korea ma nową obsesję — szklaną skórę

Podkreśla naturalne piękno, a jest zaprojektowana tak, że wygląda na coś sztucznego.

tekst Hannah Ongley; tłumaczenie Ola Dzikowska
|
paź 19 2017, 10:32am

Still via YouTube

Od dawien dawna, ludzie (zazwyczaj mężczyźni) porównywali makijaż do noszenia maski. W 2015 roku zdjęcie „przed i po" 20-letniej studentki Ashley VanPevenage rozprzestrzeniło się w zawrotnym tempie w internecie i stało się okrutnym, wyśmiewającym makijaż memem. „Powód, dla którego na pierwszą randkę zabieraj laskę na basen" - tak brzmiał tytuł kolażu zrobionego ze zdjęć, które przedstawiały twarz VanPevegne w wersji naturalnej i umalowanej.
Paradoksalnie pierwotną intencją dziewczyny była demonstracja siły, jaka tkwi w makijażu. Skomplikowany make-up był w stanie choć na chwilę ukryć jej trądzik.

Tymczasem takie artystki, jak Petra Collins, zdejmują z siebie maski i kierują estetykę internetu w stronę cudownych niedoskonałości.
Najnowszy, koreański trend urodowy jest gdzieś pomiędzy. Nie chroni jak maska, ale sprawia, że wyglądacie tak, jakbyście zaraz mieli rozprysnąć się na drobne kryształki. „Szklana skóra" mogłaby zostać stworzona przez instagramowy filtr, ale żeby osiągnąć ten spektakularny efekt, potrzebujecie tygodni, a czasami nawet miesięcy porządnej pielęgnacji.
To nowy hit w K-beauty. Instagrmowy #GlassSkin jak na razie ma na swoim koncie ok. 500 zdjęć kosmetyków i selfie (plus jedną fotkę kurczaka). Co to takiego? Czasochłonna metoda pielęgnacji produktami, które pozostawiają naszą skórę bez skazy, świetlistą, delikatną, nawodnioną i wiecznie młodą.

„To znak młodości, której wszyscy Koreańczycy pożądają", powiedziała ostatnio w wywiadzie dla Refinery 29, Alicia Yoon, założycielka koreańskiej strony o urodzie Peach&Lily.
„Jednakże ta kombinacja ultragładkiej tekstury i super przejrzystości może być trudna do osiągnięcia jedynie dzięki kosmetykom". Jak większość koreańskich sposobów na urodę, szklana skóra wymaga troski cery przez całe życie. Yoon nazywa bzdurą rutynę słynnych „10 kroków" na podstawie K-beauty. Nie ma mowy o korektorze czy podkładzie.
„Osiągnięcie tej świeżej tekstury na twarzy jest dwuetapowe", tłumaczy Yoon, „Po pierwsze potrzebujesz peelingu, by wygładzić skórę. Następnie stosujesz nawadniające serum, dzięki któremu osiągasz efekt".

Smaruj grubo, nie spłukuj i powtórz. Następnie nałóż krem z filtrem słonecznym. Niektórzy używają metody „7 kroków" (lub inaczej „7 toników"), która wymaga wyczucia. „Poprzez wielokrotne nakładanie tonika, twoja cera wchłania coraz więcej nawadniających substancji, przez co ostatecznie staje się zdrowsza", instruuje Young-Ji Park, twórca koreańskiej marki Purpletale, która znana jest ze swojej stosunkowo treściwej metody „5 kroków do osiągnięcia uroczej cery". Oczywiście, więcej czynności niekoniecznie oznacza więcej nawilżenia. To nie jest macerowanie indyka. W skórze „ze szkła" chodzi o wrażenie wilgoci, a nie o jej nadmiar.

Trend nie jest oczywiście jedynym urodowym pomysłem na upodobnienie się do porcelanowej laleczki. Instagramowe królowe takie, jak Lil Miguela, czy Koti Rose wywołują gorące dyskusje na temat ich domniemanych zabiegów chirurgicznych i Photoshopa użytego w selfie. Nic dziwnego, wyglądają, jakby były bez skazy. Miguela została nawet ostatnio okrzyknięta przez Washington Post „największą zagadka Instagrama".

„W zachodniej kulturze, ukrywamy strach przed prawdą — szczególnie w mediach społecznościowych, które częściej skupiają się na tworzeniu mitu, niż dokumentowaniu własnego życia", napisała Caitlyn Dewey. „To zdumiewające, jak dużo nowych aplikacji i portali społecznościowych działa zupełnie przeciwnie do założenia, że są wreszcie miejscem, gdzie można naprawdę „być sobą", gdzie poznajemy „prawdziwe życie".
Szklana skóra też nie jest do końca autentyczna, ale prowadzi grę z konwencją. Podkreśla naturalne piękno, a jest zaprojektowana tak, że wygląda na coś sztucznego.

Jak ostatnio zauważyła Scaachi Koul w swoim buzzfeedowskim artykule o zakodowanym języku rasizmu w reklamach dotyczących pielęgnacji skóry, „porcelana" jest już od dawna ideałem piękna w Korei. Ale to nie kolonializm, tylko klasowy snobizm. Klasa pracująca charakteryzowała się opalenizną, ponieważ musiała pracować na zewnątrz w pełnym słońcu. Próba osiągnięcia szklistej skóry, jeśli nie jest zbyt obsesyjna, może być postrzegana jako dość nieszkodliwa forma luksusowego dogadzania sobie. „To właśnie rutyna z K-beauty pomogła mi z moim trądzikiem", napisano w komentarzu. „Moja skóra zmieniła się, to taki mały, miły, codzienna zwyczaj, który pozwala mi dbać o swoje zdrowie".
Jest też dodatkowy plus — „laska" może iść w niej na basen.

Artykuł pierwotnie ukazał się w australijskim wydaniu i-D.