do trzech razy sztuka, jakub pieczarkowski

Lubimy rozmawiać z projektantami o inspiracjach, to najprostsza metoda, żeby prześledzić wędrówkę ich myśli, poznać zainteresowania i domyślić się, jakimi są ludźmi. Jeszcze bardziej lubimy rozmawiać z kimś, kto potrafi o swoim projektowaniu mówić bez...

tekst Basia Czyżewska
|
09 Wrzesień 2014, 8:50am

Jakub Pieczarkowski, fot. Karol Grygoruk

Jakub mieszka na łódzkich Bałutach i czuje się tam dobrze, bo jak mówi:
- Gdy wyjdziesz na ulicę z nieumytą głową, zawsze znajdzie się ktoś z tłustszymi włosami i dzięki temu poczujesz się wolny.
Może projektować najbardziej niekomercyjne kolekcje, bo przez dwa miesiące w roku zmienia się w kostiumografa programu „997". Zarabia na życie, ubierając telewizyjnych morderców i złodziei, a kiedy zaciekawiona pytam, jaki jest dress code przestępcy, Jakub mówi, że stara się bazować na oryginalnych ubraniach aktorów i statystów, bo znacznie ważniejsze od ciuchów są rysy twarzy. Chwilę później przyzna, że sam nie nosi swoich projektów, boi się, że je uszkodzi.
Kilka lat temu poznał Olę, specjalistkę od sitodruku. Zaczęli razem eksperymentować z technikami drukarskimi. Tak powstał duet Odio i Jakub Pieczarkowski, który od dwóch sezonów budzi spore kontrowersje i łamie schematy polskiej mody.

Na początku nie było kierunku ani planu, tylko działanie. Dopiero gdy okazało się, że testowe projekty tworzą już cały stos ubrań, pojawił się pomysł, żeby zbudować kolekcję na Fashion Week w Łodzi. Tak powstała koncepcja tryptyku:
- Wymyśliliśmy, że stworzymy razem trzy kolekcje, które będą z siebie wynikać. Każda następna będzie bardziej skomplikowana, pełniejsza i bogatsza w detale. Taki nasz eksperyment, żeby zbadać, jak daleko możemy się posunąć jako projektanci i co z tego wyniknie - opowiada Jakub.

Pierwsza kolekcja na sezon wiosna/lato 14, którą pokazali w Łodzi, była prosta formalnie. Bawełniane, surowo wykończone T-shirty, bluzy, legginsy. Gama kolorów ograniczona do bieli i czerni, ale wszystko zdominowane przez nadruki. Metaliczne gorejące serca, gołębice, motyw łuski i tajemnicze sentencje...
- Chcieliśmy przede wszystkim, żeby nadruki były po prostu ładną grafiką, większość z nich to wzory tatuaży więziennych. Ta kolekcja była naszym wspólnym debiutem, dopiero w następnej zaczęło się drążenie.

Druga część tryptyku zaprezentowana w maju br. zaskoczyła wszystkich kolorami. Materiały zszyte w patchwork zostały pokryte farbą, uprane, przykryte następną warstwą o innym kolorze, zaprasowane i pocięte:
- To był długi, niekontrolowany proces, którego nie da się odtworzyć. Działaliśmy spontanicznie, komponując każdy kawałek materiału osobno, dopóki nie uznaliśmy, że jest okej. Nie wiem, jak długo coś było farbowane albo prane, to się po prostu działo. Wszystko, co widać na materiale, jest zapisem ślepych poszukiwań.
Tkaniny, na których pracowali, to miękkie bawełny i puchate, poliestrowe kocyki. Każdy dotyk wywołuje lawinę wspomnień z wczesnego dzieciństwa, ale żaden z tych materiałów nie nadaje się do techniki sitodruku.
- Gdyby Ola nie siedziała w technikach drukarskich tak głęboko, nigdy nie udałoby nam się zrobić tego, co zamierzaliśmy, bo żaden zakład nie podjął się zadania. Wszystko musieliśmy wykonać sami. Poza tym weszliśmy głęboko w printy. Jeśli ktoś zacznie je szczegółowo analizować, znajdzie drugie dno. Umieściliśmy tam własne kody. Np. modlitwę o uwolnienie. Bo właśnie tego najbardziej wtedy potrzebowaliśmy: żeby ktoś wreszcie uwolnił nasze głowy. Chcieliśmy przestać w końcu myśleć, jak coś zrobić, marzyliśmy, żeby to zaczęło dziać się samo.

Poszukiwania, wspomnienia i podróż to motywy, które pojawiły się też w choreografii ostatniego pokazu. Pomysł znów wydawał się karkołomny ?' wszyscy modele byli obecni na wybiegu, pozostawali w nieustającym ruchu, poruszali się jakby w zapętleniu. Co pewien czas jedna osoba odłączała się z korowodu, by przejść wzdłuż publiczności i wrócić z powrotem na swoje miejsce w pętli.
- Naprawdę bałem się, że po dwóch próbach, jakie mieliśmy, to się nie uda. Myślałem, że tym razem przegięliśmy, ale ?' o dziwo! ?' wyszło całkiem dobrze. Może po fali katastrof, jakie przydarzyły się tuż przed pokazem, karma postanowiła się odwrócić. Sam nie wiem, jak to się stało ?' wspomina projektant.
A katastrofy, o których opowiada Kuba, przypominały spisek wszechświata. Najpierw Ola złamała nogę, a na tydzień przed pokazem cały kwartał miasta, w którym znajdują się mieszkanie Oli, pracownia i dom niani córeczki Oli, został odcięty od prądu. Na skutek awarii stanęły windy, pompy wodne, zgasło światło i nastała cisza. Przez kilka dni mieszkanie na 10. piętrze, z całą kolekcją liczącą 35 sylwetek, było niezdobytą postapokaliptyczną twierdzą. Dopiero skrzyknięta grupa przyjaciół zdołała opanować sytuację. Przez 3 godziny znosili wszystko po schodach. Pokaz się odbył, a kolekcja o podróży zapisała się w pamięci bliskich duetu Odio-Pieczarkowski, jako kolekcja o uporze i determinacji.

Trzecia część cyklu zaczyna właśnie nabierać kształtów, zostanie pokazana w Łodzi na Fashion Philosophy pod koniec października. Jakub zapewnia, że zgodnie z planem jest ona barokową transformacją projektów sprzed półtora roku:
- Użyliśmy skór, jedwabi, ekskluzywnych, delikatnych wełen. Ale prawdziwą grę stanowią napisy. To nawiązanie do powszechnego trendu, że każdy T-shirt powinien mieć hasło. My zrobiliśmy to samo, ale wykorzystaliśmy słowa, których używamy w naszym wewnętrznym gronie. Każda rodzina, czy paczka znajomych porozumiewa się przecież własnym językiem. Zresztą podczas pracy nad tą kolekcją okazało się, że z Olą rozumiemy się już bez słów, to najpiękniejsze, co przydarzyło mi się w życiu. Może dlatego zmieniło się początkowe założenie. Wydawało nam się, że robimy opowieść o popadaniu w szaleństwo, tymczasem okazało się, że na pierwszy plan wychodzi rodzina i to, jak ludzie na siebie wpływają.

Pokaz duetu Odio i Jakub Pieczarkowski odbędzie się 24 października o godz. 19 w trakcie łódzkiego Fashion Philosophy.

Obejrzyj galerię zdjęć.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Karol Grygoruk / Shoot me
Połącz się ze światem i-D. Polub nas na Facebooku, śledź na Twitterze i Instagramie.

Tagged:
Karol Grygoruk
moda wywiady
kakub pieczarkowski
odio pieczarkowski