Photography Warren Kirk

oazy przeszłości

Przedmieścia — tu czas stanął w miejscu.

tekst Wendy Syfret
|
11 Lipiec 2016, 12:31pm

Photography Warren Kirk

W ostatnich latach zachodnie przedmieścia Melbourne przeszły wielką przemianę kulturową, społeczną i wizualną. Stają się teraz nową siedzibą wyspecjalizowanych barów i miejscówek z modną kawą, a mieszkańcy i obserwatorzy zastanawiają się, czy to zmiana na lepsze, czy wręcz katastrofa. Wśród znajomych tematów gentryfikacji i miejskiej odnowy znajdują się mieszkańcy, którzy obserwują, jak ich świat znika.

Warren Kirk spędził lata, fotografując życie oraz mieszkania w tej społeczności. Teraz wydał z nich fotoksiążkę „Westography: Images of a Vanishing Suburbia" (Zachodografia: Zdjęcia znikających przedmieść). Jego zdjęcia mieszkańców i wnętrz pokazują oazy spokoju w społeczności, w której wrze. Nasycone kolorami i nieprzesłodzoną nostalgią próbują oddać piękno, które drzemie w prozaicznych elementach.

Często, gdy powstają prace dotyczące gentryfikacji i przemian w społeczności, skupiamy się na tym, co się zmieniło. Wydaje się, że ciebie bardziej interesuje to, co pozostało bez zmian.
Uwielbiam stare rzeczy. Gdy byłem nastolatkiem, zacząłem szperać w sklepach charytatywnych i kolekcjonować różne przedmioty. Fotografia jest kolejnym sposobem na odkrywanie tej pasji. Uwielbiam grzebać w starych fabrykach i warsztatach, znajdować artefakty, które nie były używane od lat, stare dekoracje, których już nie widuje się w domach.

Uwielbiam takie wehikuły czasu, to jak przejście przez portal do innej czasoprzestrzeni i podróż do innej ery — nieważne czy tymi wrotami są drzwi do sklepu, czy mieszkania. To małe oazy przeszłości ukryte w teraźniejszości.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Nie wychowałeś się na zachodzie Melbourne, ale spędziłeś tu większość swojego dorosłego życia. Czy gdy wchodzisz do mieszkań i pracowni tych ludzi, czujesz się jak członek tej społeczności, uwieczniający swój świat, czy raczej jak dokumentalista z zewnątrz?
Czuję się, jakbym obserwował wszystko z zewnątrz. Zawsze tak było, nawet zanim zająłem się fotografią. Nie jestem szczególnie towarzyski, jestem typem obserwatora. Ale z drugiej strony czuję się częścią tej społeczności, więc powiedziałbym, że jestem po trochu jednym i drugim. Kamera daje mi możliwość wejścia w miejsca, w których normalnie nie miałbym czego szukać. Spotkałem się z bardzo zróżnicowanymi społecznościami i stylami życia.

Dyskusja na temat zmieniającego się zachodu miasta dotyczy gentryfikacji i rozwoju. Kłócimy się czy to wzbogaca społeczność, czy ją unicestwia. Co ty sądzisz na ten temat, jako mieszkaniec, który poznaje życie różnych ludzi z okolicy?
Jestem typem kolesia, który twierdzi, że szklanka jest do połowy pusta, dlatego uważam to za bardziej negatywny proces. Sądzę, że coś tracimy. Ale oczywiście ma to też swoje zalety, te strony zostają o coś wzbogacone. Weźmy na przykład Seddon: chociaż można uznać, że to dość hipsterskie miejsce z 25 różnymi barami z kawą, to przynajmniej to ożywia okolicę. Jednocześnie czasem zgrzytam zębami, bo nie mogę spokojnie przejechać Victoria Street i znaleźć miejsca parkingowego. Typowe problemy pierwszego świata.

Jak myślisz, jaki wpływ mają te zmiany?
Myślę, że to, co przyciągnęło ludzi w te okolice, nie będzie istnieć za 20 lat. Niestety wszystkie starsze domy zostaną zburzone, gdy starsi mieszkańcy umrą. Moim zdaniem zmiany, które dokonują się w tych miejscach, są tandetne, nieodpowiednie i brzydkie.

To mnie bardzo smuci, podobnie jak te wszystkie wieżowce. Rozumiem, że potrzebujemy bardziej zwartej zabudowy, ale stawiamy chyba najbardziej odrażającą, tanią, paskudną, trywialną architekturę bez polotu. W skrócie: nie pieję peanów na cześć zmiany.

Gdy mówimy o ocalaniu lub opłakiwaniu zmieniających się okolic, skupiamy się na tym, co zostaje stracone w szerszym, kulturowym kontekście. Ciekawie jest jednak spojrzeć na to z bliska, przyjrzeć się konkretnym ludziom, których domy i wspomnienia znikają.
Interesują mnie naprawdę małe, skromne historie, w których życia ludzi z klasy średniej są na swój sposób heroiczne. Po rozmowie z nimi okazuje się, że mają ciekawe historie, których w życiu byście się nie spodziewali po ich wyglądzie, albo przechodząc koło ich domu. Chcę opowiedzieć ich historię przez zdjęcia. Myślę, że to ważne, żeby takie rzeczy nie zniknęły z naszej pamięci. Wiele z nich zostaje zapomnianych na zawsze — to smutne.

Próbuję uchwycić to, co ocalało z przeszłości i trwa w teraźniejszości. Postawiłem sobie wyzwanie: znaleźć piękno w najbardziej prozaicznych, domowych lub przemysłowych miejscach, zmienić je w coś, na co ludzie mogą spojrzeć i dostrzec piękno, którego normalnie by się nie spodziewali lub nie zauważyli.

Album „Westography: Images of a Vanishing Suburbia" ukazał się nakładem Echo Publishing.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcia: Warren Kirk
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska