nie prosiłam o to: wystawa niechcianych zdjęć penisów

Whitney Bell opowiada o wystawie „I Didn't Ask for This", pełnej niechcianych zdjęć penisów i obraźliwych wiadomości.

tekst Nadja Sayej
|
24 Maj 2017, 4:04pm

Nagie selfie są teraz gorącym tematem, dzięki takim zajściom, jak skandal z sextingiem byłego kongresmena Anthony'ego Weinera (który wysyłał kobietom na Twitterze swoje zdjęcia w majtkach) oraz pomyłce Marca Jacobsa (który niechcący zamieścił na Instagramie nagie zdjęcie, zamiast dodać je do wiadomości prywatnej). Teraz podobne posty trafiły na ściany galerii sztuki w San Francisco.

Wystawa „I Didn't Ask for This: A Lifetime of Dick Pics" (Nie prosiłam o to: życie pełne fotek fiutów) zawiera ponad 150 nieproszonych zdjęć penisów i będzie można je podziwiać w SOMArts Gallery and Cultural Center od 9 czerwca. Kuratorką wystawy jest Whitney Bell — artystka, aktywistka i projektantka, która chciała „zaprezentować wszechobecność i inwazyjność tego cyfrowego nękania". „Wiele kobiet może się z tym utożsamiać, co dowodzi, że ta dyskusja jest konieczna", powiedziała nam.

Wystawa w San Francisco jest drugą instalacją z serii, która rozpoczęła się w kwietniu w Los Angeles. Wtedy Bell pokazała swój pierwszy zbiór zdjęć penisów (z własnego telefonu, a także z wiadomości koleżanek, znajomych i członkiń feministycznych organizacji). Od tamtej pory kolekcja zdążyła się powiększyć. Bell dodała do niej także prace 30 artystów, inspirowane tematem. Wśród nich znajdują się m.in. ilustratorka Laura Callaghan oraz fotografka i twórczyni filmów Marina Fini.

Wystawa znajduje się w pokoju, stworzonym na podobieństwo mieszkania kuratorki — z jedną drobną różnicą: wisi tam ponad sto ramek ze zdjęciami penisów. Celem jest wprowadzenie widza do świata kobiet, bo przecież zbyt często takie fotki pojawiają się w ich telefonach właśnie gdy siedzą sobie spokojnie w domowym zaciszu.

Zdjęcie penisa przeszło długą drogę od czasów internetowych czatów i ziarnistych fotek z telefonów z klapką. „Niestety, wygląda na to, że ta moda nie przeminęła", mówi Bell. „Pod wieloma względami to tylko się pogarsza, bo jesteśmy coraz bardziej dostępni w mediach społecznościowych". Wyjaśnia, że większość zdjęć pochodzi z wiadomości na Instagramie. „Wystawa jest moją reakcją na ciągłe nękanie, z jakim kobiety mierzą się w internecie", mówi. „Zostałam nazwana 'tłustym kontenerem na spermę', grożono mi gwałtem i napaścią tyle razy, że nie jestem już w stanie ich zliczyć i dostałam już tyle zdjęć penisów, że prawie mnie nie ruszają".

Internetowe komentarze i zdjęcia, które dostaje, stały się dla niej codziennością. „Chciałam pokazać, że to zachowanie wcale nie jest normalne", wyjaśnia. „Gdy wystawiasz na widok publiczny setki zdjęć penisów i agresywnych komentarzy, ich absurdalność staje się niemal komiczna".

Wśród innych prac na wystawie znajdują się m.in. rysunki tatuażystki Melodie Perrault — jej diablica szuka swojej drogi we współczesnym świecie randkowania, oraz „Coint Cunts" Suzanny Scott — materiałowe waginy z vintage'owych portmonetek. „Pokazują różne kolory i rozmiary warg sromowych, hołdują różnorodności", mówi Bell.

Nie wszyscy artyści z wystawy są kobietami. Jimmy DiMarcellis, który działa pod pseudonimem Porous Walker, pokazuje szkicownik pełen komicznych rysunków, od mężczyzn rozmawiających z penisami po dziewczyny z owłosionymi językami. „Pokazuje ewolucję penisa, która zaczyna się od małpy, a kończy na gigantycznym penisie, robiącym sobie selfie", mówi Bell. „Czasem jest wulgarny, ale zawsze przezabawny". 

Na wystawie znajduje się także instalacja autorstwa Bye Felipe, Instagrama prowadzonego przez Alexandrę Tweten. Zamieszcza na nim internetowe konwersacje przesłane od internautek, w których odrzuceni mężczyźni stają się agresywni. Na ścianach wisi kilka wymian wiadomości „od kolesi, nazywających kogoś 'tłustą szmatą' za odrzucenie propozycji randki, po mężczyzn piszących, że 'gwałt jest braterstwem'", mówi Bell. „To ważne, by dodać do tego wszystkiego kontekst, żeby to nie były tylko penisy wiszące na ścianie. Wysłanie nieproszonej fotki fiuta nie jest jedynym sposobem, w jaki można kogoś nękać w sieci".

Nie każdemu podoba się misja Bell. Kilka dni po utworzeniu wydarzenia na Facebooku, Bell dostała mnóstwo komentarzy i wiadomości od grupy aktywistów, którzy chcieli udaremnić wystawę. Stwierdzili, że jest ona formą „porno zemsty", która według kalifornijskiego prawa jest karalna.

Bell wyjaśnia jednak, że aby tak było, zdjęcia musiałyby przedstawiać kogoś łatwego do zidentyfikowania (czyli z twarzą lub imieniem i nazwiskiem) i ich celem byłoby zhańbienie tej osoby. 

„Musiałyśmy zaangażować prawników i odeprzeć te zarzuty, nie tylko przed galerią, ale także przed prawnikiem miejskim i Radą Sztuki San Francisco. Zajęło to około tygodnia i wiele płatnych godzin pracy naszego prawnika, ale wszyscy tylko potwierdzili to, co już wiedziałyśmy: to w żadnym wypadku nie jest porno zemsta", mówi. „Naszą misją nie jest hańbienie mężczyzn i ich penisów, ale raczej zwrócenie uwagi na wszechobecność i inwazyjność tego cyfrowego nękania".

Bell prowadzi też firmę Kidd Bell, tworzącą feministyczne koszulki i przypinki. Na wystawie będzie sprzedawać swoje gadżety. Po wystawie chce zabrać ekspozycję w trasę po kraju, żeby zapoczątkować poważniejszą dyskusję na temat ery fotki fiutka.

„Nieproszone zdjęcie penisa jest czymś okropnym, ale jeszcze gorsze jest to, że wielu mężczyzn ma tak mało szacunku do kobiet", mówi. „Wydaje się nam, że zaszliśmy tak daleko, ale mizoginia jest rozpowszechniona jak nigdy — w formie fotki fiuta w twoich wiadomościach albo prezydenta łapiącego za cipki".

"I Didn't Ask for This: A Lifetime of Dick Pics" będzie można podziwiać w San Francisco w SOMArts Gallery and Cultural Center od 9 czerwca.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Nadja Sayej
Zdjęcia dzięki uprzejmości Whitney Bell

Tagged:
san francisco
penis
Kultura
Whitney Bell
i didn't ask for this
zdjęcie penisa