i just call to say i love you. na skypie z arkadiusem

Arkadius żyje i ma się świetnie! Rozmawiał z nami przez Skype’a, siedząc na brazylijskiej plaży... Mówi, że WRACA!

|
09 grudnia 2014, 2:00pm

Backstage pokazu kolekcji Virgin Mary Wears The Trousers, sezon wiosna/lato 2002

Dawno temu, gdy nikt nie oblewał farbą witryn butików na ul. Mokotowskiej, a na placu Zbawiciela nawet nie śniła nam się tęcza, kontrowersje budził Arkadius - polski projektant po Central Saint Martins, który szturmem zdobywał świat. Najpiękniejsze w jego karierze było to, że w tym samym czasie, gdy jego ubrania nosiły Björk, Janet Jackson czy Christina Aguilera, Arkadius bez kompleksów otworzył sklep w Warszawie i na każdym kroku podkreślał swoje polskie korzenie. Dziś, po ponad 10 latach, mówi, że chce to powtórzyć, ale w zupełnie inny sposób.

Kochaliśmy go za sukces - jego pokazy recenzowały najważniejsze tytuły. Był naszym ambasadorem, bo jego moda wyrastała z polskich doświadczeń - wystarczy przywołać ludowe koronki z kolekcji Paulina, Maryjki w Virgin Mary czy spektakularną kobietę z gołębiami pokoju utkaną z gęsich piór. Aż nagle u szczytu sławy rozpłynął się w powietrzu. Sklep u zbiegu ulic Pięknej i Mokotowskiej opustoszał, kilka tygodni później urządzono w nim komisję wyborczą. W awangardowych przymierzalniach-tubach można było zaznaczyć swojego kandydata do Parlamentu Europejskiego… Ta sytuacja wyglądała jak artystyczny performance zza grobu. Ale Arkadius żyje i ma się świetnie! Rozmawiał z nami przez Skype'a, siedząc na brazylijskiej plaży...

Jak można przez lata piąć się konsekwentnie na sam szczyt, a później nagle zrezygnować?
Tak naprawdę nigdy nie przestałem robić kreatywnych rzeczy, które mnie interesowały, tylko w pewnym momencie poczułem się zmęczony presją i potrzebowałem odpoczynku od tego wszystkiego. To było w 2005 roku. Zrozumiałem, że odnosząc sukces, stajesz się niewolnikiem, wpadasz w jakąś strukturę i musisz utrzymać się na topie, przestajesz mieć własne życie, a co gorsza - nie masz nawet czasu być kreatywnym, być sobą. Nie chciałem tego.

Londyn to miasto walki [po ukończeniu Central Saint Martins Arkadius mieszkał nadal w Londynie, gdzie dynamicznie rozwijała się jego kariera, choć często pojawiał się też w Warszawie - red.]. Oferuje dużo, ale jest również bardzo drogi, nie można pofolgować sobie i powiedzieć: „Przez pół roku nic nie robię", no - chyba że jest się dzieckiem Paula McCartneya, wtedy pewnie byłoby można...

Arkadius w swojej pracowni w Londynie, 1999

W ubiegłych latach pękło kilka baniek mydlanych.
Świat poznał historię Lee McQueena [Alexander Lee McQueen - red.], Isabelli Blow, Johna Galliano… To straszne. Przecież oni byli moimi bogami. Poczułem, że dokonałem słusznego wyboru. Udało mi się wyskoczyć z pędzącego pociągu w odpowiednim momencie.

Karolina Kurkova mierzy ubrania z kolekcji The Queen of Sheba, sezon jesień/zima 2000

Co robiłeś w tym czasie?
Podróżowałem, szukałem nowego miejsca. Pragnąłem mieć swoje życie, robić kreatywne rzeczy, ale nie chciałem „istnieć". Nie miałem takiej potrzeby. Dla mnie najważniejsze jest wyzwanie i proces twórczy. Stworzyłem ok. 20 tysięcy prac. Są to zdjęcia, teksty, instalacje, obrazy... Powoli pokazuję niektóre z nich w sieci.

Gdzie teraz jesteś? Jak wygląda twój dzień?
Oceany... Mieszkam w tropikalnej części Brazylii, w Salvador da Bahia. Mój dom stoi 40 metrów do plaży, żyję blisko natury. Wstaję o 6 rano ze słońcem, jem śniadanie, głównie owoce, piję wodę z cytryną i oczyszczającą organizm herbatę z kory drzewa lapacho. Ok. 8.30 siadam do komputera i przez godzinę, półtorej sprawdzam, co się dzieje na świecie. Później wychodzę, spotykam się z ludźmi, mam tu wielu dobrych przyjaciół. Żeby opłacić rachunki, urządzam wnętrza. Pracuję ok. trzech godzin dziennie, a poza tym robię swoje projekty. Obecnie zajmuję się galerią. To kameralna przestrzeń, ma 45 mkw. Chcę wypromować młodych artystów, którzy nie są jeszcze akceptowani przez tradycyjnych kuratorów sztuki, bo wydają się za młodzi albo zbyt awangardowi.

V&A Fashion Motion

Opowiedz o swoim nowym projekcie modowym?
Będzie to marka o nazwie P-iFashion (Politically Incorrect Fashion), której jestem dyrektorem artystycznym. Chcę, żeby była bardzo niemainstreamowa - dla ludzi myślących nietuzinkowo, ceniących indywidualizm, dla publiczności czytającej raczej i-D niż „Vogue'a". Ta moda ma być 100-procentowym przeciwieństwem tzw. high fashion typu LV, Versace, Gucci czy Chanel - czyli polegać bardziej na kreatywności niż na snobizmie.

Co pokażesz?
Będą to rzeczy o wiele bardziej do noszenia niż poprzednia twórczość Arkadiusa, ale - jak sugeruje sama nazwa marki - z mocnym podtekstem komentującym naszą rzeczywistość.

Backstage pokazu kolekcji Paulina, sezon wiosna/lato 2001

Czy planujesz jakiś pokaz? Udział w fashion weeku?
Na pewno nie w pierwszym roku, gdyż chcę, aby tym razem produkt mógł sam się obronić - bez dodatkowego halo wokół imienia Arkadius, jak to było poprzednio. Jeśli zorganizuję pokaz, to na pewno bardzo nietuzinkowy, coś nowego, coś, czego jeszcze nikt do tej pory nie zrobił.

Kiedy ruszacie?
Zaczynamy już w połowie stycznia 2015 r. W pierwszym roku sprzedaż będzie prowadzona wyłącznie przez nasz butik online, a w przyszłości w kilku wyselekcjonowanych concept store'ach.

Backstage pokazu kolekcji Paulina, sezon wiosna/lato 2001

Jak wykorzystasz doświadczenie sprzed ponad 10 lat, co zmienisz?
Według mnie świat mody jest bardzo okrutny, wręcz nieludzki. 10 lat przerwy pozwoliło mi nabrać dystansu do tego światka i traktować go z ogromnym przymrużeniem oka. Nie mam zamiaru brać udziału w wyścigu szczurów - nie wracam do projektowania po to, by zrezygnować z mojego dotychczasowego życia. Nie planujemy mieć dwóch sezonów jak odbywa się to w biznesie mody, czyli wiosna/lato oraz jesień/zima - w ten sposób będę mógł się bardziej skoncentrować zarówno nad jakością, jak i oryginalnością kolekcji. Mam nadzieję, że właśnie dzięki temu będę bardziej kreatywny. Chcę, by moje produkty były unikatowe, wręcz kolekcjonerskie, gdyż zamierzam produkować je w limitowanych ilościach.

Zamknij oczy i powiedz, gdzie będziesz za następne 10 lat.
Mam nadzieję, że w tym samym miejscu, gdzie mieszkam teraz, ale w ramionach mojego ukochanego! ;-)

Arkadius

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: archiwum Arkadiusa