bruce labruce o radykalnych lesbijkach-terrorystkach

Queerowy filmowiec opowiada o feministycznym filmie „The Misandrists”, który zadebiutował na festiwalu Berlinale.

|
27 Luty 2017, 5:35pm

Najnowszy film kultowego, queerowego filmowca Bruce'a LaBruce'a — „The Misandrists" — jest osadzony w szkole dla młodocianych przestępczyń, która tak naprawdę jest przykrywką dla radykalnego, feministycznego, lesbijskiego ruchu separatystycznego komórki terrorystycznej, znanej jako Kobieca Armia Wyzwolenia. Liderką jest Wielka Matka (czyli Susanne Sachsse, która grała postać w stylu Gudrun Ensslin w „The Raspberry Reich"), udająca Siostrę Przełożoną. Do jej ulubionych kwestii należą: „Zakonnica z nikim się nie pierdoli".

Film nakręcono na przedmieściach Berlina i występują w nim praktycznie same kobiety. Można go traktować jako uzupełnienie innego ekstremistycznego filmu LaBruce'a, „The Raspberry Reich". Tak jak w reszcie jego filmografii, znajduje się tu pornografia, a do tego jest mądrzejszy, bardziej kiczowaty i elokwentny niż ma prawo być jakikolwiek film klasy B. Pojawia się w nim nawet nowa piosenka eksperymentalnego zespołu elektro No Bra, po której będziecie śpiewać „precz, precz, precz z patriarchatem".

Porozmawialiśmy z ojcem chrzestnym niezależnego kina queer po premierze „The Misandrists" na festiwalu filmowym Berlinale o pornografii oraz o tym, czy przyszłość jest kobietą.

Dlaczego nakręciłeś „The Misandrists" i dlaczego właśnie teraz?
To film, o którym myślałem od czasu stworzenia „The Raspberry Reich" w 2005 roku. Był krytyką radykalnej lewicy. Opowiadał o terroryzmie, nawiązywał do RAF-u, a Susanne Sachsse grała rewolucjonistkę, która zmusza heteroseksualnych podwładnych do uprawiania ze sobą seksu, by dowieść oddania sprawie. Wiele moich znajomych lesbijek było rozczarowanych, że wśród heteroseksualnych buntowników nie było kobiet, więc powiedziałem, że nakręcę lesbijski, feministyczny, terrorystyczny film. Teraz w końcu wywiązałem się z obietnicy. Jestem zbyt uczynny!

Czy martwiłeś się, że dla mężczyzny i samozwańczego członka gejowskiego patriarchatu stworzenie filmu o lesbijkach-feministkach może okazać się problematyczne?
Zdecydowanie. Podchodzę do tego bardzo poważnie. Najtrudniejszą częścią było napisanie scenariusza. Kluczowe było stworzenie odpowiedniego tonu i zachowanie równowagi, którą udało mi się osiągnąć w „The Raspberry Reich". Film krytykował radykalną lewicę, ale także oddawał jej hołd. Pokazywał ekstremalnie lewicowe idee postaci, ale także krytykował, jak wchodząc w terroryzm zdradza się ideały, które się wyznawało. Terroryści racjonalizują to zachowanie, nazywając to „konfliktem asymetrycznym", twierdzą, że są na wojnie, więc zasady, moralność ani zaangażowanie się ich nie tyczą.

Czemu akcja „The Misandrists" jest osadzona w 1999 roku?
Staram się wrócić do tego momentu pełnego nadziei, w którym w powietrzu unosiła się idea wyzwolenia. Esencjalistyczne feministki (wiele z nich sprzeciwiało się pornografii) uważaliśmy wtedy za naszego najgorszego wroga, więc ten film odnosi się także do idei postfeminizmu. W myśl postfeminizmu kobiety powinny odnosić sukcesy w świecie zdominowanym przez mężczyzn, używając siły i pozycji w istniejących strukturach. W „The Misandrists" pokazuję, że to nieprzemyślana strategia, bo tylko utrwala system. Esencjalistyczny feminizm utrzymuje, że w kobietach jest coś wyjątkowego, co pozwoli im ukształtować społeczeństwo w inny sposób. Mężczyźni oddają im władzę tylko warunkowo.

Jak przebiegał casting?
Częściowo bardziej konwencjonalnie, przez agentów, bo chciałem pracować z młodymi aktorami, którzy podchodzą do kariery poważnie. Sam i Serenity Rosa to 18-letnie Dunki, które same kręcą filmy. Są berlińskimi dziewczynami na topie. Przyszły posłuchać mojego wykładu i bardzo spodobał mi się ich film, więc powiedziałem, że chciałbym, by zagrały w moim. Do roli transpłciowej kobiety zorganizowałem casting na Facebooku. Na ogłoszenie odpowiedziała Kita Updike — to niesamowite, zupełnie jakby ta rola została napisana dla niej. Wszyscy na planie tak bardzo się ze sobą zżyli, że to aż szalone. Toczyła się tam równoległa historia, do której nie miałem dostępu. Kilku aktorów powiedziało mi, że praktycznie cała kobieca obsada jest czymś niespotykanym, czego nigdy wcześniej nie doświadczyli. Temat również był bardzo feministyczny.

Katy Perry nazywa swoją nową muzykę „sensownym popem". Pomyślałem o sposobie, w jaki wykorzystujesz w swoich pracach pornografię — może „sensowne porno" byłoby dobrym określeniem.
Źródła mojej pracy z pornografią zawsze były polityczne i miały cel. Zacząłem korzystać z niej, aby uderzyć bezpośrednio w heteroseksualnych, homofobicznych punków. Moi przyjaciele i ja opuściliśmy gejowską scenę w latach 80., bo stwierdziliśmy, że była zbyt konserwatywna. Sądziliśmy, że punk był o wiele świeższy, interesujący estetycznie, dynamiczny politycznie i radykalny. Potem odkryliśmy, że jest mocno homofobiczny, przynajmniej w Ameryce. Zaczęliśmy więc ich prowokować, tworząc bezpośrednią, queerową, punkową pornografię. Mówiliśmy: „Skoro sądzicie, że jesteście tacy radykalni, to czemu nie możecie tego znieść?". Nie wiem czemu więcej osób nie używa pornografii jako propagandy. Wszyscy ją oglądają, a wtedy opuszczają gardę — żeby nie zabrzmieć jak Machiavelli. O wiele więcej można osiągnąć, gdy porno opowiada jakąś historię. Dlatego brakuje mi porno z fabułą, która nadaje kontekstu.

Czy w kinie zostały jeszcze jakieś tematy tabu do poruszenia?
W niezależnym kinie nie ma żadnych ograniczeń, poza prawem. Jeśli badasz niektóre tematy tabu, jak seksualność dzieci, to pojawiają się pytania natury prawnej i moralnej, w zależności od tego gdzie pokieruje was wewnętrzny kompas moralny. Nadal staram się robić filmy o prowokacyjnych tematach, ale pozyskiwać do nich wyższy budżet. Wtedy zaczyna się rozumieć, jak bardzo konserwatywne jest kino, jak wspiera dominującą ideologię. Ile filmów w ogóle przechodzi test Bechdel, w ilu kobiety rozmawiają ze sobą nie na temat mężczyzn? „The Misandrists" przechodzi test Bechdel na tysiąc procent!

Jak wygląda rzeczywistość queerowego, niezależnego filmowca w 2017 roku?
Gdy zacząłem w latach 80., działałem w reakcji na gejowski mainstream. Uważaliśmy, że geje byli burżuazyjni, tkwili w hierarchicznym systemie społecznym, a do tego dochodził rasizm, seksizm i homofobia. Próbowali rozdzielić różne frakcje, jak gejów, lesbijki i inne klasy. Właśnie dowiedziałem się, że wielki gejowski festiwal filmowy nie wyświetli „The Misandrists", bo to film o lesbijkach, wyreżyserowany przez geja. Ludzie myślą schematami: „Oj, naszej widowni się to nie spodoba" albo „To się nie sprzeda", dlatego że tkwią w systemie.

Czy przyszłość jest kobietą?
Nie jest, jeśli to tylko slogan z koszulki z sieciówki albo hasło Hillary Clinton. Pieprzyć ją, serio, ona nie ma nic wspólnego z feminizmem. Jest najgorszym, korporacyjnym koszmarem postfeminizmu. Neoliberalizm jest najgorszy, samo zło.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Russell Dean Stone