sfera bezpieczeństwa

Nowy projekt Grindra i Matta Lamberta odkrywa historię „kryjówek” osób LGBT+.

tekst Alexandra Bondi de Antoni
|
20 Grudzień 2016, 3:25pm

Sobotni wieczór, willa w okolicy berlińskiego Alexanderplatz. Pomiędzy murami miejskich domów znajduje się miejsce, w którym odbywa się premiera książki Matta Lamberta. „Home" jest wynikiem współpracy fotografa i filmowca z Grindrem. Po kolacji, prapremierze albumu i transmisji na żywo pozostało już tylko szalone afterparty. „Grindr zgłosił się do mnie z propozycją projektu już dość dawno. W końcu nasze rozmowy skończyły się decyzją: zróbmy album. Pierwsze spotkania odbyły się tuż po masakrze w Orlando. Dyskusje na temat ważności klubów dla społeczności LGBT+ coraz bardziej się nasilały. Tak narodził się „Home", z potrzeby zbadania tych bezpiecznych punktów", opowiada Matt.

W „Home" możecie przeczytać opowieści młodych mężczyzn o swoich sferach bezpieczeństwa, które zazwyczaj znajdują w internecie. Przedmowa autorstwa nikogo innego niż Bruce'a LaBruce'a odnosi się do historii tych miejsc, natomiast Studio Yukiko - duet, który stoi za zinami „Flaneur" czy „sofa" - zajęło się oprawą wizualną książki. Matt w 2017 roku zostanie Commission Directorem nowej platformy spod szyldu Grindra. Spotkaliśmy się z nim, żeby porozmawiać o jego projekcie.

Opowiedz o „Home".
Po strzelaninie w klubie Puls w Orlando, nasiliły się dyskusje na temat gejowskich klubów i sfery bezpieczeństwa. Jeśli nigdy nie szliście sami ulicą, nie czuliście się zagrożeni i społeczeństwo nie zabraniało wam wyrażać swoją seksualność, nie zrozumiecie na czym polega sfera bezpieczeństwa. W dużych miastach takich jak Londyn, Berlin, Los Angeles czy Nowy Jork łatwo jest je przeoczyć. Ale w mniejszych miasteczkach zwrócicie uwagę na miejsca, które są dosłownie oazami dla członków społeczności LGBT+. Jedynymi miejscami, gdzie mogą być sobą.

Jak zdecydowałeś się na format albumu?
Zacząłem od zadawania ludziom bardzo prostego pytania: „Jaka jest twoja strefa bezpieczeństwa?" Patrząc na historię homoseksualizmu jasno widać, że kryjówki istnieją od zawsze. Wszyscy, z którymi rozmawiałem mieli 20-parę lat. Dla każdego z nich kryjówka znajdowała się w internecie. W internecie mogli po raz pierwszy w życiu prowadzić intymne rozmowy i być sobą. Właśnie takie luźne konwersacje dwóch ludzi za pośrednictwem internetu dają im poczucie łączności. Bardziej niż o seks chodzi o intymność. Mam nadzieję, że nowy album jest bardziej intymny i osobisty niż moje dotychczasowe prace. Ten projekt był dla mnie czymś kompletnie nowym.

To dlatego książkę zatytułowałeś „Home"? Bo internetowe społeczności są dla nich jak dom?
Na początku chciałem nazwać album „Home is where I lay my head", ten tytuł był jednak za długi. Powiedział mi to przyjaciel, Moonshine. Dom to dla mnie miejsce, w którym czuję się dobrze, miejsce, do którego czuję głębokie przywiązanie. Chodzi o poczucie, że jestem z tym miejscem związany. „Dom" to takie osobiste i relatywne określenie. Możesz czuć się jak w domu, albo nie czuć się jak w domu. Dlatego młodzi członkowie społeczności LGBT+ szuka poczucia bezpieczeństwa w internecie. Czują się mile widziani w cyberprzestrzeni. Chciałem pokazać tą relatywność domu, co to słowo naprawdę oznacza - lub może oznaczać.

W przedmowie piszesz o intymności bez ograniczeń. Czy uważasz, że jest ona wciąż tematem tabu w naszym społeczeństwie?
W świecie gejów widać to szczególnie: granice między znajomymi a partnerami seksualnymi są rozmyte. Po prostu trzymamy się razem i w tym samym czasie uprawiamy seks… Sądzę, że wielu hetero ludzi po prostu nie rozumie takiej eksploracji seksualności - zarówno online jak i offline. Ludzie muszą doczepić wszystkiemu łatkę, natomiast te rozmyte granice nie poddają się próbom zdefiniowania. Nawet nie wiecie ile radości przynosi uwolnienie się od takich konwenansów. Jednak nie wszyscy potrafią to zrozumieć, po prostu takie podejście do życia nie pasuje do konwencjonalnej definicji heteronormatywnego związku. 

Czy prace fotografów, którzy trafili do albumu, mają ze sobą jakiś wspólny mianownik?
Niektóre zdjęcia są wprost magiczne, inne banalne, jeszcze inne nawet nudnawe. Jednak na tym polega życie - dzięki nim album jest szczery i wiarygodny.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Pamiętasz swoją pierwszą rozmowę czy schadzkę z Grindra?
Pierwszej schadzki nie pamiętam, jednak rozmowę owszem. Pamiętam jak myślałem: „To istne szaleństwo, że stworzono taką apkę". Czułem się prawie tak, jakbym robił coś niebezpiecznego - teraz to najnormalniejsza rzecz na świecie.

Jak doszło do tej zmiany podejścia?
Wszystko zależy od tego, gdzie się znajdujesz i jak wygląda twoja rzeczywistość. Świat wirtualny może być przedłużeniem twojego realnego życia, albo wręcz przeciwnie: jego przeciwieństwem. Podczas gdy ja sam widzę w swoim najbliższym otoczeniu odejście od slut-shamingu w stronę sex-positivity, istnieją też nastroje pełne strachu i cenzury - one prowadzą do homofobii i lęku.

@dielamb

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Alexandra Bondi de Antoni
Zdjęcia Matt Lambert 

Tagged:
Matt Lambert
Grindr
zdjęcia
Kultura
randki
alexandra bondi de antoni