miles heizer o krytyce serialu „trzynaście powodów”

Serialowy Alex twierdzi, że show wniósł do życia widzów wiele dobrego i dobiera kolejne równie mocne role, by zmusić ludzi do myślenia i zachęcić do dyskusji.

|
11 Sierpień 2017, 6:39am

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

„Jestem w San Francisco, gdzieś nad wodą. Szczerze mówiąc, nie wiem gdzie dokładnie się znajduję", powiedział mi przez telefon 23-letni Miles Heizer z Kentucky. Złapanie go na rozmowę nie było wcale proste. Można się było tego spodziewać po aktorze, który właśnie zagrał w najpopularniejszym serialu Netflixa tego roku i pracuje nad hollywoodzką produkcją.

Miles jest bardzo dumny ze swojego udziału w „Trzynastu powodach" — kontrowersyjnym serialu, o którym mowa. „Czułem, że będzie świetny, ale gdy go obejrzałem, po prostu mnie zatkało". Praca nad nim przypominała mu „letni obóz", chociaż podejmowane tematy były odległe od nastoletniej sielanki. Serial w szczery, surowy sposób pokazuje kwestię samobójstwa, przez co podzielił internautów, debatujących nad sposobem przedstawiania chorób psychicznych wśród młodzieży. Oczekiwania dotyczące drugiego sezonu są już bardzo wysokie, a ogłoszenie o siedmiu nowych postaciach rozpaliło wyobraźnię fanów. Premiera jest planowana na przyszły rok.

Kolejną rolą Milesa będzie występ w „Simon Vs. The Homo Sapiens Agenda", który opowiada o coming oucie 16-letniego ucznia. Jak widać Miles uważnie dobiera role, które mają wywołać dyskusję wśród widzów. Jak wielu aktorów jego pokolenia, ze swoją misją wykracza poza ekran. W końcu rewolucji nie zobaczycie w telewizji — lecz na platformach streamingowych.

Bluza i kurtka: Enfants Riches Déprimés. Jeansy: Levi's.

Opowiedz nam coś o sobie.
Pochodzę z Lexington w Kentucky. Aktorstwem zainteresowałem się przez miejscowe dziecięce przedstawienia, w których grałem. Jestem pewien, że teraz byłyby raczej upokarzające. Mama była bardzo wyluzowana w kwestii mojej kariery aktorskiej. W końcu przeniosłem się do Los Angeles, zdobyłem menedżera i zacząłem chodzić na przesłuchania. Wystąpiłem w paru serialach kryminalnych, jak my wszyscy.

Typowa historia. Kilka lat pracowałeś przy „Parenthood". Jak to jest, gdy spędza się ten kształtujący cię okres dorastania na planie?
Dziwnie, bo tak naprawdę nie znam niczego innego. W sumie to dość ciekawe, że nie chodziłem do liceum. Odbywałem edukację w domu. Miałem dużo szczęścia. Wiem, że wielu ludzi w tym wieku otaczają negatywne wibracje. Ludzie odkrywają siebie i objawia się to na wiele dziwnych sposobów, gdy są młodzi. Mam szczęście, że dorastałem otoczony dobrymi ludźmi, którzy byli troszkę starsi. To mnie ukształtowało. Czuję, że mogłem być kreatywny, co w publicznych liceach może być hamowane. Robiłem coś, co bardzo lubię, z ludźmi których również lubię. Obsada stała się moją rodziną i jestem z tego doświadczenia bardzo zadowolony.

Skoro nie chodziłeś do liceum to jak pracowało ci się nad „Trzynastoma powodami"?
To zabawne, ostatnio o tym myślałem. Wydawało mi się, że znam [liceum] bardzo dobrze, bo w „Parenthood" grałem licealistę. Nie czułem więc, że coś mnie ominęło, chociaż pewnie tak było. Filmowanie „Trzynastu powodów" przypominało letni obóz. Wszyscy byliśmy razem i pracowaliśmy do późna. Ze wszystkimi dobrze się dogadywałem, byli zabawni i wyjątkowi, więc świetnie się bawiliśmy. Zewsząd słychać potworne opowieści o okropnych ludziach na planie, ale nas to nie spotkało. Zaprzyjaźniłem się z wieloma osobami. Wcześniej nie miałem wiele pracy poza „Parenthood", więc fajnie było zrobić coś z moimi rówieśnikami.

Czy cieszysz się z tego, jak wyszedł pierwszy sezon?
Jestem bardzo zadowolony. To dziwne, ale z taką obszerną obsadą wiele rzeczy kręci się samotnie, a potem znika. Oczywiście czułem, że to będzie świetne już po samym scenariuszu, ale gdy obejrzałem całość, zwaliła mnie z nóg. Bardzo się cieszę, że jestem tego częścią. Reakcja ludzi była niesamowita — podczas pracy na planie się o tym nie myśli, prawie się to traci. Słuchanie ich opinii jest szalone. Ciężko sobie wyobrazić, że na ludzi wpływa to tak, jak na ciebie wpływają inne rzeczy. Super jest usłyszeć, że młodzież tak żywo na to zareagowała.

Kurtka: AG Jeans. Spodnie: Saint Laurent by Anthony Vaccarello.

A co pomyślałeś o krytyce serialu i sposobu, w jaki przedstawił samobójstwa?
Myślę, że to zmusza ludzi do rozmów na ten temat. Chociaż słychać dużo krytyki, ogólna reakcja była powalająco pozytywna. Negatywnym aspektom po prostu poświęca się więcej uwagi. Większość ludzi, którzy ze mną rozmawiało, mówi że albo bardzo im pomógł, albo umożliwił im rozmowę na ten temat z rodziną, chociaż wcześniej nie czuli się z tym komfortowo. Wiele osób z mojej rodziny to dzieciaki, które teraz uczą się w gimnazjum i liceum, ich rodzice pisali mi SMS-y o treści: „Serial jest bardzo mocny, ale to niesamowite, jaką rozmowę dzięki niemu odbyłem z moimi dziećmi". Uważam, że to niesamowite.

Czy to prawda, że pewne szkoły go zakazały?
To szalone. Nie wiem, jak im to powiedzieć, ale słuchajcie: pewnie i tak go oglądają.

To brzmi jak klucz do sukcesu.
Tak, dokładnie jak Harry Potter.

Zakazali u was Harry'ego Pottera? W Wielkiej Brytanii tak nie było.
Bo wy jesteście fajni. A wydaje mi się, że niektóre amerykańskie szkoły miały obiekcje typu: „Nie możesz tego czytać, bo tam są czarownice!"

Oglądałam „Home Movies", gejowski krótki metraż, w którym zagrałeś z inną gwiazdą „Trzynastu powodów", Brandonem Flynnem. Jak tam trafiliście i co was zachęciło do tego projektu?
Ja i Brandon mamy wspólnego przyjaciela – to on robił ten film i poprosił nas o występ. Przekazuje naprawdę istotne przesłanie i myślę, że ma też pewien związek z serialem. To był temat poruszany w „Trzynastu powodach", bardzo istotny – zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak wiele osób czuje się w aktualnym politycznym klimacie. Cieszę się, że mogłem to zrobić i że wyszło naprawdę fajnie. Myślę, że to ważne, by pokazywać ludziom, że wiemy co się dzieje i ich wspieramy.

Jakie inne historie uważasz za warte opowiedzenia na ekranie?
Tak jak powiedziałem, myślę że przez aktualny klimat polityczny ludzie czują się zestresowani i nerwowi, jakby ich miejsce na świecie było zagrożone. Myślę, że zaprezentowanie tego wrażenia jest ważne. Obserwowanie, jak ludzie tego doświadczają, daje wgląd i pozwala pomyśleć nad rozwiązaniami. Jestem pod tym względem strasznie naiwny, ale nie rozumiem na przykład, dlaczego ludzie nie mogą być dla siebie mili. Pokazywanie tych innych rzeczy, przez które się przeszło, jest naprawdę ważne. Jest tak wiele zachowań, których nie rozumiesz, chociaż sam możesz je wykazywać. Na przykład ranienie ludzi... Czy to było strasznie ogólnikowe? Tak, myślę, że było.

Kurtka: Rudy Grazziani. T-shirt: Adidas. Spodnie: Enfants Riches Déprimés.

Więc wybierasz bohaterów na podstawie tego, co przeszedłeś?
Tak, zdecydowanie. To chyba normalne, żeby doświadczać załamań, lęków i rzeczy tego typu. Ja naprawdę się z tym mierzyłem. Przedstawienie tego na ekranie jest na swój sposób oczyszczające. Przynosi dziwną ulgę. Pod tym względem istnieje silne połączenie pomiędzy mną a postacią, którą gram w „Trzynastu powodach"; inni bohaterowie serialu też doświadczają podobnych rzeczy. Wiem, że kiedy bylem młodszy, nawet nie wiedziałem dlaczego się czuję tak, a nie inaczej, co to dokładnie było. Nawet o nikim z tym nie rozmawiałem. Nasz serial rozpoczął dyskusję o tych zagadnieniach, sprawiając, że ludzie czują się bardziej komfortowo, mówiąc o tym.

Jesteś ogromnie popularny w mediach społecznościowych, co – jak się domyślam – jest dosyć świeżą sprawą. Czujesz jakąś odpowiedzialność i obowiązek wobec trzech milionów obserwujących?
Trochę, ale nie nazwałbym tego obowiązkiem. Chodzi tu przynajmniej o zapewnienie pozytywnej przestrzeni dla ludzi; zadbanie, by była bezpieczna. To fajne, że tak się stało i jestem niesamowicie wdzięczny, chociaż nawet nie wiem, co miałbym publikować.

A co z presją, pod jaką się teraz znalazłeś, jeśli chodzi o twoje życie prywatne? Jak sobie z tym radzisz?
To dziwne, ale szczerze mówiąc czuję się od tego trochę odcięty. To niesamowite, że ludzie siedzą i o mnie spekulują, ale nie obchodzi mnie co myślą i mówią.

Czym się zajmujesz, gdy nie grasz w filmach i serialach?
Tworzę muzykę. Chodziłem nawet chwilę do muzycznej szkoły, zanim dostałem rolę w „Trzynastu powodach". W zasadzie tylko to robię w wolnym czasie. Wrzucam je do sieci i nikt ich nie słucha. Dobrze się przy tym bawię i nic nie ryzykuję, bo nikt tego nie słyszy.

Jaki to gatunek muzyki?
Sam nie wiem. Trochę elektroniczny. Gram na gitarze, coś tam śpiewam. Nie jestem najlepszym piosenkarzem. Piszę piosenki, w których śpiewam i gram na gitarze, ale tych raczej nie wrzucam do sieci. Druga połowa to muzyka lekko elektroniczna, niektóre to smutne, hiphopowe bity... Matko, to brzmi strasznie źle.

Na pewno ktoś z twoich trzech milionów obserwujących chciałby tego posłuchać.
Wrzuciłem to na Twittera i ktoś tam posłuchał, ale nie za dużo. Chciałbym grać swoją muzykę na koncertach, w trasie i tak dalej, ale jest coś kojącego w tym, że to nie jest mój zawód. W przyszłości chciałbym się tym zająć. Jeśli mi się uda, podążę tą ścieżką! Będę siedzieć w domu i robić muzykę na komputerze.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Ryan White

Zdjęcia: Daria Kobayashi Ritch

Stylizacja: Henna Koskinen

Stylistka fryzur: Anna Bernabe z Exclusive Artists Management przy pomocy produktów Leonor Greyl Paris i Glossier. Scenografia: Rudy Grazziani.