czy depresję da się sfilmować?

Dowiedz się, w jaki sposób przemysł filmowy przedstawia zaburzenia zdrowia psychicznego.

tekst i-D Staff
|
12 Maj 2015, 8:40am

The Virgin Suicides

Można by winić Jeffreya Eugenidesa, że nigdy nie wytłumaczył, o co chodzi. Sofię Coppolę za to, że poszła jego śladami, a Kirsten Dunst za blond włosy, ale w Przekleństwach Niewinności ktoś wyraźnie polał kwestię samobójstwa lukrową warstwą. Pierwsza scena filmu rozpoczyna się ujęciem 13-letniej Cecilii Lisbon - „pierwszej w kolejce", ładnej dziewczynki w różowej od krwi wannie,patrzącej ze spokojem prosto w kamerę. Jest to wspaniała książka i przepięknie nakręcona adaptacja filmowa, ale tajemnica i pożądanie, które otaczają siostry Lisbon oraz każdy ich ruch, oglądany z perspektywy napalonych chłopców z sąsiedztwa, sprawia, że to wszystko ma w sobie coś romantycznego.

Problem tkwi w tym, że wiele filmów i wizji artystycznych na temat zaburzeń zdrowia psychicznego kwalifikuje się w dużej mierze jako gatunek filmów o dorastaniu. Weźmy chociażby Przerwaną Lekcję Muzyki, Trzynastkę, Poradnik Pozytywnego Myślenia, Charlie. Powtarza się w nich topos pięknych, uciemiężonych osób, które częściej niż rzadziej się zakochują, dostają nauczkę i idą dalej. Mówimy tu o tych wstrząsających scenach, które wydają się tak bardzo prawdziwe, tych, które przeszywają cię na wylot, a to wszystko dzięki genialnej reżyserii. Gdy w Przerwanej Lekcji Muzyki, Winona Ryder znajduje Brittany Murphy, która powiesiła się w swojej łazience, w tle w kółko leci piosenka Skeetera Davisa, End of the World. Jest to przepięknie nakręcony, okropny moment. Komentarze na YouTube'ie pod tą sceną to między innymi: „serio, nie mogę tego oglądać i nie płakać. Ta piosenka, ten kotek", „Winona Ryder jest prześliczna!", „Jak się nazywa ta piosenka? ;D" i „RIP Britney". Co więcej, scena, w której Brittany odgrywa własną śmierć, odcisnęła bardziej tragiczne piętno w sercach widzów, niż prawdziwa śmierć aktorki w wieku 32 lat, gdy znaleziono ją w jej sypialni.

Zdobywca Oskara, Poradnik Pozytywnego Myślenia,również emanuje autentycznością, zwłaszcza scena, w której Pat (Bradley Cooper) szuka na strychu kasety wideo ze ślubu, czy scena z Jennifer Lawrence, w której słyszy na ulicy „tę piosenkę", albo sesje u psychiatry. Film i gra aktorska doskonale ilustrują sposób, w jaki ludzie dotknięci problemami ze zdrowiem psychicznym, a zwłaszcza z zaburzeniami dwubiegunowymi, przechodzą ze stanu euforii i szczęścia w absolutne zdruzgotanie i smutek w niespełna kilka sekund. Ale co potem? Poza tym, że film jest naprawdę zabawny, a zarazem mroczny, w swym oskarowym wydaniu, to i tak kończy się szczęśliwie: wszyscy mają się dobrze, znajdują miłość w najmniej oczekiwanym miejscu i wspaniale radzą sobie w zawodach tanecznych. Optymizm do granic niemożliwości...

Inną opcją jest po prostu śmierć. Czarno-biała reprezentacja samobójstwa Iana Curtisa, autorstwa Antona Corbijna jest strasznie dobrze wyreżyserowana. Film jest niesamowicie piękny: któż nie chciałby iść do pracy wyglądając jak Sam Riley, paląc papierosa w swojej punkowej kurtce z napisem HATE na plecach? Widzimy tutaj mistrzostwo stylizacji, bardzo trafione, realistyczne i dołujące - no cóż, taka prawda. Tylko że, po raz kolejny, to wszystko jest trochę za bardzo piękne. Gdy Samantha Morton (która gra młodą żonę Iana) znajduje jego ciało, a następnie mdleje, wypadając przez frontowe drzwi, w tle zaczynać grać utwór Joy Division o nazwie - uwaga - Atmosphere.

W finałowej scenie Requiem dla Snu Jared Leto traci rękę, Jennifer Connelly wpada w sidła prostytucji, a ich kolega zabija się ze strachu w więzieniu. Tymczasem matka bohatera, grana przez Ellen Burstyn, zostaje zamknięta na oddziale dla psychicznie chorych, wciąż fantazjując o programie TV, podczas gdy na zewnątrz jej kochane przyjaciółki obejmują się w smutku na ławce. To cholernie mroczne, ale też posunięte do ekstremum i przedramatyzowane. Coś, co wydaje się cholernie głębokie, gdy ma się 18 lat, później wcale się takie nie wydaje.

Najmroczniejsze ujęcie z kolorowych i pozornie lekkich filmów Wesa Andersona, to scena, w której Richie Tenenbaum z Genialnego Klanu obnaża się, zdejmując opaskę i ciemne okulary, obcina swoje długie włosy, goli brodę, a następnie, patrząc w lustro, szepcze: „jutro się zabiję". Scena ta uderza z niesamowitą mocą, co dodatkowo potęguje hipnotyczna piosenka Elliotta Smitha, Needle in the Hay.

Najprawdziwsze odzwierciedlenie dna psychicznego widziałam za to w Godzinach, gdzie Nicole Kidman i Julianne Moore niezwykle realistycznie odgrywają chwytające za serce sceny o depresji i myślach samobójczych. Nawet dramatyczny soundtrack Phillipa Glassa nie jest w stanie tego przyćmić.

Lars von Trier też trafia w dziesiątkę. W filmie Melancholia, Kirsten Dunst gra kobietę, która niby ma wszystko, ale nie jest w stanie się tym nacieszyć, ponieważ cierpi na depresję, z kolei jej siostra (Charlotte Gainsbourg) jest rozsądna i szczęśliwa. Świat się kończy i nagle to normalna, zdrowa Charlotte wariuje, a cierpiąca na depresję Kirsten przyjmuje swój los ze spokojem, wspiera swoją siostrę i siostrzeńców, podczas gdy planety zbliżają się, by zrównać ich z ziemią. Film Thomasa Vinterberga, Festen, opowiadający o bogatej, ale patologicznej rodzinie, w której czwarta z córek popełnia samobójstwo, zawiera przepiękną, łamiącą serce scenę. Starsza siostra czyta pożegnalny list tej młodszej: „wiem, że to wypełni twoje życie ciemnością. Próbowałam dzwonić, ale wiem, że jesteś zajęta".

Mojego znajomego, który studiował angielską literaturę na uniwersytecie w Oxfordzie, podczas rozmowy o przyjęcie na studia zapytano: „czy tragedia może być piękna?". On odpowiedział, że „tak", co zaowocowało 3 latami studiów.Wszystkie te wizje artystyczne zaburzeń psychicznych, nad którymi rozmyśla się za młodu, mają naturalnie wpływ na formowanie myśli, opinii i może makabrycznych fantazji o kwestii, która, jeśli się kiedykolwiek jej doświadczyło, to wie się doskonale, że w rzeczywistości wygląda ona inaczej niż w filmie. Nie ma soundtracku, nie ma limitu czasowego ani młodziutkiej twarzyczki Winony Ryder. Nie, żeby było w nich cokolwiek pretensjonalnego czy nie na miejscu, to są po prostu moje ulubione sceny z moich ulubionych filmów. Sęk w tym, że filmy te są zbyt ładnie opakowane, co w rezultacie może poskutkować gloryfikacją problemów ze zdrowiem psychicznym. Mogą dezorientować ludzi - i nie mówię, że to miało miejsce - swymi dwubiegunowymi zakończeniami: albo miłość i szczęście, albo śmierć. Nie ma nic pomiędzy, a to „pomiędzy" właśnie, to miejsce, gdzie znajduje się większość osób walczących ze zdrowiem psychicznym.

W finałowej scenie Przekleństw Niewinności, ostrość pada na chłopców z sąsiedztwa. Narrator wypowiada ostatnią myśl, która okazuje się być jakże prawdziwym, acz nazbyt dosadnym zakończeniem, które zna każdy kto sam cierpiał bądź był blisko kogoś, kto borykał się z zaburzeniami zdrowia psychicznego.

„Tyle powiedziano już o dziewczynach przez lata, a my nigdy nie znaleźliśmy odpowiedzi. Nie liczyło się to, ile miały lat, czy to, że były dziewczynami. Liczyło się tylko to, że je kochaliśmy, a one nie słyszały, jak je wołamy i nadal nas nie słyszą, z pokojów, w których zdecydowały się spędzić samotnie całą wieczność i w których my nigdy nie znajdziemy brakujących elementów tej układanki."

Kredyty


Zdjęcie: Kadr filmu Przekleństwa niewinności
Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
depresja
Kultura