jak dostrzec swoją wartość w branży mody

Na studiach wszystko wydaje się ekscytujące, dopóki nie zderzymy się z brutalną rzeczywistością.

|
gru 27 2017, 4:23pm

Markus Wernitznig w 2017 roku skończył studia magisterskie na Central Saint Martins. Obecnie jest konsultantem kilku międzynarodowych marek modowych. Na studiach był stażystą różnych luksusowych brandów, dzięki czemu zyskał bogate doświadczenie i wyjątkowy wgląd w hierarchie większych firm. Jego poniższy tekst pochodzi z piątego numeru 1 Granary.

W naszej branży narzekanie jest czymś naturalnym. Tak naprawdę narzekamy na wszystko, np. jak kiepska była ostatnia kolekcja, a do tego cała moda nie zmierza w żadnym kierunku, a my jesteśmy przepracowani i za mało zarabiamy. Ciągle rozmawiamy o tym, co jest nie tak z sektorem, w którym postanowiliśmy pracować. Rzadko jednak zdarza się, by ktoś otwarcie krytykował coś konkretnego. W końcu w naturze środowiska leży także udawanie, że wszystko jest „świetnie, kochana". Ostatnio szczerą wypowiedź czytałem chyba, gdy Lucinda Chambers udzieliła odważnego wywiadu portalowi vestoj.com. Jednym z jej wniosków było stwierdzenie, że w modzie nie pielęgnuje się talentu i kreatywności. Zgadzam się. Czuję, że młodzi projektanci, zakładający swoje marki, dostają wiele wsparcia — szczególnie w Londynie — ale kompletnie ignoruje się to, jakie wsparcie dostają osoby, które pracują na drugim planie. Myślę, że pora, by ktoś w końcu powiedział o tym głośno z perspektywy świeżo upieczonego absolwenta.

Gdy zaczynamy edukację, mamy naiwne wyobrażenie na temat tego, jak wygląda praca w branży mody. Wszystko wydaje się ekscytujące, dopóki nie zderzamy się z brutalną rzeczywistością. Kończymy studia z pokaźnym zadłużeniem w banku i nie możemy znaleźć porządnej pracy — staże się nie liczą. Przez „porządną" pracę mam na myśli taką, z której można się utrzymać bez dorabiania w dwóch innych miejscach. Uważa się, że to odważna ścieżka kariery. Rzeczywistość absolwenta wygląda bardziej. Nie ma w niej szampana i sukien balowych, tylko hot dogi ze stacji benzynowych i dizajnerskie ciuchy z lumpeksu (jeśli się wam poszczęści). To szkodliwe, błędne koło, w którego wir wpadamy już na studiach. W wyniku tego już po uzyskaniu dyplomu wielu z nas zmienia obraną ścieżkę kariery. Ilu absolwentów naprawdę znajduje zatrudnienie przy projektowaniu mody?

Czy to w ogóle jeszcze możliwe, by zbudować w tej branży długoterminową, stabilną karierę? Ilu z nas może sobie pozwolić na nieustanne pracowanie za darmo, by w końcu, po latach znaleźć przyzwoicie płatną pracę? Zastanawiam się, czy to korzystne dla studenta rozwiązanie — najpierw staże przez 18 miesięcy w trakcie licencjatu, potem w trakcie magisterki, a po uzyskaniu dyplomu kolejne? Czy nie jesteśmy dość wykształceni i to dlatego po latach edukacji i staży wciąż nie nadajemy się do poważnej pracy? Na to wygląda.
A może problem leży w samej edukacji? Jak absolwenci nie potrafimy sprostać wymogom branży?

Jeśli po studiach zaczynamy stażować, stajemy się tanią siłą roboczą. Stażystów wymienia się co parę miesięcy. Działy HR mają swoje szemrane sposoby na sprowadzanie świeżej krwi, wysysanie z niej pomysłów i pozbywanie się jej. Albo po prostu wykorzystują wykształconych absolwentów z doświadczeniem jako tanią siłę roboczą, by nie przekroczyć budżetu. Często takie staże organizuje się we współpracy z uczelnią, obiecując nam zatrudnienie, ale w rzeczywistości rzadko do tego dochodzi. Wszystkie wielkie konglomeraty mają swoje strategie i „eventy", promujące ich ciężką pracę włożoną we „wspieranie młodych talentów". Zdjęcia wieczorków z szampanem i logotypami marki w tle zalewają Instagram, świeżo upieczeni absolwenci rozmawiają z rekruterami z wielkich firm, ale to tak naprawdę tylko chwyty marketingowe wspierane przez uczelnie. Prawie nikomu nie pomaga to zdobyć pracy. Na tych wydarzeniach firmy promują się w dekadencki sposób, gdy na całym świecie znajdują się pracownie pełne absolwentów tyrających za minimalne stawki. Za pieniądze wydane na te promocje, można by sprawiedliwie zapłacić niejednemu absolwentowi.

Odsetek absolwentów znajdujących pracę w swojej profesji rok po zdobyciu dyplomu jest zatrważająco niski. Oficjalne statystyki ciągle są podbijane przez uznawanie staży albo jakiegokolwiek zatrudnienia — nawet w barze — za pracę. Nie dajcie się zwieść statystykom pewnych uczelni. Zatrudnienie w rok po ukończeniu studiów nie równa się zatrudnieniu w swoim obszarze zainteresowań. Szkoły nie udostępniają przejrzystych danych. Firmy przyznają się do strat, ale uczelnie nie muszą publicznie tego robić. Czy naprawdę potrzebujemy setek absolwentów kierunków modowych każdego roku, skoro to jasne, że nie ma dla nich miejsc pracy? Czy to część problemu? Masowa edukacja dla maksymalnego zysku dla wszystkich, poza uczniami?

Edukacja modowa przypomina produkcję masową, która przyspiesza w tym samym tempie co sama moda, szczególnie tzw. fast fashion. Nie trzeba być Einsteinem, by zrozumieć, że w tu nie liczy się tylko kreatywność. To biznes nakręcany przez sprzedaż. Nawet sama edukacja jest biznesem, który przynosi pieniądze uczelniom. Czy to jest sedno problemu? Czy lepiej byłoby wykształcić mniej absolwentów, ale takich, którzy nadają się do pracy? Nie może być tak, że po wydaniu tysięcy funtów na dyplom musimy pracować za marne grosze.

Moglibyśmy też sami, solidarnie poprawić tę sytuację, po prostu nie godząc się na staże po zdobyciu dyplomu. Teoretycznie staże istnieją po to, żebyśmy mogli się uczyć i doskonalić w trakcie studiów i nie powinny mieć nic wspólnego z wyzyskiem. Może gdyby to źródełko się wyczerpało, firmy musiałyby przemyśleć taktykę.
W końcu zmiany mogą nadejść tylko, jeśli zaczniemy coś robić wspólnie. Sam tego doświadczyłem, gdy dobrze się sprawdzałem podczas moich staży: firmy będą chciały was zatrzymać. Nie jest tak zawsze, ale to się zdarza. Musicie pracować tak dobrze, że staniecie się praktycznie niezastąpieni. Przy odpowiednich ludziach w zarządzie uda się wam zdobyć pracę, ale musicie się tego domagać. Jeśli stażujecie od 12 miesięcy, dobrze jest nauczyć się odmawiać. Nie ma też niczego złego w dostrzeżeniu własnej wartości. Na dłuższą metę to zadziała na waszą korzyść i przerwie nieprzerwane pasmo darmowej pracy po studiach.

Piąty numer 1 Granary możecie kupić tutaj.