Reklama

oglądamy grobowe meble ricka owensa

Te projekty są tak przerażająco piękne, jak sobie wyobrażacie.

tekst Asaf Rotman
|
03 Styczeń 2017, 5:10pm

Rick Owens i jego żona, Michele Lamy, rozpoczęli projektowanie mebli w 2007 roku. Na początku chcieli stworzyć wyposażenie dla swojego domu i atelier w Paryżu. Wspólne dzieła znalazły się teraz na ich pierwszej muzealnej wystawie w Stanach Zjednoczonych i są wszystkim, czego spodziewalibyście się po Owensie i jego mrocznej królowej. Są potężne, egzotyczne i zabójczo drogie, zbudowane z różnych materiałów: od pianki po alabaster i sierść wielbłąda. Niektóre części ważą tony i z pewnością nie są dla tuzinkowych osób o słabych nerwach. Tak samo, jak ubrania Owensa.

„To miał być mój rok w USA, powrót do domu", mówi Lamy, która nadzorowała instalację i reżyserię „Furniture" w MOCA Pacific Design Center w Los Angeles. Lamy poczuła po raz pierwszy smak sukcesu w LA w późnych latach 90., po otwarciu Les Deux Café — restauracji i centrum nocnego życia, mieszczące się na parkingu. To tam poznała Owensa, wyrzuconego ze szkoły Otis College of Art and Design, wiążącego koniec z końcem jako krawiec. Od tego czasu pozostali ze sobą w zawodowej i życiowej relacji i szybko wypuścili sygnowaną nazwiskiem Owensa markę. Lamy z Owensem opuścili Stany Zjednoczone w 2003 roku i otworzyli atelier w Paryżu, gdzie żyli do dziś. Kiedy Lamy wpadła na dyrektora MOCA, Philippe Vergne'a, na Art Basel w zeszłym roku, dyskutowali o pomyśle wystawy. Artystka szybko stworzyła pracownie w Nowym Jorku i Los Angeles. Wynajęła należącą do Jeanne Greenberg Freeman Galery w Nowym Jorku i garaż w Highland w Los Angeles. W ciągu kilku tygodni zaczęła tworzyć nowe meble w pracowniach.

Półtora roku tworzenia „Furniture" całkowicie zmieniło Pacific Design Center. „Zajęliśmy powierzchnie, przebudowaliśmy podłogi i przemalowali ściany", mówi Lamy. Budynek Design Center przypomina „wysoki grobowiec" i jest przygotowany, by stać się domem Owensów. „Piętra budynku są dosyć małe, ale cała wysokość budowli jest zawrotna". Ekspozycja zaczyna się na parterze, gdzie prawie trzymetrowa, dwupłaszczyznowa, alabastrowa ława jest zwrócona w kierunku wideo instalacji. W klipie widzimy Owensa, przygotowującego męską kolekcję jesień/zima 16 „Mastadon", układającego materiał na manekinie. Projektant zagina i upina go, by stworzyć warstwową sylwetkę. Na przeciwnej ścianie wisi obraz Stevena Parrino, jeden z sześciu na wystawie. Owens i Lamy pracowali już razem nad swoją częścią ekspozycji w Musée d'art Moderne de la Ville de Paris, gdzie ich meble pokazano jako fragment pokazu Carol Ramy. Tym razem ich praca zajęła kluczowe miejsce i nie była dodatkiem.

Malarstwo Parrino jest nieskończonym źródłem inspiracji dla Owensa. Obraz widoczny na filmie pokazuje beżową tkaninę, poupinaną podobnie jak na manekinie Ricka i zgniecioną na płótnie. Takie zestawienie sztuki, ławy i wideo instalacji pokazuje dynamiczną relację między meblami i ubraniami.

Do głównej sali docieramy schodząc po schodach, przypominających zaprojektowane przez Lamy marmurowe stopnie we flagowym sklepie otwartym przez Owensa w Nowym Jorku. Mamy tu piankowe, kryształowe i skalne „krzesła", nowy dodatek stworzony specjalnie na wystawę. Krzesła są w rzeczywistości podporami. Przypominające pazur twory, inspirowane są brutalistyczną architekturą i niemieckimi bunkrami z czasów drugiej wojny światowej. „Pazur, potrafi unieść sześciometrowy kawał wiązowego drewna, utrzymujący się bez dodatkowych mocowań. Może być wbudowany w podłogę albo unosić się na pianie", mówi Lamy.

Za kryształowymi skałami i pianą stoi masywny totem, pokryty sierścią wielbłąda. Przewodnik zaznacza, że można go dotknąć. W innym rogu widzimy małą ławkę, zrobioną w całości z wołowej kości. Nie można na niej usiąść. W centrum wystawy znajduje się „Płacząca Ściana", prawie sześciometrowa instalacja zbudowana z ponad dwóch ton alabastru. Ściana łączy 70 różnych rzeźbionych paneli w jeden płynny wzór, jednocześnie onieśmiela i zapiera dech w piersi. „To wywołało chaos wśród kilku konstruktorów, ale daliśmy radę", powiedziała Lamy. Daleko na ścianie wyświetla się potężna projekcja, przedstawiająca Lamy ubraną w typową dla niej gotycką szatę, ze lśniącymi złotymi zębami i brzęczącą biżuterią. To jasne, kto jest sercem wystawy. Podczas, gdy Owens może rysować wstępne szkice, to Lamy siedzi do świtu, pracując z rzemieślnikami i artystami, by dostarczyć materiały i tworzyć meble i rzeźby.

Minimalizm to dziwne określenie jak na prace Ricka Owensa. Przynajmniej w przypadku mody, nie przychodzi to do głowy jako pierwsze. Mimo to asystentka kuratora, Rebecca Matalon, która zorganizowała „Furniture", raz po raz je powtarza. To nie jest minimalizm skandynawski, ale idea projektowania w stylu takich postaci jak Donald Judd, Frank Stella i Sol LeWitt. „Użycie takich form i materiałów, tworzy paradoks pomiędzy designem a powierzchownością" mówi Matalon. „Widzisz te chłodne, twarde alabastrowe powierzchnie i beton oraz łagodność pianki, czy sierści". Wybór materiału jest odważny, ale z perspektywy projektanta połączone elementy są silnie związane z minimalistyczną tradycją.

Na tej wystawie Owens i Lamy chcieli wyjść poza stworzenie funkcjonalnych części i zająć się odkrywaniem rozwiązań konstrukcyjnych, takich jak „Płacząca Ściana" i totem z sierści wielbłąda. W rzeźbach zestawienie materiałów i zamysłów staje się jeszcze bardziej widoczne. „Ta możliwość znalezienia połączenia jest czymś, co dzieje się w relacji pomiędzy sztuką a procesem tworzenia, pomiędzy meblem a rzeźbą", mówi Matalon. To pozwala Lamy i Owensowi na stworzenie mostu nad przepaścią pomiędzy funkcjonalnością mebli a monolitycznymi strukturami.

Kiedy spytano MOCA, jak czują się w roli gospodarza pierwszej pełnowymiarowej ekspozycji mebli Ricka Owensa, Melton odpowiedziała: „Podekscytowani, to wygląda na prawdziwy powrót do korzeni".

"Furniture" można zobaczyć w MOCA Pacific Design Center do 2 kwietnia 2017 roku.

moca.org

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Asaf Rotman
Zdjęcia: Owenscorp

Tagged:
Rick Owens
Μoda
furniture
michele lamy