardziej demokratyczna i utylitarna. Niskie ceny nikogo już nie szokują.

Supreme x Louis Vuitton

I nagle pojawia się wiadomość o kolekcji Supreme x Louis Vuitton, po której już nic nie będzie takie samo. Lub przynajmniej równie dobre. Jest esencją wszystkiego, czym takie współprace stały się w ciągu ostatnich 18 miesięcy, ale jednocześnie jest ona podkręcona do maksimum. Mamy dwie marki stojące na dwóch przeciwległych biegunach mody, zbudowane na fundamentach dwóch przeciwległych ikonografii, które tutaj zestawiono na zasadzie kontrastów. W jakiś niezrozumiały sposób współpraca ta jest czymś o wiele bardziej ikonicznym niż suma jej składników.

Kolekcja Supreme x Louis Vuitton jest współpracą ostateczną, jednak twierdzę tak tylko dlatego, że po prostu nic bardziej kreatywnego czy szokująco ekscytującego już nie zostało. A jeśli celem takiej współpracy jest utworzenie pomostu między dwoma różnymi, odległymi światami, to LV x Supreme wydaje się ostatecznym potwierdzeniem, że są one bliżej siebie niż kiedykolwiek.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Felix Petty