kolorowy chaos — surrealistyczne portrety parker day

Oglądamy zdjęcia pełne barw, brokatu i odrobiny sztucznej krwi...

tekst Hannah Butterworth
|
19 Kwiecień 2016, 12:34pm

Fotografka Parker Day z Los Angeles w swoich pracach stara się rozłożyć na czynniki pierwsze nasze uczucia związane z osobowością. Uzbrojona w aparat, brokat i sztuczną krew tworzy portrety, które są barwną i wybuchową analizą tego, jak postrzegamy siebie i innych ludzi. W najnowszej serii „ICONS" zebrała 100 portretów różnych postaci, które są surrealistyczne, magiczne i karykaturalne — aż trudno uwierzyć, że to ludzie z krwi i kości. Do pozowania często zaprasza gości z imprez czy dziewczyny z internetu (na jej pracach pojawiają się m.in.Molly Soda, Jarae Holieway i Lexi Laphore). Spotkaliśmy się z Parker Day, żeby sprawdzić, jak wygląda życie w samym środku kalejdoskopu.

Słyszałam, że twoje ulubione angielskie słowo to „moist", czyli wilgotny. Nic dziwnego, że lubisz tak ekspresywne słowo. W końcu twoja sztuka też jest bardzo ekspresywna.
Ale mi się podlizałaś. Aż od razu zrobiłam się wilgotna! „Ekspresywny" to kolejne świetne i trafne słowo. Chcę, żeby moje prace były jak cios w brzuch i delikatny masaż zaraz po uderzeniu.

Czy to zainteresowanie zmysłami sprawiło, że robisz zdjęcia analogiem?
Tak, dzięki temu są bardziej autentyczne. Ziarno, kurz, zadrapania, ślady moich tłustych łap — to wszystko mówi: „To jest prawdziwe, bez retuszu".

To ciekawe. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się, żeby twoje zdjęcia skupiały się na rzeczywistości. Czy za twoim eklektyzmem kryje się jakaś metoda?
Daję z siebie wszystko i dużo współpracuję z moimi modelami i modelkami. Nie lubię zmuszać ludzi na siłę do pozowania. Staram się wybrać coś, co wyczuwam w danej osobie, a następnie podbić to i wypaczyć. Mówię im o swoich pomysłach i obserwuję reakcję. To nasz punkt wyjścia. Koniec końców, wszystko musi być na właściwym miejscu — ale jednocześnie być też trochę niewłaściwe — żebym cieszyła się na myśl o fotografowaniu.

W te zdjęcia przelewam wszystkie swoje kreatywne soki. Reszta mojego życia jest jałowym pustkowiem.

Ciężko w to uwierzyć. Założę się, że twój dom taki nie jest.
Obawiam się, że nie jest tak odjechany, jak sobie wyobrażasz. Mój narzeczony woli czyste, białe i modernistyczne rzeczy, jak mieszkanie Patricka Batemana z „American Psycho". Dlatego idziemy na kompromisy. Mamy białe ściany, ale dużo sztuki i tyle bibelotów, ile tylko mogę dyskretnie tam upchnąć. Warto wspomnieć, że dosłownie dorastałam w zagraconym sklepie z komiksami — mój tata jest właścicielem Comic Collector Shop w San Jose. Wnętrze mojej głowy wygląda właśnie jak ten kolorowy chaos.

Fajnie. Czy jest sens pytać o twój ulubiony kolor?
To jakbyś kazała mi wybrać moje ulubione dziecko! No ale dobrze, nie mogę się wyprzeć swojej miłości do fioletu. Ktoś powiedział mi, że ten kolor symbolizuje geniusz i królewskość. Kto by tego nie lubił?

Wróćmy na chwilę do twoich prac. Ich stałym motywem jest tożsamość. Czy zabawa tym tematem pomaga ci odkryć swoją własną osobowość?
Zdecydowanie. Sztuka zawsze jest odbiciem artysty. Jestem teraz szczęśliwa i intuicyjnie mogę wyrazić się autentycznie w różnych sferach mojego życia i pracy. Próby przewidzenia wszystkiego i neurotyczność, które mnie męczyły, gdy byłam młodsza, już (prawie) dały mi spokój.

Nazwałaś swoją serię „ICONS". Dużo myślisz o osobowościach — co twoim zdaniem sprawia, że ktoś jest ikoną?
Ikony muszą mieć ikrę! Jest w nich coś, co wzbudza moje zainteresowanie, ale nie umiem tego nazwać. Uwielbiam siłę, przyciąga mnie też delikatna nuta furii. Żadnych ciepłych kluch. Szukam ludzi, z którymi chciałoby się spędzić koniec świata: nieustraszonych, twardych, wytrzymałych jak karaluchy.

@heyparkerday

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Hannah Butterworth
Zdjęcia Parker Day
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Internet
sztuka
Molly Soda
kolory
tożsamość
parker day
osobowość