keczup, krew, wojna i mali chłopcy

Martynka Wawrzyniak, amerykańska artystka polskiego pochodzenia daje się rozstrzelać małym chłopcom. Pistolety są plastikowe, krew z keczupu – reszta to prawda.

tekst i-D Staff
|
26 Czerwiec 2015, 4:00pm

Martynka w swojej pracy „Ketchup" opowiada o męskiej brutalności, wojnie i sensualności przemocy. Pierwszy raz pokazała ją w Nowym Jorku, teraz odtwarza ją podczas wrocławskiego festiwalu Survival, który wpuszcza artystów do nieprzyjaznych przestrzeni - tegoroczna odsłona odbywa się w opuszczonych koszarach Policji. Rozmawiałem z Martynką o „Ketchupie" i polskim keczupie.

Dlaczego zdecydowałaś się wykorzystać keczup w swoim performansie?
Pomyślałam o tym w 2009 r., kiedy siedziałam w parku i obserwowałam bawiące się dzieci. Keczup jest, moim zdaniem, symbolem amerykańskich dzieci: amerykańskie dziecko nie zje ani jednego posiłku bez keczupu. A jednocześnie keczup może być metaforą agresji, krwi, wojny. Czerwony kolor kojarzy się z przemocą. Ja sama nigdy nie lubiłam smaku ketchupu.

W pierwszym wykonaniu „Ketchupu" grupa dzieci strzelała do ciebie keczupem z pistoletów na wodę. Jak wyglądało odtworzenie pracy we Wrocławiu?
Pierwszy raz w życiu odtwarzałam performans. Sam proces wyglądał tak samo, jak w Ameryce: najpierw odbywa się akcja nagrana na wideo, gdzie ja stoję przy ścianie, mam oczy zasłonięte opaską, a czwórka chłopców do mnie strzela. Na nagraniu widać tylko mnie, dzieci tylko słychać. Wyświetlamy je na brudnej ścianie, w miejscu w którym stałam - tak jakbym tam cały czas była. Wszystko jest wciąż oblane keczupem, śmierdzące, sensualne, to doświadczenie 3D. W Polsce chłopców było trzech, to jedyna różnica - chociaż antropologicznie stwierdziłam, że polskie dzieci są inne od amerykańskich rówieśników.

W jaki sposób?
Dziesięcioletni chłopcy w Nowym Jorku byli brutalni, od razu strzelali prosto w moją głowę, do moich ust, wrzeszczeli jakby grali w wojenne gry komputerowe. Tutaj jest dystans, dzieci zwracały się do mnie „proszę pani" i strzelały nieśmiało w neutralne miejsce: mój brzuch, unikając biustu i głowy. To pokazuje różnicę w szacunku do dorosłych i do kobiet.

Jak „Ketchup" wpisuje się w przestrzeń byłych koszarów Policji, gdzie odbywa się festiwal?
Zostałam zaproszona przez festiwal, by pokazać wideo z performansu w Nowym Jorku. Wyjaśniłam, że to nie może być tylko wideo, że ta praca wymaga instalacji z doświadczeniem 3D. Budynek jest pełen brutalności i zakazanych aktów, a całe moje przedstawienie opowiada o agresji męskiej płci, podświadomie wyrabianej w bardzo młodym wieku. Bardzo interesowało mnie, żeby wszystko odbywało się w jednym z obskurnych policyjnych pokojów - przez okno widać stamtąd miejsce, gdzie rozstrzeliwano więźniów, jeszcze za czasów Gestapo i za Komuny.

To zmieniło kontekst pracy?
Po raz pierwszy pokazywałam „Ketchup" w sterylnej galeryjnej przestrzeni typu white cube. A mnie interesuje pokazywanie pracy tak, by była zrozumiała dla społeczeństwa. Ciężka historia budynku bardzo pracuje do tej pracy. Swoją drogą, polski keczup jest zupełnie inny, niż amerykański - ten w Polsce smakuje i pachnie jak prawdziwe pomidory, o wiele mocniej szczypie w skórę.

To przecież amerykański jest najlepszy na świecie - tak śpiewał zespół T.Love w latach 90.!
On jest taki chemiczny, miałam po nim zapalenie spojówek i nie mogłam go zmyć przez tydzień z włosów! Polski był jak peeling z kwasu pomidorowego - byłam cała czerwona i wszystko mnie szczypało.

Widziałaś już resztę wystawy? Co zwróciło twoją uwagę?Muszę zobaczyć ją porządnie - na razie widziałam dopiero powstające instalacje. Podobała mi się praca ustawiona obok mojej: dziewczyna zebrała chwasty z różnych zakątków Wrocławia i zrobiła z nimi piękną donicę. 

Kredyty


Tekst: Maciek Piasecki

Tagged:
sztuka
Kultura
Martynka Wawrzyniak