socjolożka, była komisarz, redaktor naczelna… a ty, kim jesteś?

Jan Miodek: „z oczywistym sarkazmem stwierdzam pomieszanie z poplątaniem”.

tekst i-D Polska
|
13 Czerwiec 2016, 8:19am

Nauczycielka jest ok, ale członkini albo krytyczka? Prawda jest taka, że nadal nie jesteśmy konsekwentni w sposobie, w jakim mówimy o dziewczynach, które zajmują określone stanowisko. Nie pomógł nawet słownik żeńskich nazw zawodów, który powstał niedawno we Wrocławiu. Głos w sprawie postanowił zabrać profesor Jan Miodek, i nie był tym razem tak miły, jak zawsze...

„My, jak zwykle, megalomańscy i zakompleksieni jednocześnie, uwikłani w niuanse hierarchiczności, godności i tym podobne bzdury, zabrnęliśmy w ślepy zaułek niekonsekwencji i subiektywnych odczuć", twierdzi Miodek. Pokazuje przy okazji przykłady z języków czeskiego czy niemieckiego, w których pojawiły się już dawno formy żeńskie. U nas za to im wyższe stanowisko, tym rzadziej same kobiety decydują się na używanie nazw z końcówką sugerującą płeć.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Z czego może to wynikać? Na przykład z obawy przed gorszym traktowaniem. Doświadczają tego choćby programistki. Badania wskazały, że komputerowe wymiataczki były oceniane jako równe lub lepsze od swoich kolegów wyłącznie wtedy, kiedy nie była znana ich płeć. Jeśli wierzyć językoznawcom sprawa wcale nie jest błaha i nieważna. W końcu to język w największej mierze buduje nasze społeczne relacje.

Profesor Miodek przedstawił jeszcze prostszy i przemawiający do rozsądku argument - tak będzie po prostu łatwiej. Jeśli jedna kobieta wybierze formę żeńską i będzie mówiła o sobie „dyrektorka", a druga zdecyduje się na przykład na formę „pani redaktor", wymiana informacji będzie trudniejsza. Formy „dyrektorka" i „redaktorka" są prostsze. No i w końcu dziewczyny będą wiedziały, co wpisać na wizytówce, bez rozważania konsekwencji, jakie niesie ze sobą użycie formy żeńskiej.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Stasia Wąs
Zdjęcie: Instagram

Tagged:
spoleczenstwo
płeć