„Czarne lustro", odcinek „Crocodile"

odcinki „czarnego lustra", które chcemy zobaczyć

Za szybko obejrzeliśmy czwarty sezon i z tęsknoty puszczamy wodze fantazji. Co może się wydarzyć w kolejnym sezonie?

|
sty 12 2018, 11:09am

„Czarne lustro", odcinek „Crocodile"

Do tej pory chyba już zdążyliście wchłonąć cały czwarty sezon „Czarnego lustra". Za oknem straszą smog i śnieg, więc nic dziwnego, że nawet nie chce się wam wychodzić i spotykać z „przyjaciółmi". Nas też kusi, żeby zostać pod kołderką z przegrzewającym się laptopem i wielką paczką czipsów, żeby rozkoszować się pokręconą opowieścią Charliego Brookera o relacji między ludźmi i technologią.

Patrząc w czarne lustra, które nosimy przy sobie 24h na dobę, stwierdziliśmy jednak, że nowy sezon — chociaż był świetny — nie pokazywał świata, jaki znamy w i-D. Dlatego skontaktowaliśmy się z Brookerem i jego ekipą, sugerując mu poniższe pomysły na odcinki.

No dobra, tak naprawdę tego nie zrobiliśmy, ale nie odbierzecie nam marzeń. Naszym zdaniem to świetne pomysły.

Odcinek pierwszy: Widzę cię
Ariel (Mahershala Ali z „Moonlight") dostaje pigułkę na imprezie w magazynie — akcja może się toczyć w Warrington w 1992 roku lub na Syberii w 2292. Na początku efekty zażycia tajemniczej tabletki są dość typowe: pocą mu się dłonie, szczęka lata na wszystkie strony i pragnie zapewnić wszystkich, że „wszystko się ułoży, nic nie dzieje się bez przyczyny".

I nagle to się zmienia. Pigułka naprawdę zaczyna działać, a on widzi wszystko. Przez „wszystko" mamy na myśli zdolność zobaczenia w myślach każdego stroju, jaki kiedykolwiek założyliście. Widzi was w bojówkach i aparacie na zębach. Widzi dzień, którego łudziliście się, że te białe chinosy wam pasują. Boleśnie wyraźnie dostrzega moment, w którym staliście się za starzy na fajne ciuchy i zamieniliście je na sweter z 80% miękkiej wełny.

Odcinek drugi: Marc Marc Marc, czyli jak straciliśmy język
Języki są dziwne. Pod wieloma względami to jedyna prawdziwa rzecz, jaką posiadamy, chociaż tak naprawdę bardzo abstrakcyjna. Pomyślcie tylko, jak używamy języka i jak możemy go opisać tylko za pomocą słów, co jest ogromną, tautologiczną przeszkodą. Od razu widać, że język jest w zasadzie nonsensem.

Pamiętacie viralową metkę Marca Jacobsa? Z napisem Jacobs by Marc Jacobs for Marc by Marc Jacobs in Collaboration with Marc Jacobs for Marc by Marc Jacobs? Co ważne, stała się memem — zapamiętajcie tę informację, bo później się przyda. W tym wyjątkowo przerażającym odcinku „Czarnego Lustra" tajemniczy plan ONZ — za którym stoi sprytny, wysoko postawiony urzędnik (Benedict Cumberbatch) — powoduje, że smartfony emitują częstotliwość wpływającą na mózg i sprawiającą, że ludzie przestają rozumieć mowę. Cały proces aktywuje oglądanie mema z metką Jacobsa.

Ludzie stają się zupełnie zniewoleni, a jedynymi słowami, jakie znają, pozostają „Marc" i „Jacobs". W tym świecie niemal bez języka, ograbionym z możliwości komunikacji, ludzkość pada na kolana. Wtedy rezolutny lingwista (Joe Gilgun z tlenionym irokezem) stwierdza, że pora położyć temu kres. Co wydarzy się dalej? Musicie obejrzeć odcinek, żeby się dowiedzieć.

Odcinek trzeci: Technologia to zło
Gdy Hayley (Agyness Deyn) kończy amerykańską uczelnię modową, cały świat ma u stóp. To samo mówi swoim rodzicom, rozmawiając z nimi przez kamerkę internetową: „Cały świat jest u moich stóp, mamo!". Naprawdę to wierzy. Aż pewnego dnia jej stopy zaczynają żyć własnym życiem, co utrudnia jej chodzenie i normalne funkcjonowanie. Z obawy przed najgorszym, szuka w dark webie możliwości amputacji.

W końcu dociera do ciemnego zakątka Bogoty, gdzie znajduje się szemrany chirurg, którego poznała przez Instagrama. Jego gabinet składa się z dwóch wielkich sal. Jedna jest pełna odciętych stóp, a druga ludzi po operacji. Wszystkich łączy taka sama, smutna historia i zrezygnowane, pełne żalu twarze. Jak się okazuje, takie są skutki okazywania dumy ze swoich osiągnięć przez kamerkę internetową. Bo technologia jest zła.

Odcinek czwarty: Graal
Można by sądzić, że posiadanie największej kolekcji pewnej streetwearowej marki powinno uszczęśliwić Michaela (Armie Hammer), a jednak mężczyzna cierpi z powodu wielkiej straty. Gdy nie pokazuje swoim internetowym fanom filmików z unboxingiem i haulami, opłakuje tragiczną śmierć swojego ojca.

Pewnego wieczora niespodziewanie przychodzi do niego paczka z torbą jego ukochanej marki, której nie miał w kolekcji. Od razu odpala kamerkę, bo nie chce, żeby jego lojalna widownia coś przegapiła. Kolejni fajni dołączają do transmisji, a Michael powoli wyciąga torbę z paczki i zaciąga się jej zapachem nowości, rozpromieniając się.

Nie wie jeszcze, że torba zawiera duszę jego ojca, który nie jest zadowolony z uzależnienia syna od konsumpcjonizmu, jaki promuje. I nie będzie przebierał w słowach, gdy go o tym poinformuje w trakcie transmisji na żywo!

Odcinek piąty: Obsydian
Świąteczny poranek, rok 2023. Czyste, minimalistyczne mieszkanie w skandynawskim stylu, takie jak w katalogach i magazynach wnętrzarskich, które kosztują kupę forsy. W sypialni budzi się młoda para. Mężczyzna wchodzi do łazienki, patrzy jak pomieszczenie wypełnia się parą. Podchodzi do lustra i nagle... okazuje się, że LUSTRO jest CZARNE. CZARNE LUSTRO.

Spanikowany biegnie do sypialni (na tyle ostrożnie, by nie przewrócić bezcennej kolekcji bibelotów z Mysiej). „MIA!", krzyczy. „CHODŹ SZYBKO!". Mia biegnie do Horacego (w tych rolach Uma Thurman i Channing Tatum). Zatrzymuje się i przerażona patrzy w jego oczy, które również są czarne. Po chwili okazuje się, że jej oczy także są czarne. Czarne jak lustro.

To bardzo subtelna satyra pokazująca, jak zniszczyła nas obsesja na punkcie luster i ekranów, pogłębiająca się od czasów Narcyza. Pozostałe 58 minut to czarny ekran i przerażająca cisza.

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.

Przeczytaj też: