archiwalny wywiad z lil peepem

„W branży istnieją ludzie zarabiający na punkowej emo stylówce, ale my tu naprawdę cierpimy przez poważne problemy psychiczne".

tekst Frankie Dunn; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
01 Styczeń 2018, 9:16pm

Artykuł pochodzi z 350 numeru i-D, zatytułowanego „The Sounding Off Issue".

We wrześniu spotkaliśmy się z artystą znanym jako Lil Peep, niedługo przed jego 21. urodzinami, aby przeprowadzić wywiad do najnowszego numeru i-D. 15 listopada bardzo zasmuciły nas wieści o jego śmierci i czuliśmy, że opublikowanie tego materiału od razu byłoby niewłaściwe. Po pośmiertnym ukazaniu się jego teledysku dostaliśmy błogosławieństwo ekipy Gustava i teraz dzielimy się z wami tekstem jednego z jego ostatnich wywiadów.

„Borykam się z okropnymi stanami lękowymi", mówi Lil Peep schowany za swetrem. „Dlatego przed rozmową zażyłem Xanax. Kiedyś strasznie przeginałem, brałem 20 tabletek dziennie, a w nocy dostawałem drgawek i budziłem się we własnym gównie. Już go tyle nie biorę. Po prostu przed koncertami i wywiadami... Jak się denerwuję, biorę jedną tabletkę i już jestem wyluzowany". Pewnie prężnie rozwijająca się kariera muzyczna oznacza, że gra wiele koncertów i ciągle udziela wywiadów? „Nie, nie za wiele. Jeśli chodzi o narkotyki to idzie mi już o wiele lepiej. Wcześniej — w tym roku, a także rok i dwa lata temu — było ze mną o wiele gorzej. Czuję się znacznie lepiej. Bardzo pomaga mi fakt, że jestem w Londynie, z dala od Los Angeles. Tam narkotyki są łatwo dostępne. Oczywiście tutaj też, ale jest ich znacznie mniej".

Gustav Åhr (jego nieobecny ojciec jest Szwedem) uciekł z apatycznego, pełnego narkotyków świata Long Island i wyjechał do Los Angeles w wieku 18 lat, gdy był — jak sam to ujmuje —nastoletnim dziwakiem. Jego celem było stworzenie czegoś — czegokolwiek. W Mieście Aniołów zaczął wyrażać swoje emocje w hip-hopowych kawałkach. „Od zawsze wiedziałem, że zostanę artystą, byłem tego pewien", Gus mówi, siedząc w rogu sofy w naszym biurze, trzymając kubek herbaty z mlekiem i kostką cukru. „Gdy miałem 17 lat, wytatuowałem sobie na twarzy złamane serce, żeby się zmusić, by naprawdę coś osiągnąć. Wiecie, tatuaż na twarzy uniemożliwia pracę w wielu miejscach". Jego mama, która od małego nazywała go Peep, nie podzielała jego entuzjazmu co do tego pomysłu. „Nie lubi tatuaży na mojej twarzy, bo uważa, że jestem ładny", mówi zakłopotany. Gdy zapewniamy go, że faktycznie jest ładny, nawet z napisem „Crybaby" na czole, jeszcze bardziej się zawstydza i grzecznie dziękuje.

Kilka lat temu Peep zaczął wrzucać muzykę do sieci i wkrótce zebrał grono fanów. „Do działania zmotywowało mnie to, że ludzie naprawdę budują kariery w internecie, w niezależny sposób". Wybił się w tłumie raperów z SoundClouda, bo się wyróżniał. Bardzo inspirowały go melodie z amerykańskich punkowo-popowych hitów i tematyka bliższa gatunkowi emo z początku lat 00 niż typowemu hip-hopowi. Czerpiąc z subkultur przeszłości i przyszłości, aby stworzyć coś nowego, Lil Peep zaserwował nam gatunek, którego nawet się nie spodziewaliśmy i do tej pory nie wiedzieliśmy, że go pragniemy. Jesteśmy dozgonnie wdzięczni za nostalgiczne i kojące uczucia, jakie wywołuje.

„Nie byłoby mnie tu dzisiaj, gdyby nie muzyka", mówi szczerze. „Wyciągnęła mnie z poważnego uzależnienia od narkotyków. Pomogła mi przetrwać myśli samobójcze, okaleczanie — lista nie ma końca". Życie Gusa nie było usłane różami i nie przebiera w słowach, gdy o tym mówi. „Muzyka doprowadza mnie do łez. Pomaga mi wyzwolić emocje i wyrazić siebie — zarówno gdy jestem słuchaczem, jak i twórcą".

Po czterech mixtape'ach, które sam wyprodukował i wydał, Gus w sierpniu wszedł na kolejny poziom debiutanckim, gitarowym krążkiem „Come Over When You’re Sober, Pt. 1" wytwórni Warner. „Nagrałem go w domu w Los Angeles na mikrofonie wartym 800 dolarów podpiętym do Macbooka z 2012 roku", mówi z uśmiechem. „Nagrywam w GarageBand, co jest całkiem zabawne". Główny singiel, „Awful Things", doczekał się piekielnego teledysku, którego akcja rozgrywa się w szkole. „Spal mnie, aż zostaną ze mnie tylko wspomnienia. Rozumiem, nie jestem tym jedynym", śpiewa. Z kolei w refrenie „U Said" słyszymy mantrę naszego pokolenia: „Czasami życie się wali, dlatego musimy się nawalić". Album jest nieco bardziej popowy i dopracowany niż jego poprzednie dzieła, otwiera przed nim nowe możliwości.

Obecnie pracuje między Londynem i Los Angeles nad czterema projektami. Jak obiecuje, już powstaje druga część „Come Over When You’re Sober", ale bardziej cieszy się na myśl o albumie, który tworzy z otwarcie homoseksualnym raperem Makonnenem. Teraz od kilku miesięcy mieszka przy Portobello Road i bardzo podoba mu się londyńska atmosfera, łącząca wielkomiejskie życie z klimatem małego miasteczka. „Tutaj nawet fani zachowują się inaczej. Gdy ktoś rozpoznaje mnie na ulicy w Stanach, ludzie zaczynają krzyczeć i nagle w moją twarz błyska sześć fleszy. W Londynie tylko mówią: 'Hej, Peep!', ja odpowiadam: 'Hej' i każde z nas idzie dalej w swoją stronę. Traktują mnie jak człowieka tworzącego muzykę, a nie jak celebrytę".


Album z Makonnenem ma stanowić coś zupełnie innego, niż słyszeliśmy do tej pory. „Dużo dziwnego trance'u i brzmień z lat 70. i 80., bardziej popowych. To pierwszy projekt, który nagrałem w profesjonalnym studiu", mówi Peep. Być może zapowiedzią tego brzmienia jest singiel Makonnena „Love", stworzony z Rae Sremmurd? „To wciąż stary ja, mówiący o tych samych rzeczach, ale w zupełnie innym gatunku muzycznym. Mniej opartym na gitarach. Większość moich kawałków brzmi jak zespół Brand New, ale tym razem idę w innym kierunku". Praca z Makonnenem (jednym z jego ulubionych artystów, obok zespołów Red Hot Chili Peppers i Fall Out Boy) jest wielkim przeżyciem. Raper z Atlanty nagrywa spontanicznie i przeważnie wykonuje wszystko idealnie za pierwszym podejściem. „Jest bardzo utalentowany! Po prostu wchodzi do studia i mówi, co przyjdzie mu do głowy. Niesamowite. Nigdy czegoś takiego nie widziałem".

W ciągu tego roku życie Lil Peepa diametralnie się zmieniło. Jego kariera rozwinęła się w zawrotnym tempie, związki i przyjaźnie się rozpadły, a sam artysta wyznał na Twitterze, że jest biseksualny. „Mam wielu przyjaciół, albo przynajmniej ludzi, których uważałem za przyjaciół. Za mną kilka traumatycznych doświadczeń ze związkami. Podróżowanie po świecie, poznawanie nowych fanów i obserwowanie wpływu, jaki na nich wywieram, to czyste szaleństwo. Jestem o wiele silniejszy mentalnie i bardziej przyzwyczaiłem się do znoszenia ściem. Sądzę, że przez to wydoroślałem", mówi. Nagle znalazł się w centrum branży muzycznej, gdzie obserwuje, jak ludzie wokół niego zmienili się przez popularność i pieniądze — co było ciężkim przeżyciem. „Nauczyło mnie to wiele o relacjach międzyludzkich, o tym kto naprawdę się troszczy o mnie, o Gusa, a kogo interesuje tylko Lil Peep".

Gus jest teraz szczęśliwy, ale zaznacza: „Cierpię na zaburzenia afektywne dwubiegunowe, więc bardzo szybko popadam ze skrajności w skrajność. Jestem niezależny, ale polegam na ludziach, którymi się otaczam, pomagają mi się rozproszyć. Dlatego się denerwuję, gdy jestem sam". Na szczęście ma mocne wsparcie przyjaciół, którzy spędzają z nim czas, albo chociaż regularnie dzwonią na FaceTime, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Peep jest fanem Linkin Park, więc śmierć lidera zespołu, Chestera Benningtona, bardzo go zasmuciła. „Druzgoczące wieści. Spoczywaj w pokoju, Chester", mówi półszeptem. „Wielu ludzi tworzy teraz muzykę wychwalającą depresję i samobójstwo. Ja po prostu mówię o swoim życiu, uwieczniam je w formie muzyki. W branży istnieją ludzie zarabiający na punkowej emo stylówce, ale my tu naprawdę cierpimy przez poważne problemy psychiczne". Peep nie robi tego tylko dla siebie, ale też dla słuchaczy, fanów, dzieciaków z Rosji, które do niego napisały, by podziękować za zrozumienie, bo przechodzą przez to samo.

Wygląda na to, że Gus miewa się lepiej niż kiedykolwiek. „W moim pokoju w domu mamy nakleiłem nad włącznikiem światła wróżbę z ciasteczka. Mówi o niepoddawaniu się, ale w bardziej poetycki sposób. Niczego nie osiągniecie, jeśli się poddacie. Nakleiłem ją zanim zacząłem nagrywać muzykę. Ostatnio wróciłem do domu i myślałem, że może mama ją zdjęła, ale nadal tam jest!". Jak widać, jego mantra się sprawdza, ale Gus nadal chce więcej. „Czuje, że ciągle czekam, aż coś się wydarzy, ale to jeszcze nie nadeszło", mówi. „Nic nie szkodzi, będę czekać dalej!".

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.

Od redakcji: Internetową wersję wywiadu lekko zmodyfikowano z uwagi na delikatną tematykę artykułu.


Zdjęcia: Ian Kenneth Bird
Stylizacja: Rúben Moreira

Stylizacja fryzury: Michael Harding przy pomocy produktów Bumble and bumble. Asystent fotografa: Luca Strano. Asystenci stylisty: Trey Rodriguez i Diana Amorim.

Tagged:
Features
wywiad
Lil Peep
archiwa i-d
the sounding off issue