Zdjęcie: Wikipedia, Petra Collins i materiały prasowe

syndrom oszusta

Badamy fenomen dotyczący zwątpienia w siebie oraz słuszność własnego sukcesu.

|
lis 13 2017, 9:55am

Zdjęcie: Wikipedia, Petra Collins i materiały prasowe

Chociaż Tavi Gevinson odniosła wielki sukces, zakładając Rookie (biblię stylu dla nastolatków) oraz grając w sztukach na Broadwayu, w 2014 roku przyznała, że cierpi na syndrom oszusta. Pisarka i aktorka powiedziała wtedy nawet, że to „jej życiowa zmora". I nie tylko ona tak się czuła. Kobiety, które wiele osiągnęły — od Natalie Portman po Lady Gagę — także zdradziły, że dopadają je podobne myśli — być może wcale nie zasługują na uznanie?

Określenie „syndrom oszusta" można usłyszeć bardzo często, nie tylko wśród celebrytów. Młodzi ludzie używają go, gdy czują się w jakiejś roli niepewni, np. w pracy czy w życiu społecznym. Co oznacza naprawdę i dlaczego nagle wszyscy na to cierpią?

Termin pojawił się po raz pierwszy w 1978 roku, kiedy dwie psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes opisały zjawisko. Po przebadaniu grupy kobiet ze środowiska akademickiego okazało się, wiele z nich czuło, jakoby nie zasłużyło na swoje osiągnięcia. Nazwały to „fenomenem oszusta", „wewnętrznym poczuciem intelektualnego oszustwa".

„Z trudem przychodzi im uznanie efektów swojej pracy i cieszenie się nimi", wyjaśniła mi doktor Valerie Young, autorka „The Secret Thoughts of Successful Women". „Umniejszają swoim dokonaniom, mówiąc: 'Po prostu mi się poszczęściło' albo 'Ktoś mi pomógł'. Przez te trudne emocje boją się, że ktoś je zdemaskuje".

Sama nazwa brzmi tajemniczo, ale syndrom oszusta nie jest zaburzeniem psychicznym ani psychologicznym syndromem. To wewnętrzna walka, która zaniża poczucie własnej wartości i jest bardzo powszechna. Szacuje się, że w ciągu życia doświadczy jej 70 procent z nas.

Jak zaznacza portal Jezebel, koncepcja syndromu oszusta ponownie pojawiła się w mediach w 2012 roku, gdy Amy Cuddy, profesor Harvardu i psycholożka społeczna, wygłosiła na ten temat wykład w ramach TED Talk. Opowiedziała także o sposobach radzenia sobie z problemem, opartych o jej badania. Niestety ich wyniki później podważono.

Ten pamiętny wykład obejrzano ponad 44 mln razy — jak widać przemówił do widzów. W kolejnych latach tak wpływowe kobiety, jak Emma Watson i dyrektorka operacyjna Facebooka, Sheryl Sandberg, publicznie przyznały, że też często czują się jak oszustki, ich uczucia podzieliły setki internautów.

„Wielu moich przyjaciół zdradziło, że w swojej przestrzeni czują się, jakby kogoś udawali. Zaczęłam się tak czuć na pierwszym roku na UC Berkeley", wyjaśniła mi Nisa Dang, pisarka, która relacjonowała na Twitterze swoje przeżycia. „Wtedy zaczęłam poznawać ludzi, którzy zwiedzili więcej świata, byli bardziej oczytani i elokwentni ode mnie".

Gdy Clance i Imes zebrały dane, stwierdziły, że syndrom oszusta dotyczy wyłącznie kobiet, ale później Clance doszła do tego, że nie jest to problem wyłącznie jednej płci. Mężczyzn również mogą męczyć uczucia niedowartościowania i nieprzystosowania, ale według doktor Young kobiety częściej przeżywają swoje błędy.

Problem leży w tym, że syndrom oszusta często jest przedstawiany jako wewnętrzna porażka, wada, którą trzeba naprawić samemu. Poradniki typu „Beating the Impostor Syndrome" zbierają rady, jak pokonać te uczucia. A przecież to normalne, że nowe sytuacje i miejsca wywołują pewien lęk i dyskomfort — to nie znaczy, że cierpicie na syndrom oszusta. Nonszalanckie posługiwanie się tym terminem może trywializować problemy, które przyczyniają się do jego występowania.

W wielu przypadkach takie uczucia to wpływ środowiska. Jeśli otaczają cię ludzie, którzy nie wyglądają jak ty, są innej płci, rasy czy grupy wiekowej — z pewnością poczujesz, że nie pasujesz do towarzystwa.

Dang czuła, że brak różnorodności w jej szkole wpłynął na poczucie nieprzystosowania. „Berkeley nie jest zbyt zróżnicowane rasowo. Byłam jedną z niewielu czarnych osób, a na zajęciach ze specjalizacji praktycznie jedyną czarną kobietą", powiedziała. „Taka atmosfera niszczy komfort i poczucie przynależności. Czułam się jak outsiderka".

Dziewczyny powszechnie uważają, że poczucie zwątpienia jest po prostu syndromem oszusta, zamiast dostrzec, że często wywołują je struktury patriarchatu i rasizm.

„Mówimy tym kobietom, że po prostu muszą 'wziąć się w garść', a nie rozumiemy, że gdy to robią, nadal trafiają na opór indywidualnych czynników i instytucji, które wykluczają je z wielu przestrzeni publicznych", wyjaśniła Jenn M. Jackson na swojej stronie Watercooler.

Doktor Young mówi, że ludzie mogą czuć się jak oszuści bez względu na otoczenie. „Jeśli wokół ciebie znajdują się osoby wyglądające jak ty, ale nadal działasz według pokręconych zasad [syndromu] oszusta, nic się nie zmieni", powiedziała. „Polecam tym ludziom zaakceptowanie faktu, że każdy wątpi w siebie. Trzeba pozwolić sobie na margines błędu".

Gevinson szybko udało się pozbyć problemu. Kilka miesięcy po wypowiedzi z początku artykułu 21-latka stwierdziła, że już się tym nie martwi. „Nie cierpię już na syndrom oszusta", powiedziała portalowi Grantland. „Nie będę wpędzać się w kryzys pt. 'Czy mam do tego prawo?'. Wzięłam udział w przesłuchaniu i dostałam [rolę]".

Dojście do takiego etapu komfortu i pewności siebie może zająć trochę czasu i kosztować sporo pracy, ale warto pamiętać, że zwątpienie to coś zupełnie normalnego — szczególnie w dobie mediów społecznościowych, w których uwielbiamy porównywać się do innych.

Jeśli potrzebujecie pomocy, możecie zacząć od rady, jaką Kate Nash dała Gevinson. Powtarzajcie za nią mantrę: „Jestem zajebistą laską z otchłani piekieł i nikt ze mną nie zadziera". Tavi chyba pomogło.

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.