„zjawa”, czyli sztuka pożyczania

W jaki sposób reżyserzy pożyczają od siebie pomysły?

tekst i-D Staff
|
05 Luty 2016, 12:30pm

Laureat Oscara z zeszłego roku, Alejandro González Iñárritu, znowu ma szansę na tytuł najlepszego reżysera, tym razem za „Zjawę". Mówi się też, że za główną rolę w filmie w końcu statuetkę dostanie Leonardo DiCaprio (który co prawda niewiele mówi, ale za to znakomicie się czołga i wygrywa walkę z niedźwiedziem).

Tymczasem rosyjski artysta Misha Petrick trochę głębiej pogrzebał w historii kina i okazało się, że Iñárritu mocno zainspirował się nie tylko prawdziwą historią, na której oparty jest film, ale też filmami Andrieja Tarkowskiego. Reżyser przyznał co prawda, że scena w kościele jest wzorowana na „Andrieju Rublowie", ale zapomniał dodać, że wziął też to i owo ze „Zwierciadła" i dość sporo ze „Stalkera". Filmik Petricka od kilku dni krąży w sieci, a my zastanawiamy się, jak to jest z pożyczaniem wśród reżyserów.

Kiedy oglądasz „Nienawistną ósemkę" Tarantino wiesz, że to będzie mała encyklopedia różnych zajawek Quentina. To właśnie jedna z metod pożyczania - nieważne czy w „Pulp Fiction" czy jakimkolwiek innym filmie, Tarantino przyznaje otwarcie, że „kradnie na potęgę". Wszystkie odwołania zgrabnie wplata w swoją wizję i wcale nie zaciera śladów tego, skąd wziął dany motyw. Zabawa polega na odgadnięciu, jaki klasyk reżyser miał w danym momencie na myśli.

Trochę inaczej sprawa wygląda, kiedy jeden twórca inspiruje się stylem innego. Pamiętacie film „Jestem miłością", w którym pojawia się Tilda Swinton ubrana od głów do stóp w ubrania Fendi? Ta historia romansu kobiety z wyższej klasy z młodym chłopakiem jest hołdem dla twórczości Luchino Viscontiego, słynnego włoskiego reżysera, który zaczynał pod koniec lat 40.

Nie ma więc co zarzucać reżyserowi „Zjawy", że wszystko wziął od Tarkowskiego. To przecież częściowo kwestia stylu. Motywy od zawsze wracają w kinie, powtarzają się i zmieniają. Na YouTubie możesz znaleźć masę filmików, w których fani zastanawiają się, co by było, gdyby reżyserzy niezależni zrobili własne wersje największych blockbusterów. Na przykład wyobraź sobie Wesa Andersona, który kręci „X-menów"? Pewnie superbohaterowie mieliby vintagowe uniformy, a list z zaproszeniem do ich grona przychodziłby pocztą na kredowym papierze:

A gdyby jeden z najbardziej znanych europejskich reżyserów, Ingmar Bergman, wziął się za „Flash"? Pewnie chłopak w obcisłym kostiumie z błyskawicą nie zdążyłby złapać pocisku, a w tle rozlegałoby się rytmiczne tykanie zegara (oczywiście całość byłaby czarno-biała):

Jak widać, wszystkie chwyty dozwolone! 

Przeczytaj też:
Czy polska telewizja jest gotowa na drag queens?
10 rzeczy, które Larry Clark wniósł do kultury
-
Wenecja 71 nocą

Tagged:
Film
Leonardo DiCaprio
andriej tarkowski
zjawa