le petit trou, czyli najromantyczniejsza z perwersji

Tworząc markę, można opowiadać historię… W roli bohaterów obsadzać ubrania, nadając im imiona francuskich dziewczyn, fabułę rozwijać wysmakowanymi sesjami we wnętrzach, do tego dodać dobry, przewrotny tytuł, czyli nazwę firmy... I mamy to: brand, który...

tekst i-D Staff
|
17 Luty 2015, 11:35am

zdjęcia: Bartek Wieczorek / LAF am

Zanim Zuza Kuczyńska założyła swoją markę bielizny Le Petit Trou, przez sześć lat pracowała jako stylistka w najważniejszych polskich magazynach dla kobiet. Dziś pełna rezerwy zaznacza, że słowo „moda" jest często nadużywane:

- Nie znoszę, gdy coś jest sztuczne i pretensjonalne. Moda interesuje mnie tylko w kontekście prawdy, inspiracji, autentycznego zastosowania i estetyki.

Młodzi projektanci, studenci, fashioniści, zapamiętajcie te słowa, to złota maksyma, której stosowanie pozwoli wam nawet najbardziej osobiste i wykręcone projekty dobrze osadzić na komercyjnym rynku. Bo projekty La Petit Trou powstały z potrzeby zmaterializowania luźnych pomysłów i romantycznych inspiracji - na początku dla zabawy, za chwilę na bardzo poważnie. Dziś, rok od założenia marki, Zuza płynie z prądem, dynamicznie rozwija markę, realizuje kolaborację, np. z Anią Kuczyńską (Lava jesień/zima 14), i cały czas wymyśla nowe elementy swojego świata (za chwilę pojawią się świece zapachowe). W słoneczne zimowe popołudnie spotykamy się, by porozmawiać o tym, co działa na Zuzę, jak spędza czas i co to znaczy, że coś jest Le Petit Trou.

Zuza Kuczyńska, założycielka marki

Czy pamiętasz jak się zaczęło?
Moi obydwoje dziadkowie mieli świetny styl. Dziadek był historykiem sztuki i heraldykiem, zawsze chodził elegancko ubrany w lekko francuskim stylu. Dopasowane marynarki, koszule, grube sztruksowe spodnie i ciężkie buty oxfordy. Był typem marzyciela i artysty, który zabierał mnie, jako dziewczynkę, na wystawy - nawet te bardzo nowoczesne - i uwrażliwiał. Babcia przypominała charakterem aktywną bizneswoman, zawsze w akcji. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych. Inspirowała mnie do działania. Ostatnio kupiła nawet komputer i poszła na kurs. Myślę, że oni jako duet bardzo mocno na mnie wpłynęli. Z jednej strony estetyka i sztuka, z drugiej - chęć działania.

Czy sygnecik, który nosisz na palcu, to też ich zasługa? [Zuza ma na palcu sygnet z herbem Ślepowron].
Tak (śmiech), to rodzinny zwyczaj. Przez długi czas wstydziłam się go zakładać, bałam się, że będę źle odebrana. Ale to nie jest żadna poza. Zresztą nie noszę żadnej biżuterii poza pierścionkami.

Myśląc o La Petit Trou, mam w głowie jeden przymiotnik: „francuskie".
Tak, bo uwielbiam wszystko, co francuskie - kulturę, estetykę… A w Warszawie Saską Kępę (śmiech). To miejsce, w którym zawsze chciałam mieszkać - i udało się! Najbardziej lubię uliczki pomiędzy Saską a Francuską. Życie toczy się tu jak w małym miasteczku, na ulicy wymieniamy uśmiechy, bo znamy się z widzenia. Moim ulubionym momentem jest wiosenna wyprzedaż garażowa. Wtedy otwieramy swoje mieszkania, krążymy od drzwi do drzwi, wypatrując ciekawych rzeczy, a przy okazji poznajemy się. W zeszłym roku mój chłopak Wojtek zhandlował wszystko w ciągu dwóch godzin...

Jakie filmy oglądasz?
Lubię różne filmy - od Grand Budapest Hotel Wesa Andersona po Ukryte pragnienia, do których często wracam, są jak najlepsze wakacje ever. Wiem, że to oldskul, ale zawsze wracam do tych scen, gdy jest zimno i źle. Poza tym mam pewną przypadłość: w ogóle nie interesują mnie zakończenia filmów, właściwie mogłabym ich nie oglądać. Uważam, że większość jest zła. Dla mnie film mógłby się urywać, a nie kończyć. Wolę historię, a puentę lubię dopowiedzieć sobie sama.

Czyli jak według ciebie powinny się skończyć Ukryte pragnienia?
To jest właśnie dobry przykład. W zakończeniu otwiera się nowa opowieść.

Jaka muzyka jest dla ciebie ważna?
Lubię muzykę, ale kompletnie się na niej nie znam, podobnie jak na komputerach... Dlatego przyjaciółki podsuwają mi kawałki, w których się zakochuję, np. Party Girl Chinawoman. Jestem przeciwieństwem osoby, która usiądzie do Youtube'a i będzie puszczała swoją playlistę… Za to mam swoją stałą składankę, np. w samochodzie puszczam Skinny Love Bona Ivera.

Obserwujesz kogoś szczególnie na Instagramie?
Często zaglądam na @LeandraMedine, inspiruje mnie @YasminSewell. Uwielbiam Instagram, całą wizualną stronę internetu.

Co byś robiła, gdybyś nie zajmowała się modą?
Chyba poszłabym we wnętrza. Uwielbiam budować nastroje, szukać na Allegro rzeczy z lat 70. i przełamywać style. Bo nie lubię, gdy coś jest zbyt harmonijne, za bardzo do siebie pasuje. Wtedy robi się nudne i oczywiste. U mnie w domu nigdy nie będzie dwóch tych samych krzeseł, a w szafie nie zawiśnie nic do kompletu. Ale żeby nadać temu chaosowi pewien ład, stosuję zasadę trzech kolorów, która polega na tym, że niezależnie, ile masz wzorów i faktur, całość musi zamykać się w obrębie trzech wyraźnych tonacji kolorystycznych.

Kredyty


Zdjęcia Bartka Wieczorka (LAF am) pochodzą z najnowszej kampanii Le Petit Trou.

Tagged:
Μόδα
le petit trou
zuza kuczyńska