nikt nie ma takiego oka to dziwaczności jak rineke dijkstre

Od nastolatek na plaży w Kołobrzegu do holenderskich raverów z lat 90.

tekst Alice Newell-Hanson
|
03 Kwiecień 2017, 6:20am

Rineke Dijkstra ma własny sposób na mówienie o swojej karierze, jakby to był po prostu szczęśliwy zbieg okoliczności, jakby podążała według jakiegoś poradnika (który nazywa swoją „intuicją"), dzięki któremu od lat 90. znajduje tematy swoich prac. Kiedyś na przykład próbowała wejść na imprezę w Cream w Liverpoolu, ale kolejka była tak długa, że poprosiła taksówkarza, żeby zabrał ją do jakiegoś innego miejsca według jego uznania. Tym miejscem okazał się być The Buzz Club — dyskoteka pełna nastoletnich dziewczyn, które zainspirowały ją do stworzenia wideoportretów tańczących ludzi rodem z lat 90. na imprezach właśnie tam oraz w Mystery World w nowozelandzkim Zaandam.

Nawet przemiana Dijkstry z komercyjnej fotografki, robiącej zdjęcia do magazynów i raportów firmowych w latach 80., była kwestią przypadku. Opowiadała swoją historię wiele razy — jak gdy podczas fizjoterapii po wypadku na rowerze w 1990 roku, zdecydowała zrobić sobie zdjęcie po przepłynięciu 30 okrążeń, kiedy była „zbyt zmęczona na pozowanie". Po tym, jak zobaczyła swoją naturalną sylwetkę, prosto po wyjściu z wody, zaczęła tworzyć swoją najsłynniejszą serię portretów plażowych. Zdjęcia niemal naturalnych rozmiarów robione były między 1992 a 2002 rokiem w Holandii, Polsce i USA. Przedstawiają dzieci i nastolatków stojących bezradnie lub wyprężających się do obiektywu. To, co z pewnością ich łączy to szczerość.

Marianna The Fairy Doll, 2014 rok

Przez lata intuicja Dijkstry poprowadziła ją ku robieniu zdjęć mamom z dziećmi świeżo po porodzie, torreadorom po walce, bośniackiemu uchodźcy przystosowującemu się do nowego życia przez 23 lata i młodej baletnicy trenującej do przesłuchania. Stara się uchwycić ludzi podczas momentów zmiany, kiedy małe szczeliny w pozorach pozwalają zajrzeć do środka. W marcu Hasselblad Foundation nagrodziło artystkę prestiżową, corocznie rozdawaną nagrodą i wystawi niektóre z jej prac na jesieni. Poniżej rozmawiamy z nią o fotografowaniu zjawiska młodości przez ostatnie 30 lat.

W jaki sposób twój wypadek w 1990 roku wpłynął na portrety plażowe?
Dorastałam w małym mieście trzy kilometry od plaży. Zawsze byłam zafascynowana faktem, że morze za każdym razem miało inny kolor i inaczej padało na nie światło. Po tym jak zrobiłam sobie autoportret po pływaniu, wszystko się zaczęło. Intrygowało mnie znajdowanie naturalnych póz, a moje poprzednie zainteresowania ściągnęły mnie znowu na plażę. Zaczęłam robić portrety ludzi w strojach kąpielowych. Najpierw fotografowałam dużo w Holandii, nie chciałam tylko uchwycić młodych ludzi. Jedno z moich pierwszych zdjęć przedstawiało 13-letnią dziewczynkę. To ten wiek, w którym dziecięcość przeradza się w dorosłość i to było piękne. Potem mój przyjaciel zaprosił mnie na Hilton Head Island w Południowej Karolinie i zabrałam ze sobą aparat. Uświadomiłam sobie, jak amerykańska kultura różni się od tej holenderskiej. Holendrzy są bardzo przyziemni i niezbyt olśniewający. Hilton Head to kurort dla zamożnych rodzin i wszystko tam opierało się na kulcie ciała i elegancji. Myślałam, że wszyscy czytają magazyny modowe i się na nich wzorują.

Po tym wyjeździe zdecydowałam się pojechać do Rosji, ponieważ stanowi ona kontrast dla Stanów Zjednoczonych. Koniec końców pojechałam do Polski i to było jak podróż w czasie. Wszystko było jak z lat 60. i takie, jakie pamiętam z dzieciństwa. Właściwie, to w Polsce uświadomiłam sobie, że co innego stało się z moimi zdjęciami. Nie dawałam ludziom wskazówek dotyczących pozowania i to wcale nie musiało skutkować dobrym zdjęciem. Potrzebowałam innego rodzaju napięcia, czegoś w pozie, w spojrzeniu, co odróżniało by je od innych. Nauczyłam się, że to może kryć się w najdrobniejszych szczegółach.

Zaczęłam robić zdjęcia najróżniejszym rodzajom ludzi, ale dzieci i nastolatki reprezentują jakąś niepewność, ich emocje są bardziej widoczne. Jest w tym jakiegoś rodzaju otwartość. Starsi ludzie mają już ułożone osobowości. Z młodszymi osobami jest bardziej elastycznie, wszystko ma jeszcze potencjał. Ta przestrzeń bycia nie jest jeszcze utrwalona i to jest to co mnie interesuje.

Hilton Head Island, 24 czerwca 1992 roku

Były jakieś wyraźne różnice między młodymi ludźmi z twoich zdjęć, którzy pochodzili ze Stanów Zjednoczonych i z Polski?
Możliwe, że Polacy byli mniej pewni siebie i bardziej nieśmiali. To było w 1992 roku, może trzy lata po upadku muru w Berlinie, więc wciąż panował tam ten komunistyczny klimat. Wciąż nie istniała tam moda. Nie mieli jeszcze MTV.

Jak reagowali młodzi ludzie, których prosiłaś o pozowanie do zdjęcia?
Ponieważ pracuję z aparatem 4x5 cali, wygląda jakby miał 100 lat i ludzie byli trochę zafascynowani. Czasem Polacy bardzo się ekscytowali i dookoła mnie zbierał się tłum ludzi. Pracowa z tak wielkoformatowym aparatem pomogła mi osiągnąć pewien rodzaj koncentracji, ludzie rozumieli, że to nie jest szybka fotka.

Ile wskazówek dajesz swoim modelom?
Zawsze staram się osiągnąć efekt naturalnej pozy i rozmawiam z moim modelem i obserwuje go w tym samym czasie. Próbuję ich uspokajać i sprawiać, że czują się komfortowo. Powinien pojawić się moment, w którym pojawia się brak zahamowań.

Od czasów kiedy zaczęłaś projekt portretów plażowych, nastolatki zaczęły częściej się fotografować ze względu na istnienie aparatów w telefonach. Poczułaś jakąś różnicę w sposobie interakcji między tobą i modelami?
Możliwe, że młodzi ludzie są teraz bardziej pewni siebie i mniej boją się aparatu. Jednak ciężko jest mi powiedzieć, ponieważ sama nie pochodzę z tego pokolenia. Tak, ludzie robią sobie teraz selfie, ale nigdy do końca nie jesteś w stanie kontrolować swojego wizerunku. Może teraz społeczeństwo jest bardziej świadome swojego wyglądu.

Vondelpark, Amsterdam, 10 czerwca 2005 roku

Uwielbiam twoje klipy z tańczącymi klubowiczami. Są one jak kapsuła czasu z lat 90., ale też uchwycają uniwersalne uczucie totalnego zatracenia się w tańcu. Jak to się stało, że zaczęłaś robić wideo?
Robiłam zdjęcia w szkołach na projekt w Liverpoolu. Moja asystentka i ja byłyśmy koło 30. i bardzo lubiłyśmy imprezować. Usłyszałyśmy o klubie Cream i chciałyśmy tam pójść, ale kolejka była ogromna. Zamówiłyśmy więc taksówkę i kazałyśmy się zawieźć gdziekolwiek indziej. Podrzucił nad pod The Buzz Club, który był miejscem dla 15-letnich dziewczyn! Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Stały w kolejce po pół godziny w swoich króciutkich sukieneczkach i bez kurtek. Byłam tym całkowicie zafascynowana. Pomyślałam, że powinnam zapytać managera, czy mogę porobić fotki. On zgodził się bez wahania. To było bardzo dawno, ze 20 lat temu. Zaczęłam fotografować ludzi na białym tle na tyle klubu. Na parkiecie była muzyka, palący ludzie i DJ ogłaszający czyjeś urodziny, nie mogłam tego uchwycić na zdjęciu. Przyjaciel zasugerował mi, żebym spróbowała formy wideo. Nie miałam zielonego pojęcia jak robić filmy, ale kupiłam małą kamerkę Sony, która dała mi nowe możliwości.

Lubię pracować w ten sposób. Musisz od czegoś zacząć. Jeśli za dużo myślisz, niczego nie stworzysz. Podoba mi się, gdy pomysł rodzi się sam podczas pracy nad czymś. Zawsze jest w tym dużo improwizacji. Kiedy miałam dużo materiału, pomyślałam, że powinnam pójść do innego klubu w Holandii i finalnie pracowałam z tak zwanymi gabberami (hardkorowymi fanami techno). The Buzz Club był miejscem dla dziewczynek, ale scena techno to w większości faceci. Wszyscy byli twardzielami i klub był nie z mojej bajki, ale to był dobry kontrast. Ten materiał był tworzony podwójnie i przedstawiał bieg tej nocy.

Amy, The Krazy House, Liverpool, 23 grudnia 2008 roku

Jak chętni do współpracy byli gabberzy?
Wyglądają dość przerażająco, ale są bardzo mili. Po 3 w nocy średnio mogłam z nimi pracować, bo wielu odpadło po narkotykach i alkoholu. Musiałam iść do domu w miarę wcześnie.

Kiedy wybierasz swoich modeli, na plaży albo w klubie, co przyciąga cię do konkretnej osoby?
Autentyczność. Lubię, kiedy mają w sobie coś oryginalnego. Wybór jest dość instynktowny. To zabawne, ale kiedy zrobiłam swój drugi film, „The Krazyhouse", byłam już trochę starsza i zmęczona pracą nocami, więc casting zrobiłam na imprezie, a sesję w dzień. Którejś nocy byłam tak zmęczona, że poprosiłam swoją asystentkę, żeby wybrała ludzi za mnie i nic z tego nie wyszło. Pracowała ze mną miesiącami i wiedziała czego szukam, ale to nie chodzi o gust, tylko o wyczucie. Musi być z kimś jakaś chemia, pewien rodzaj porozumienia.

Ludzie często piszą o twoich pracach, twierdząc, że skupiasz się na ludziach w momentach przejściowych w ich życiu. Czy szerszy kontekst polityczny interesuje cię tak samo jak ten osobisty?
Po pierwsze, tworzę portrety. Portret jest mieszanką emocji, pomysłów i okoliczności. To może być młoda para w parku, dziewczyna tańcząca w klubie, ale też bośniacka uchodźczyni szukająca azylu w obozie dla uchodźców. Chcę uchwycić ich w konkretnym stanie. Zawsze szukam portretów, które pokazują szeroki wachlarz emocji.

Almerisa, Leidschendam, 9 grudnia 2000 roku

Pracujesz teraz nad jakąś nową serią?
Właśnie skończyłam projekt o trzech siostrach. Pomiędzy każdą z dziewczyn różnica wieku to 7 lat. Podążałam za nimi i fotografowałam je również przez 7 lat. Zdjęcia pokazują je w przedziale wiekowym od 4 do 23 lat, tak więc zawierają dzieciństwo, dojrzewanie i młodą dorosłość. Pracuję też nad wspólnymi portretami braci i sióstr, uchwycając to, jak się do siebie odnoszą, ale także ich życiorys.

Jak bardzo chcesz poznawać swoich modeli? Czy wolisz jednak zachować w tym pewną tajemnicę nawet dla siebie?
Tworzenie czyjegoś portretu jest bardzo intymne. Możesz zbliżyć się do osoby, możesz widzieć jej emocje i poczuć, że widzisz na jej temat wszystko. Nie musisz jednak wiedzieć wszystkiego o tej osobie. Z niektórymi z moich modeli, jak np. z Almerisą, bośniacką uchodźczynią, której losy śledziłam przez 23 lata, bardzo się zaprzyjaźniłam. Czasami modele przychodzą na otwarcia moich wystaw i to miło, że te portrety coś dla nich znaczą. Jednak fotografia zaczyna żyć własnym życiem. Wciąż jest to ta sama osobą, ale jednocześnie jest kimś abstrakcyjnym. To co pozostaje w fotografii, mówi samo za siebie. Jeśli jest w niej prawda, ciekawi cię ona i chcesz w nią wierzyć.

Wystawa Rineke Dijkstry zostanie wystawiona w Hasselblad Center w Goteborgu w październiku. Louisiana Museum of Modern Art in Denmark również zaprezentuje prace artystki na jesieni.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Alice Newell-Hanson
Zdjęcia: Rineke Dijkstra

Tagged:
wywiad
Kultura
rineke dijkstra
plażowe portrety