życie na kreskę

Pytamy Martę Zabłocką, której rysunki lubi już ponad 20 tysięcy osób, kiedy rysowanie stało się jej życiem.

tekst Mateusz Góra
|
19 Maj 2016, 8:15am

Wyobraź sobie, że spotykasz kogoś naprawdę miłego. Teraz pomnóż to wrażenie razy dziesięć i jesteś już blisko uczucia, jakie towarzyszy rozmowie z Martą. To jedna z tych osób, które naprawdę chcą, żeby wszyscy ludzie byli dla siebie (i zwierząt) lepsi. W swoich rysunkach, które wyglądają, jakby przed sekundą naszkicowała je w szkolnym zeszycie, razem z nieodłącznymi towarzyszami, czyli Kotami, Królikiem, Kurami, Muchami i Wężami pokazuje własne podejście do życia i absurdalne sytuacje, jakie ją spotkały. Wydała już dwa albumy, trzeci jest jej marzeniem. Postanowiliśmy zapytać, jak to jest prowadzić życie na kreskę.

Co się zmieniło, odkąd twoje życie jest na kreskę?
W pewnym sensie moje życie przestało być pod kreską. Pierwszy raz odważyłam się tak naprawdę być konsekwentna w działaniach, dałam sobie prawo do tego, że nie muszę wszystkiego robić najlepiej na świecie (cokolwiek to znaczy - część osób pewnie wie, o co mi chodzi - takie odbieranie sobie szansy, żeby czegoś spróbować, bo…), ale mogę po prostu po mojemu i to też jest cenne. Poczułam się bardzo spójna w tym, co robię. I okazało się w jakiś zwariowany sposób, że jak się chce coś robić i się to robi, to znajdują się ludzie, miejsca, kolejne możliwości. Tylko trzeba włożyć w to serce i wysiłek. Trochę pożegnałam się z blokującym wyobrażeniem, że jak się tworzy, to się siedzi i czeka, i czeka, i WTEM! spływa natchnienie. I to bardzo mi się podoba, bo ja jednak lubię funkcjonować w kieracie pracy, który sama sobie stwarzam.

11.jpg

Wiem, że to trochę oczywiste pytanie, ale dlaczego akurat „życie na kreskę"?
Na kreskę - z kilku powodów. Jeden z nich jest oczywiście związany z rysowaniem. Drugi - to takie wspomnienie z dzieciństwa, że brało się na zeszyt, na kreskę w sklepie. Teraz łatwiej można na kredyt w banku. Tak czy inaczej - parę lat temu czułam, że jestem życiowo pod taką kreską - zarówno, jeśli chodzi o sprawy osobiste, zawodowe i po prostu odnajdywanie się w świecie.

Okazuje się, że sporo ludzi myśli podobnie.
Och, nieustannie mnie to dziwi, choć mam też apetyt na więcej. Pamiętam, jak stronę na Facebooku lubiło 36 osób i nagle zrobiło się 34 czy 35. Tak się martwiłam! Zastanawiałam się, czym mogłam kogoś urazić, co nie tak narysowałam. A teraz - co jakiś czas wyobrażam sobie, że nagle ci wszyscy ludzie stają tuż obok. Sama też lubię swój fanpage i to, co się tam dzieje! Z jednej strony czuję się odpowiedzialna za tę przestrzeń, administruję (jak już ktoś przekroczy granice w prowadzeniu konstruktywnego dialogu albo nie traktuje innych z szacunkiem - na szczęście dzieje się to bardzo rzadko, co też jest dla mnie fenomenem), a z drugiej strony to taka płaszczyzna, gdzie możemy się spotkać, nawet jeśli nie we wszystkim się zgadzamy czy podjęlibyśmy różne decyzje.

Jaka reakcja na twoje rysunki najbardziej cię zaskoczyła?
Różne rzeczy mnie zaskakują. To, że ktoś do mnie po prostu napisze i podzieli się czymś ważnym dla siebie albo po prostu że lubi zaglądać (ciągle mam niedosyt takiej po prostu dobroci między ludźmi i dlatego te wiadomości są dla mnie takie cenne). Zdarza się, że jakaś praca wzbudzi kontrowersje, z czym też się liczę, bo każdy ma swoje granice. Często staje się to pretekstem do rozmowy i pewnego rodzaju bliskości. Zaskakują mnie też komentarze - niejednokrotnie lepsze niż to, co ja wymyślam. Uwielbiam je! Są też sytuacje, gdy to zaskoczenie jest takie, że po prostu nie wiem, jak zareagować oprócz powiedzenia, że „to dla mnie ważne" i „dziękuję" - tak było wtedy, gdy zrobiłam rysunek o śmierci mojej babci. Czułam, że chcę postawić kropkę nad „i" i podzielić się tym, że ta historia wydarzyła się naprawdę.

2.jpg
4.jpg

Twoje rysunki mają swoje źródło w absurdalnych życiowych sytuacjach, ale wspominasz też często o swoich zwierzętach, które stają się ich bohaterami. Jakie tematy lubisz najbardziej poruszać, a jakich nigdy byś nie chciała poruszyć?
Tematy, które lubię poruszać - takie o życiu, wiadomo. To, co mnie zainspiruje. Pamiętam wymianę mailową z jednym z profesorów, który mnie uczył - napisałam mu info zwrotne na temat zajęć, które prowadził, lecz się nie podpisałam (dla jasności - to nie był hejterski anonim, zajęcia były świetne). I on mi odpowiedział, że dziękuje, ale też jakie znaczenie ma opinia, jeśli jest anonimowa. Bardzo zapadły we mnie te słowa. Czuję się bardzo odpowiedzialna za to, co robię. Czasem szybciej coś narysuję, niż przemyślę i to są trudne konfrontacje, trzeba wziąć konsekwencje na klatę. Natomiast czego bym nie narysowała - niezależnie od tego, czy robię swoje rzeczy, czy na zlecenie - współpracuję z osobami i przy projektach, pod którymi nie wstydzę się podpisać. A jak wstydzę, to nie rysuję. Na pewno nie współpracowałabym z firmą, która sprzedaje mięso, rzeczy ze skóry, niszczy środowisko. Ta lista ma trochę punktów.

Mimo że czasem mam ostrzejsze poglądy, staram się jednak zostawiać przestrzeń do dialogu i znaleźć złoty środek w tym, co robię. Są takie prace, których nigdy nie opublikowałam - na przykład, gdy doświadczyłam przemocy w związku. Nie wiedziałam, co z tym zrobić. To było to „pod kreską". Teraz bym wiedziała - jak opowiedzieć coś w taki sposób, żeby jednocześnie znaleźć ujście dla swojej historii i jednocześnie móc się podzielić, dać coś innym.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Królik jest twoim alter ego, bardziej rozsądnym, stara się odciągać cię od głupich pomysłów?
Generalnie to ta cała banda, która pojawia się na życiu, to jest moje alter ego. To są moje poduszki bezpieczeństwa. I taka poduszka bezpieczeństwa dla różnych tematów, które poruszam. No bo jak Kura mówi o tym, że kobieta, która nie uważa się za feministkę, a korzysta z tego, co wywalczyły inne kobiety (i mężczyźni), żeby ona nie musiała siedzieć w chacie i rodzić na potęgę, jest pasożytką, to co, z Kurą się będziesz kłócić? A jednocześnie jak powiem to ja jako człowiek - no to wiadomo. A jak powie to ktoś narysowany, to jeszcze inaczej. O, no właśnie, czyli wychodzi na to, że rysowanie to poduszka bezpieczeństwa.

Tak czy inaczej - wracając do Królika - to taki czuły twardziel, który jednocześnie nie szczypie się z dosadnymi określeniami i ma różne sukcesy. Nie neurotyzuje, tylko działa. Drań niby, ale jednak nie. Stanowczy, ale nie zachowa się jak świnia. Trochę starszy brat, trochę kumpel.

A masz czasem wrażenie, że zwierzęta nie pochwalają tego, co robią ludzie? W twoich rysunkach często zabierają głos i wytykają nam różne rzeczy…
Myślę, że sytuacja zwierząt na świecie jest fatalna i że ludzie zalewają je cierpieniem, strachem, traktują przedmiotowo. Wczoraj zgarnęłam martwe zwierzę z ulicy. Wyobrażasz sobie, żeby martwy człowiek leżał i nikt by z tym nic nie zrobił?

5.jpg
6.jpg

Czy jako artystka, którą obserwują ludzie, czujesz, że powinnaś brać głos w pewnych sprawach? Jeśli tak, to jaka jest twoja wiadomość?
Och, mam nadzieję, że nie mnie obserwują (bo to nie strona celebrycka i ja się nie nadaję zresztą), tylko ten cały kram. A działania zaangażowane - uważam, że każdy powinien coś robić na miarę swoich możliwości. Można komuś przytrzymać drzwi, można wyrzucić śmieć do kosza a nie na trawnik, można zareagować, jak ktoś szarpie psa, można iść na wolontariat do hospicjum, można kliknąć petycję, można wyjechać na drugi koniec świata i ratować zagrożone gatunki, można iść na manifestację, która jest przeciwko wycinaniu drzew, można wybrać, z kim się robi projekt - to niestety niekończący się ocean potrzeb. Niezależnie od tego, czy ktoś jest osobą prywatną czy publiczną, tworzymy wspólną przestrzeń. Zaangażowanie jest dla mnie bardzo ważną częścią mojego życia i mojej pracy (właściwie to dużo pracuję, więc to prawie jednoznaczne). Czuję taką misję przy prowadzeniu swojej strony, żeby zachęcać ludzi do działania. Do tego, że właśnie nawet te najmniejsze gesty mają znaczenie.

Co dalej? Jakie są twoje plany, dokąd zmierza życie na kreskę?
Skończyć duży projekt, nad którym teraz siedzę - robimy podręcznik do nauki polskiego, wspaniały! Życiowy! Marzy mi się kolejny album - już zaczęłam nad nim pracować. Pewnie pójdę na jakieś zajęcia, gdzie trochę się ogarnę technicznie i twórczo. Trochę odpocznę. Na rower bym wyszła. Do kina. Może w końcu ugotuję w domu obiad, bo obiecałam wiele miesięcy temu.

@życie na kreskę

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Rysunki: Marta Zabłocka

Tagged:
sztuka
Kultura