powrót na łono natury

Z australijską artystką Honey Long rozmawiamy o związku między ludźmi a środowiskiem.

tekst Ellen Rule
|
26 Styczeń 2016, 1:10pm

Honey Long performing at i-D's party with Stoneleigh. Photography Rocket K Weijers.

Człowiek w pracach australijskiej artystki Honey Long staje się integralną częścią krajobrazu. Long wykorzystuje w kompozycjach zaskakujące formy i kolory, które wprowadzają w nieożywione przedmioty element dziwnej niezgrabności i nadają ciekawy, osobliwy charakter miejscom i obiektom występującym w naturze. Razem z przyjaciółką i fotografką Prue Stent, Long tworzy zdjęcia, które subtelnie, ale skutecznie skłaniają do refleksji na temat kobiecości, delikatności i ekologii. Spotkaliśmy się z nią, żeby porozmawiać o jej sztuce i związku ze środowiskiem.

Nad czym ostatnio pracowałaś?
Hodowałam trawę na rajstopach z ziemią, by zmienić się w człekopodobną roślinę. Tworzyłam abstrakcyjne formy ludzkie, pokryte trawą, które zacierają granice pomiędzy obiektem nieożywionym a ożywionym oraz pomiędzy człowiekiem a naturą.

Kiedy zaczęłaś zajmować się sztuką?
Chyba od zawsze mnie do tego ciągnęło. Przyjaźniłam się z Prue Stent w szkole średniej - ciągle robiłyśmy coś razem. Później okazało się, że lubię konstruować różne rzeczy, a ona fotografować. Zaczęłyśmy więc robić wspólne projekty, nasze pomysły brały się z różnych eksperymentów.

Czy twoja rodzina cię w tym wspierała?
Tak, zdecydowanie. Moja mama jest architektem, a tata robi dużo różnych rzeczy. Sztuka zawsze miała na nas duży wpływ.

Twoje prace są przesiąknięte krajobrazami i naturalnymi formami. Co sprawia, że przyroda jest tak dobrym tematem?
Zawsze miałam problem z życiem w nowoczesnej metropolii i byciem człowiekiem (śmiech). Chciałam być bliżej natury i czerpać z niej inspiracje. Przyroda w naszej kulturze jest marginalizowana. Oprócz tego, w swoich pracach odkrywam też różne definicje kobiecości - łączę te dwa zmarginalizowane tematy, aby wyeksponować ich siłę. Albo po prostu, żeby oddać im hołd. Ale nie stawiam znaku równości pomiędzy kobiecością i naturą - bardziej badam związek między tymi dwoma pojęciami.

Jak ludzkie podmioty w twoich pracach się w to wpasowują?
Inspirują mnie własne doświadczenia, więc dużo łatwiej jest mi wykorzystywać swoje ciało albo brać udział w jakiejś scence, aby coś przekazać i stworzyć obraz, który mam w głowie. Ciało jest bardzo interesującym obiektem - umieszczając je w naturalnym krajobrazie, można wydobyć z niego więcej znaczenia i stworzyć bardziej wciągające doznanie.

Czyli jest punktem odniesienia dla ludzi, którzy na nie patrzą i mogą porównać podobieństwa między swoim ciałem, a tym, co oglądają.
Tak. Interesuje mnie, jak ciała są przedstawiane w naszej kulturze. Kobiety w popkulturze są gładkie, jędrne i błyszczące. Prue i ja lubimy żyły, płyny ustrojowe, zwisającą skórę i wszystkie te kobiece cechy, które uważa się za groteskowe i nieatrakcyjne.

Czy jakiś konkretny krajobraz stał się dla ciebie stałym punktem odniesienia, do którego wracasz?
Duży wpływ na moje inspiracje, mają rośliny. Gdy tylko dostrzegę w nich jakieś ludzkie albo zwierzęce cechy, stają się bardzo interesujące, bo zacierają granicę między obiektem nieożywionym a ożywionym. Dlatego ciągnie mnie do robienia kostiumów i kamuflaży z elementów środowiska. Uważam też, że morze i woda w tle są bardzo ważne - stwarzają na zdjęciach rozległy krajobraz.

A jak wyglądają twoje osobiste relacje z naturą?
Czuję się rozerwana. Z jednej strony świat przechodzi kryzys ekologiczny, czujemy ciężar odpowiedzialności i chcemy coś zrobić, ale jednocześnie przytłacza nas jego skala. Szczególnie gdy wpadnie się w rutynę, powtarzanie codziennie nawyki często kłócą się z wyznawanymi wartościami. Ciężko się żyje, ciągle myśląc o wpływie, jaki się wywiera na środowisko. Chciałabym odczuwać głębszą więź z naturą. Gdy byłam mała, spędzałam mnóstwo czasu w ogrodzie, chyba mi tego brakuje w dorosłym życiu.

Wpływ przyrody na twoje prace na pewno pomaga ci odnowić tę więź.
Tak, oczywiście. Myślę, że to mnie motywuje do pracy.

Zdjęcia, które tworzysz z Prue Stent są przepiękne. Chyba dobrze się rozumiecie?
Tak, przyjaźnimy się od ósmej klasy. Gdy pracujemy oddzielnie, mamy inne podejścia, ale pociągają i fascynują nas te same rzeczy. Jest świetna w robieniu mocnych, sugestywnych zdjęć i dodawaniu ostatnich szlifów, a ja jestem lepsza w spontanicznym tworzeniu, ale nie zawsze kończę, to co zaczęłam. Uzupełniamy się - dlatego nasza współpraca układa się tak dobrze.

Twój performance na imprezie w domu porośniętym roślinami wyglądał świetnie. Jak ci się tam występowało?
Było magicznie, ten dom wygląda zupełnie jakby stworzył go Willy Wonka przyrody. Stały tam łóżka z kwiatów, kanapy pokryte mchem i wanna pełna pysznej, cytrynowej mikstury. Najbardziej podobała mi się piwnica, pełna różnych, kolorowych grzybów, które rosły na szafkach i stołach - coś niesamowitego! Mój performance był surrealistyczny, naginał idee piękna i natury do granic absurdu - stałam się pół człowiekiem, pół rośliną. Lepiej nie umiem tego opisać - musisz to zobaczyć!


@honeylong
@prue_stent

Przeczytaj też:
Wodne nimfy i leśne wróżki na surrealistycznych, nagich zdjęciach Prue Stent
Piramida z ludzi
Dzięki tej fotografce pokochasz różowy

Kredyty


Tekst: Ellen Rule
Zdjęcia: Honey Long, Prue Stent & Rocket K Weijers
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Performance
Fotografia
Prue Stent
sztuka
Honey Long
natura