najlepsze ziny

Wybiera ekipa Drukuj Zinfestu

tekst Stasia Wąs
|
27 Czerwiec 2016, 3:40pm

Ziny, czyli bardzo osobiste wydawnictwa, które mogą dotyczyć wszystkiego i powstać przy użyciu minimalnych środków miały w zeszły weekend swoje święto — Drukuj Zin Fest. Do warszawskiej galerii Czułość przybyli pasjonaci i wydawcy. Korzystając z okazji, spytaliśmy ekipę organizatorów o ich ulubione ziny, które chcieliby nam polecić.

Grześ

Opisz zin, który wybrałeś.
Wybrałem zin „Murder can be fun" z zinowej stajni John'a Marr'a. Jest to publikacja wydana w 1989 roku w San Fransisco.
Bez obaw, nie jest instrukcją dla seryjnych morderców, choć Marr poświęcił pisaniu o śmierci, zniszczeniu i ironii losu ludzkości sporą część życia. Ten numer MCBF dotyczy tylko katastrof wywołanych przez człowieka i opisuje dokładnie kilka wydarzeń, o których w źródłach historycznych znajdziemy tylko wzmianki. Jest np. opis najpotężniejszej eksplozji w historii (przed próbami bomb atomowych), która zmiotła cały port załadunkowy dla wojsk wysyłanych na front na Pacyfiku, a fragmenty wielkich statków rozrzuciła w promieniu kilku kilometrów. Ta historia jest tak świetnie opisana, że czytałem ją ponad 20 razy.

Jaki jest przepis na dobry zin?
To pytanie samo mogłoby zostać tematem zina. Są ziny o autostopie, sztuce, miesiączce… Wszystko zależy od tego, jak autor złoży je w całość, zanim trafi w twoje ręce.
Każdy dobry zin powinien mieć swoją niepowtarzalną estetykę i klimat, który wyróżni go od innych. Nie widziałem jeszcze „złego" zina, widziałem tylko takie, których treść mnie nie interesowała.

Kiedy zakochałeś się w zinach?
Myślę, że był to okres gimnazjum i liceum. Grałem wtedy w kapeli Hcpunk i odkąd pamiętam, kserowane ziny i różne inne biuletyny przewijały się po koncertach i naszej salce.
Tak, żeby poczuć moc zinów i zakochać się w samym zjawisku to już na studiach, a dokładnie na londyńskim zin feście. Nigdy nie widziałem tyle zinów i ludzi związanych z tym zjawiskiem i selfpublishingiem…

Jak myślisz, dlaczego w dobie internetu i magazynów zmieniających się w portale ziny są wciąż tak pociągające?
Ponieważ są autentyczne i jeśli zin jest dobry, będzie tak samo dobry za kolejnych 20 lat. Strony internetowe mogą wygasnąć, artykuły i portale zniknąć. Zin możesz zawsze skserować i nagle masz już dwa. Poza tym kocham papier, kocham czytać fajnie wydawnictwa. Kto nie woli tego od klikania?

Jak myślisz, jak będą wyglądały ziny za 10 lat?
Myślę, że nadal będziemy czytać papierowe ziny, choć obserwując to zjawisko widzę pewną tendencję — coraz więcej przeczytamy na tablecie i to również dotyczy zdigitalizowanych zinowych kolekcji i bibliotek, jak np. kolekcja zinów sióstr Wolfe na uniwersytecie Iowa.

Karol


Jaki jest przepis na dobry zin?
Nie istnieje, bo nie wiadomo co to znaczy „dobry zin", nie ma ogólnoświatowej komisji do oceniania zinów jak w przypadku restauracji. Fajne w zinach jest to, że każdy robi to, co lubi i każdy robi dobrze tzn. po swojemu. Na pewno niedobry będzie zin propagujący treści homofobiczne czy rasistowskie.

Opisz zin, który wybrałeś.
Wybrałem zin przyjaciela Michała Loby. Zdolny chłopak. Jego zin opowiada o drukowaniu metodą risodruku. To prosta instrukcja jak obsługiwać się maszyną do risodruku, jaki wybrać papier itd. Nie dość, że ładnie zrobiona to jeszcze praktyczna! Takie, ziny, których można się czegoś ciekawego dowiedzieć, lubię.

Kiedy zakochałeś się w zinach?
Zetknąłem się z nimi poprzez niezależne punkowe koncerty i tak jak zakochałem się w muzyce, z czasem przyszła miłość do zinów.

Jak myślisz, dlaczego w dobie internetu i magazynów zmieniających się w portale ziny są wciąż tak pociągające?
Świetnie sobie radziły w epoce przedinternetowej, świetnie sobie radzą w epoce internetowej i pewnie świetnie sobie poradzą w epoce postinternetowej, bo są robione dla zajawki. Myślę, że magazyny zmieniają się w portale, bo są po prostu kiepskie i to nawet lepiej, bo nie będą się na nie marnowały drzewa.

Jak myślisz, jak będą wyglądały ziny za 10 lat?
Biorąc pod uwagę, że pomysłów na ziny jest nieskończenie wiele, zależy to tylko od kreatywności autora czy autorki. Mam nadzieję, że będą wciąż wydawane przez różne osoby w najróżniejszych formatach i nakładach, oraz że będą - jak teraz i kiedyś - dotyczyły najróżniejszych rzeczy.


Paulina

Jaki jest przepis na dobry zin?
Nie wiem, czy istnieje. Dla mnie najbardziej liczy się pomysł i pretekst, który był bodźcem do stworzenia książeczki. Niektóre ziny mogą być tylko i wyłącznie obrazkowe, a inne z tekstem - w obu przypadkach mogą być to dobre ziny. To naprawdę zależy.

Opisz zin, który wybrałaś.
To zin [ „Jungle Book" — przyp.red], który dostałam od swojego chłopaka. Podoba mi się to, że w zasadzie nic o nim nie wiem i nie muszę. Ma ładne obrazki z tropikalnymi krajobrazami i jest wydrukowany 3 kolorami risografem. Dostałam go w okresie, gdy bardzo marzyłam o podróży i słońcu, a byłam zawalona przyziemnymi obowiązkami.

Kiedy zakochałaś się w zinach?
Chyba wtedy, gdy zaczęłam zajmować się swoim pierwszym zinem RWA - spodobało mi się to, że przy tworzeniu zinów nikt nie trzyma się żadnych zasad, jest zupełna dowolność. Można spotkać się grupką znajomych na piwo, a przy okazji wpaść na pomysł na kolejny numer zina

Jak myślisz, dlaczego w dobie internetu i magazynów zmieniających się w portale ziny są wciąż tak pociągające?
Myślę, że jest trochę osób dalej lubiących papier i zina lub książkę jako obiekt. To tak samo, jak z kasetami, winylami - można posłuchać czegoś w internecie, ale fajnie jest mieć płytę w domu.

Jak myślisz, jak będą wyglądały ziny za 10 lat?
Nie wiem, czy w ogóle będą, dlatego warto je zbierać teraz jak ma się okazję! Ale jeśli będą, to będzie je robiło dokładnie tyle samo osób, co teraz. Tematy też te same, czyli każdy temat jest dobry, to zależy już od twórcy. Może ludzie zaszaleją bardziej z formą, ale ciężko mi jest dzisiaj powiedzieć, co to miałoby być.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Monika

Jaki jest przepis na dobry zin?
Nie ma, albo raczej każdy ma swój przepis i swoją definicję dobrego zina, bo to są zazwyczaj publikacje, które wizualizują mocno subiektywne pomysły. Może po prostu trzeba się kierować intuicją.

Opisz zin, który wybrałaś.
Wybrałam zin „Cucuruzzu", dlatego że jest o podróży, wyspie, formach organicznych, które zmieniają się w abstrakcję, przez to ma w sobie coś ze snu. Dziewczyna z Paryża (graficzka i ilustratorka) wydała go w całości sama — od pomysłu (tekstu, rysunków i zdjęć), przez druk litograficzny do ręcznej introligatorki.

Kiedy się poznałyśmy i okazało się, że robimy podobne rzeczy, od razu złapałyśmy super kontakt. Tożsamość tkwiąca w zinach ma znaczenie. Poza tym bardzo mi się podoba to szlachetne, książkowe wydanie. Dla mnie ziny, publikacje artystyczne czy artbooki mają wiele wspólnego z działaniami artystycznymi przez subiektywizm, wizualność i wyselekcjonowanie konkretnej estetyki. Może to brzmi trochę romantycznie, bo oczywiście są też ziny, które tą bezkompromisową zawartością, chcą przeprowadzić pewną rewolucję (czasem bardziej polityczną, a czasem z poziomu awangardy).

Kiedy zakochałaś się w zinach?
Trudno powiedzieć, jako graficzka od dawna zwracałam uwagę na detale, a książkę uważałam za coś więcej niż treść. Łażąc w różne miejsca — na koncerty i te mniejsze wystawy — przeglądałam distra (undergroundowe wydawnictwa muzyczne), druki i plakaty, a potem okazało się jeszcze, że ziny fajnie robi się z fajnymi ludźmi!

Jak myślisz, dlaczego w dobie internetu i magazynów zmieniających się w portale ziny są wciąż tak pociągające?
Nie wiem, może boimy się, że w końcu wszystko zniknie i dobrze mieć na półce kilka zmaterializowanych publikacji (i jeszcze takich, które są dla nas ważne). A tak na serio to internet jest przecież świetnym medium, które pozwala pokazywać światu nieznane, małonakładowe i lokalne publikacje Przykład: właśnie to się dzieje w tym artykule!

Jak myślisz, jak będą wyglądały ziny za 10 lat?
Wydaje mi się, że ziny często poruszają ultra świeże tematy i motywy (tyczy się to zarówno warstwy wizualnej, jak i tekstowej) więc mam nadzieję, że w przyszłości takie publikacje będą dalej wchodzić w aktualne mikro tematy. Ale to pewnie jeden ze scenariuszy. Kto wie, może za 10 lat będzie moda na estetykę sprzed 10 lat.

Drukuj Zinfest

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Stasia Wąs
Zdjęcia: Mikołaj Maluchnik