w relacjach liczy się tylko tu i teraz

Po latach podróży Shannon May Powell wróciła do domu i postanowiła pokazać na zdjęciach dręczące ją uczucie niestałości.

tekst Wendy Syfret
|
29 Marzec 2017, 11:35am

Shannon May Powell spędziła kilka ostatnich lat w ciągłych rozjazdach. Goniła za dobrą pogodą i swoimi zachciankami, dzieląc życie pomiędzy Australię i Europę. W tym roku powróciła do Melbourne i nagle musiała się zmierzyć z poczuciem braku stabilizacji i szukaniem tożsamości poza łatką „podróżniczki". Jej prace od dawna podejmowały temat bliskości i związków. Teraz, gdy pierwszy raz od dzieciństwa osiadła w jednym miejscu zauważyła, że jej ulubione tematy fotografii nabrały nowego znaczenia. Myśląc o braku stałości w swoim życiu, postanowiła dokonać niemożliwego i uchwycić uczucia ulotnych chwil i delikatne wspomnienia.

Efekt jej poszukiwań zostanie pokazany jedynie na jedną noc podczas wystawy „Only Here, Only Now" w The Honeymoon Suite.

Twoje prace często przyglądają się bliskości i związkom. Jak ta wystawa się do tego odnosi lub jak od tego odchodzi?
Większość moich poprzednich zdjęć powstała za granicą, dlatego przeważnie podchodziłam do tych tematów z dystansem, szukałam poczucia bliskości i więzi jako ktoś z zewnątrz. Nowe prace są mi bardzo bliskie. Fotografowałam w swojej ojczyźnie, a z większością osób łączyła mnie zażyłość. Przez kilka lat ciągle się przemieszczałam i mieszkałam z dala od domu, więc te prace pokazują niestałość relacji. Na innym poziomie opowiadają też o niestałości tożsamości.

Czy znalazłaś receptę, by prace pozostawały świeże, mimo powracania do tych samych tematów?
To zabawne, bo przeważnie nie zakładam, że poruszę te same tematy, ale niektóre po prostu mnie prześladują. Nie da się przed nimi uciec, dopóki nie zostaną w pełni przepędzone. Wyobrażam sobie, że mają własne życie i datę przydatności, a przejście do kolejnego tematu nadchodzi we właściwym czasie. Teraz nadal są świeże i oglądam je pod nowym kątem.

Jakie idee i pytania chodziły ci po głowie, gdy tworzyłaś tę wystawę?
Myślałam o braku stałości, który wydawał się najbardziej oczywistym i autentycznym tematem w moim obecnym życiu. Gdy dorastałam, doświadczałam wielu zmian, ciągle się przeprowadzałam do innych domów, krajów, poznawałam innych ludzi. Wtedy to wydawało się bardzo wstrząsające, ale teraz jestem za to wdzięczna, bo to pomogło mi wytworzyć adaptacyjną energię. Moje prace pokazują, jak można nauczyć się to pokochać i poruszać się z tym poczuciem niestałości.

Twoja wystawa „Only Here, Only Now" będzie otwarta tylko jeden wieczór. Dlaczego tak krótko?
Charlotte Cornish, dyrektorka galerii, zaproponowała mi organizację wystawy, ale przestrzeń była już zarezerwowana na większość roku, więc postanowiłyśmy zorganizować jedną noc pomiędzy dwoma innymi instalacjami. Łączyło się to z moimi tematami, a galeria nazywa się The Honeymoon Suite (apartament dla nowożeńców), więc wszystko idealnie pasowało do wydarzenia na jedną noc. Praca z tym ograniczeniem była bardzo ciekawa. Podobało mi się wyzwanie tworzenia pod presją terminu, bo wtedy z konieczności daje się z siebie wszystko. To wzmocni ulotną naturę prac, zarówno fotografie, jak i instalacja mają dość tymczasową i przelotną estetykę.

W wystawie zawarłaś także elementy instalacji i słowa mówionego. Jak te różne media rozwijają twoje prace?
Pracuję z artystką od instalacji, Clarą Bradley, z którą działałam już wcześniej. Nasze prace przemawiają do siebie, to bardzo intymne i wręcz namacalne. Element słowa mówionego jest dla mnie czymś nowym. Zanim w ogóle wiedziałam, jak obsłużyć aparat, ciągle pisałam. Teraz te dwie dziedziny wchodzą w interakcję. Chciałam w jakiś sposób rozszerzyć swoje pisarstwo, więc pomyślałam, że przerzucę się na performens, bo bardzo różni się od mojego typowego sposobu pracy za kulisami. Trochę się tego boję, ale jeśli czujesz się w czymś już zbyt komfortowo, to przeważnie znaczy, że pora spróbować czegoś nowego.

Tytuł odnosi się oczywiście do krótkiego czasu wystawy, ale czy nawiązuje do prac także w inny sposób?
Tytuł „Only Here, Only Now" zaczerpnęłam z Virginii Woolf. Uwielbiam sposób, w jaki w swojej prozie uchwyciła potęgę jednej, ulotnej chwili. Dla mnie ten cytat mówi o pełnej obecności w danej chwili, nieważne jak nietrwałej. Myślałam o tym tytule jeszcze zanim powstała ta wystawa, więc gdy nadarzyła się okazja, wszystko świetnie się złożyło.

„Only Here, Only Now" będzie można podziwiać 2 kwietnia w The Honey Moon Suite w Melbourne.

@shannonmaypowell

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcia: Shannon May Powell