najlepsze programy telewizyjne lat 90.

Psychodeliczne scenografie, absurdalne zadania i znane twarze — aż łezka się w oku kręci. Wróćcie z nami do czasów przed Netflixem. Te programy przyciągały nas przed telewizory.

tekst Patrycja Śmiechowska
|
18 Październik 2017, 7:55am

Okazuje się, że wbrew serialowej manii coraz rzadziej oglądamy telewizję, a często nawet nie posiadamy telewizorów — z wyboru albo przypadku. Według badania MEC oglądalność wśród milenialsów z Europy Środkowo-Wschodniej z roku na rok maleje o 3-6% . Teraz zadowalamy się streamingowaniem niezliczonych seriali i filmów, ale co kiedyś przyciągało nas przed ekrany odbiorników? Wspominamy najciekawsze (i najdziwniejsze) polskie programy telewizyjne z lat 90.

Rykowisko, czyli kraina rave'u


Czego może dotyczyć program nazwany jak okres godowy jeleni? Zalotów oczywiście! Działo się w nim tyle, że nawet nie wiem od czego zacząć.
W psychodelicznej scenografii zasiadali: uczestniczka lub uczestnik, dwójka prowadzących i trzecia postać, którą można określić mianem błazna, a także stojący za konsoletą „Di Dżej Robo". Oprócz nich w studiu zajmowało się jakieś 50 osób marzących o głównej nagrodzie — randce. Ciekawym — wręcz queerowym — elementem był jeden z prowadzących przebrany za postać Marzanny w jednym z wiosennych odcinków.

Polecam wnikliwe studiowanie całego odcinka, żeby napawać się tym absurdem, stylówkami i wspaniałymi tekstami („Cześć Moniko, jestem twoją rzodkiewką"). W napisach końcowych znajdziecie nawet specjalne podziękowania „za obsługę ksero".
Warto również wspomnieć, że „Rykowisko" powstało na licencji MTV, jednak nudny oryginał „Singled Out" w ogóle nie umywał się do naszej rejwowej wersji.

Gimnastyka buzi i języka, czyli sześć minut czystego absurdu


Radosław Pazura prowadził logopedyczny program dla dzieci „Gimnastyka buzi i języka", w którym razem z młodszymi uczestnikami wymawiał różne głoski i śpiewał piosenki edukacyjne. Do ćwiczeń należało między innymi dmuchanie balonów i nazywanie obiektów na obrazkach. Przyjemne z pożytecznym, chociaż ciężko wyobrazić sobie podobną formułę w dzisiejszej ramówce.

Halo!gramy, czyli początki kariery Kuby Wojewódzkiego


Według Wikipedii jest to „pierwszy interaktywny program muzyczny emitowany na żywo w Polsce". Dzięki temu dzwoniący do studia widzowie mogli coś powiedzieć gwiazdom, a potem wygrać atrakcyjne jak na tamte czasy upominki (głównie kasety, płyty i koszulki). Powyżej możecie zobaczyć, jak w latach 90. krótkowłosa Agnieszka Chylińska w czerwonych ogrodniczkach opowiadała o nowej płycie O.N.A. prowadzącemu — Kubie Wojewódzkiemu. Kto by pomyślał, że po latach będą razem zasiadać w jury wielkiego talent show.

Randka w ciemno, czyli świat przed Tinderem


Kultowy program randkowy, w którym jedna osoba zadawała pytania, a trójka kandydatów za zasłoną udzielała odpowiedzi. Na ich podstawie uczestnik musiał wybrać z kim chce iść na tytułową „Randkę w ciemno" — czyli pojechać na wycieczkę. W kolejnych odcinkach pary wracały, by pochwalić się zdjęciami z wakacji w Chorwacji i opowiedzieć drętwe anegdotki o partnerze z wyprawy. Na szczęście dzisiaj już nie musimy przeżywać aż takich zaskoczeń — jak dobrze, że powstał Tinder (chociaż i tu ze zdjęciami bywa różnie)...
W programie możemy zobaczyć piękny przekrój społeczeństwa (w końcu uczestnicy pochodzili z różnych miast i grup) — stanowi prawdziwą kopalnię szalonych stylówek, fryzur i heteronormatywnych wzorców (m.in. protekcjonalny ton i całowanie w rączkę).

Hugo, czyli eksperymenty z technologią


We wczesnych latach 2000., gdy telewizja eksperymentowała z interaktywnymi formami rozrywki dla telewidzów, na naszych ekranach pojawił się mały, rysunkowy troll Hugo (duński oryginał zadebiutował w 1990 roku). Jego przygodami można było sterować za pomocą klawiszy na telefonie stacjonarnym — tak, jak w grze wideo. Wirtualne studio, w którym znajdował się jedynie prowadzący (w workowatych, jaskrawych ciuchach) oraz postać trolla na ekranie, przypominało wnętrze żółtej łodzi podwodnej. Każdy dzieciak chciał dostać się do programu, by móc na oczach widzów kierować postacią Hugo, zbierać diamenty i ostatecznie ocalić Hugolinę oraz dzieci przed złą wiedźmą.

Kalambury, czyli minimalizm w telewizji


W niebiesko-pomarańczowej scenografii pełnej chmur stały dwie kanapy i blok rysunkowy w złotej ramie. To wystarczyło, by zorganizować grę w kalambury pełną gwiazd, do której mogli dołączyć także widzowie przed telewizorami, ponieważ odgadywane hasło było wyświetlane na ekranie z dużym opóźnieniem. W odcinku z Jurkiem Owsiakiem i Panem Yapą, możemy zobaczyć, że ten pierwszy za bardzo się nie zmienił, a ten drugi w swoim sportowym stroju byłby dziś prawdziwą ikoną streetwearu (serio, jego stylówki ze sneakerami i czapką z daszkiem nie powstydziłby się sam Demna Gvasalia albo Mac DeMarco).

Szymon mówi show, czyli Szymon Majewski sprzed lat


Jedna z wczesnych produkcji Szymona Majewskiego. Program składał się ze skeczy inspirowanych aktualnymi tematami, np. wiadomościami z kraju lub — tak jak powyżej — polskimi filmami gangsterskimi („Sara", „Młode wilki"). Scenki „Śmierć typu 'gdzie by się tu położyć'" czy rozmowa niechcianej choinki z psychologiem nadal wydają się dość aktualne, mimo że program nadawano niemal 20 lat temu.

Stawka większa niż szycie, czyli telewizja z misją
W tym programie występowały głównie starsze gospodynie domowe, pokazujące swoje umiejętności krawieckie. Prowadziła go Xymena Zaniewska, później pałeczkę przejął Przemysław Babiarz. Niestety, nie znajduję nawet fragmentów programu w internecie, więc musicie wierzyć mi na słowo. Coś takiego naprawdę emitowano w telewizji. Serio.