ewelina gralak. o internecie, modzie i trudnych decyzjach

​Zaczynała jako blogerka, a dziś jest najbardziej dynamiczną i charyzmatyczną stylistką polskiej branży. Stylizuje w prestiżowych magazynach modowych, pracuje z najgorętszymi młodymi markami, jak Misbhv czy Local Heroes, a jednocześnie nie wstydzi się...

tekst Basia Czyżewska
|
21 Lipiec 2016, 8:10am

Ewelina mówi, że wciąż się uczy, że jej przygoda z modą dopiero się rozkręca. Śledząc jej Instagrama, nie mamy wątpliwości, że to plan podboju galaktyki. Od innych stylistów odróżnia spojrzenie ‒ jej nie chodzi wyłącznie o ładne ciuchy znanych marek, ona czyta modę, używając popkulturowych kodów i bawi się nimi do woli, a wszystko, jak przystało na eksblogerkę, testuje na własnej sylwetce, twarzy i włosach. Jest żywym moodboardem albo modelką w trwającej wiecznie przymiarce.

Szukam słowa, które mogłoby określić ten styl ‒ pewnie powinno zawierać cząstkę neo, gangsta, gabber, miks, chic... Ale to raczej nie styl, ale płynna metamorfoza. Od nastolatki, którą pociągają ubrania-przebrania, po dziewczynę świadomie żonglującą ciuchami-symbolami. W jej lookach znajdziemy fascynację girlsbandami z lat 90., siłę męskich oversize'ów, trochę sportu i perełki ‒ najbardziej aktualne ciuchy, drogowskazy współczesnych trendów: słynną koszulkę DHL od Vetements, buty à la kopytko Maison Margieli…

O swoich początkach mówi:
„Gdy miałam 16 lat, chodziłam po lumpeksach, a wszyscy próbowali mi wmówić, że to powierzchowne, że każda dziewucha tak ma i pewnie niedługo mi przejdzie (śmiech). Ale ja wiedziałam, że to coś głębszego. Nie chodziło o to, żeby mieć nową bluzkę, moda mnie naprawdę pochłaniała. Uwielbiałam siedzieć w sieci i oglądać blogi, zwłaszcza skandynawskie".

Sama też założyła bloga, w ten sposób poznała inne szafiarki nowo tworzącej się blogosfery.
„Wtedy było nas może z 10… Alicepoint, Szafa Sztywniary, Style Digger, Olivia Kijo. Nie organizowano tylu lokalnych fashion weeków, kultura street fashion dopiero się w Polsce kształtowała. W tamtym czasie internet stanowił dla mnie okno na świat i totalną fascynację. Byłam największym dziwakiem w szkole, a w internecie znalazłam kilka osób, które to kumały".

Sieć w pewnym momencie połączyła się z realem. Ewelina znalazła przyjaciół, a wraz z nimi świat mody ‒ pokazy, ludzi, redakcje. W jej głowie pojawiły się marzenia o przyszłości i pracy w branży ‒ był to zupełnie inny plan niż studia muzyczne, które ciągnęła. Aż zadzwonił telefon i wszystko wywrócił do góry nogami, a może raczej uporządkował…
„Któregoś dnia zadzwoniła do mnie Areta Szpura, która widziała moje rozterki. Zapowiedziała, że od poniedziałku zaczynam staż w Elle".
Ewelina nie może opanować śmiechu, po chwili uspokaja się i już zupełnie poważnym tonem kontynuuje:
„To było wariactwo, z jednej strony brzmiało jak spełnienie marzeń, ale z drugiej byłam przerażona. Co ze studiami? Gdzie będę spać w tej Warszawie? Itp. Areta upierała się przy swoim. Mówiła, że to tylko miesiąc i po tym czasie zobaczę, na co mnie stać. Pomyślałam ‒ trudno. I pojechałam".
Z planowanego miesiąca zrobiło się pół roku. Ewelina przyznaje:
„Dziś wiem, że w redakcji nauczyłam się wszystkiego".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Blog oczywiście bardzo mi pomógł. Nigdy nie byłam typem blogerki ‒ superszczupłej dziewczyny, na której wszystko dobrze się prezentuje. Noszę rozmiar spodni 40, więc ubierając się, wiedziałam, co mi wolno, a czego nie. Sama przekonałam się, co dobrze wychodzi na zdjęciach, a co kompletnie się nie sprawdza. Znałam triki cięższej sylwetki, to się okazało megapomocne ‒ wspomina Ewelina, po czym mocno podkreśla: ‒ Ale w gazecie Ina Lekiewicz nauczyła mnie, jak pracować; żeby nie zostawiać czegoś na ostatnią chwilę, że jeśli podejmujesz wyzwanie, masz to zrobić na 1000 proc. Czasem zdarzało mi się nie spać po kilka nocy, chodzić po sklepach przez 12 godzin i szukać odpowiedniej rzeczy".

Praca marzeń, ten niewinny eksperyment, okazała się próbą wytrzymałości.
„Pracując w Warszawie, wciąż studiowałam. Jeździłam do Szczecina pociągiem, do którego wsiada się o 24, a wysiada o 7 rano, po czym szłam prosto do szkoły ‒ to był absolutny cyrk. Po stażu wróciłam, żeby zrobić dyplom, i przeżywałam jeszcze większe rozterki niż wcześniej".

Na szczęście telefon zadzwonił po raz drugi, tym razem Ina zaproponowała Ewelinie pracę ‒ miała opiekować się stronami shoppingowymi.
„Układałam zestawy typu Zwiewna sukienka na 5 sposobów ‒ to było super, bo nauczyło mnie warsztatu. Ale po pewnym czasie poczułam, że chcę więcej, że muszę zacząć naprawdę stylizować. Powiedziałam o tym Inie i dostałam swoją szansę na stylizowanie mody, dostałam sesję okładkową! Byłam bardzo dumna: Stefano Gabbana ‒ bo na okładce znalazła się sukienka Dolce & Gabbana ‒ wrzucił okładkę na swoje prywatne konto na Instagramie!".

Mimo tak spektakularnych sukcesów Ewelina nie pracuje dziś w żadnej redakcji na stałe, nie reprezentuje jej żadna agencja, a portfolio, które pokazuje w sieci, jest zawieszone na stronie z szablonami.
„W zeszłym roku odeszłam z pracy, bo poczułam, że wszystko, co mogłam tam zdziałać, już się dokonało, że chcę robić więcej swoich rzeczy, potrzebuję nowych wyzwań. Zaangażowałam się w sesje dla młodych polskich marek, w które wierzę, np. Sandra Kpodonou, Misbhv czy Local Heroes ‒ zaczęłam życie freelancera".

Ewelina podkreśla, że ma dopiero 25 lat i właśnie teraz jest czas na odważne eksperymenty.
„Dopóki nie mam kredytu i zobowiązań, mogę zaryzykować. Np. po miesiącu przestoju wziąć udział w dużej sesji wyjazdowej czy zaangażować się w świetny projekt, który zaprowadzi mnie gdzieś dalej".

Do takich właśnie przygód niosących masę nowych doświadczeń należy z pewnością praca przy ostatnim męskim pokazie Givenchy.
„To śmieszne, bo wszyscy w Warszawie się dziwili. Przez trzy lata byłam panią z luksusowego magazynu, a teraz jadę asystować. Tylko że dla mnie kontakt z Katy England ‒ stylistką, która robiła pokazy Alexandra McQueena, a teraz stylizuje dla Givenchy ‒ to prawdziwe doświadczenie".

Dopiero w tym momencie zauważam bransoletkę z napisem „Givenchy all access", którą Ewelina wciąż nosi na ręce jak talizman. Pytam o najważniejsze rzeczy, których się wtedy nauczyła.
„Byłam w szoku, że prawdziwe gwiazdy, jak Katy czy Riccardo Tisci, stanowią część zespołu. Czułam, że bez względu na stanowisko, które ktoś zajmuje, wszyscy gramy do tej samej bramki ‒ byliśmy teamem, wielką włoską rodziną. Ludzie na wysokich stanowiskach pomagali mi pakować kartony z butami. To mi naprawdę zaimponowało".

Pokora i cierpliwość, które przewijają się w całej naszej historii, są ujmujące. Jak się okazuje, ta wyluzowana, kolorowa dziewczyna z Instagrama każdy swój sukces sumiennie wypracowuje. W jej bogatych, pozornie chaotycznych stylingach żaden ciuch nie jest przypadkowy ‒ podobnie jak w jej karierze żadne doświadczenie nie ląduje w koszu.
Zapytana o przyszłość Ewelina mówi, że nie ma konkretnego planu:
„W tym momencie najważniejsza jest dla mnie możliwość kreowania ‒ mam zamiar jeździć, uczyć się, poznawać ludzi. Liczę, że Givenchy odezwie się do mnie po raz kolejny, bo robiłam już z nimi cztery projekty. Moja modowa przygoda trwa".

Przeczytaj też:
Areta Szpura o lokalnym heroiżmie
Riccardo Tisci. Pokolenie inspiracji
7 młodych polskich marek, które powinieneś znać

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Instagram/ewelinagralak