kreatywni i spłukani

Długi, pożyczki i źle wypełnione PIT-y — praca w branży kreatywnej jest nie tylko finansowym, ale także psychicznym wyzwaniem.

tekst Nellie Eden; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
12 Październik 2016, 3:50pm

Photography Lotte Anderson

Millenialsi — rozpieszczeni i wychuchani przez rodziców z pokolenia yuppie, wygrzewający się w blasku zadufanych mediów społecznościowych. Bezwstydnie narcystyczni, wielbiący Kardashianki i leniwi, niezainteresowani „porządną pracą". Przecież chcemy tylko brać udział w reality show na egzotycznej wyspie i malować paznokcie u stóp na szalone kolory. Dlaczego mielibyśmy zostać prawnikami walczącymi o prawa człowieka, skoro możemy być gwiazdami Instagrama?

Przyznanie się do bycia kreatywnym freelancerem nie jest łatwe w obliczu fali artykułów ubolewających nad naszą postawą. Weźmy na przykład „Millennials: The Me Me Me" Joela Steina z Time. Jego cięte pióro jest bezlitosne i zadaje głębokie rany: „Leniwi, uprzywilejowani, samolubni i płytcy".

Lęki i przywileje, lekkomyślność i poczucie winy — życie młodego freelancera z branży kreatywnej jest teraz pełne paradoksów. Żyjemy pod presją promowania siebie w internecie, tworzenia projektów „bez budżetu" i „do portfolio", źle wypełniamy PIT-y i zażenowani prosimy członków rodziny o kolejną pożyczkę. To jasne, że przechodzimy przez wiele trudności, ale za jaką cenę? Czy pracujemy z ciągłymi wyrzutami sumienia? Bezustannie rozważamy podjęcie regularnej pracy w korpo, od ósmej do szesnastej. Zastanawiamy się, czy to nie lepsze rozwiązanie na dłuższą metę, zarówno finansowo, jak i emocjonalnie. Myślimy o porzuceniu życia slashie i końcu problemów z płaceniem rachunków na czas.

Członkowie rodziny mogą lekceważyć powoli rozwijającą się karierę grafika i porównywać ją do malowania kolorowanek. Praca kreatywnego freelancera jest coraz mniej opłacalna, więc coraz trudniej usprawiedliwić swój wybór wspierającym, ale zniechęconym rodzicom. Znalezienie „normalnej", dobrze płatnej pracy nie jest jednak wcale takie proste.

Nie chcemy być pokoleniem żyjącym w rodzinnym domu na koszt rodziców, ale czasem nie mamy wyboru. Po dwudziestce zarabiamy mniej od pokolenia mamy i taty — według raportów średnio o 8 tys. funtów (38 tys. zł) — a przy trzydziestce wydajemy 40 tys. funtów (191 tys. zł) więcej na czynsz. Dodajmy do tego teraz kolejne przeszkody, takie jak zmiana rynku pracy, na którym chętniej zatrudnia się tymczasowo studentów i stażystów na śmieciówkach.

Jak więc odnaleźć się w labiryncie winy i lęków, które biorą się z ciągłego mieszania nas z błotem i określania mianem zadufanych narcyzów, które całymi dniami tylko siedzą i smyrają kciukami po ekranie albo tworzą rzeźby na podobieństwo swoich genitaliów? Granica między sferą zawodową i prywatną coraz bardziej się zaciera, dlatego postanowiliśmy porozmawiać z młodymi ludźmi, którzy postawili na swoim i zapytać ich o wyzwania, z jakimi mierzą się każdego dnia. Zapytaliśmy także o poczucie winy oraz rolę, jaką odgrywają w ich życiu rodzice.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Liam Hodges wiosna/lato 17. Zdjęcie: Piczo.

Liam Hodges, 27 lat, projektant, Kent
Praca od ósmej do szesnastej w biznesie, który stworzyłem, jest moim celem. Teraz działam na zasadzie: „pożycz coś tu, oddaj coś tam". Trzeba utrzymać się na powierzchni, aż do następnego momentu, w którym trzeba będzie wszystko wydać na kolejną kolekcję. I tak w kółko. Nadruk „I'M OK", który wykorzystaliśmy w kolekcji wiosna/lato 17 dotyczył stresu związanego z tworzeniem samowystarczalnego i stałego przypływu gotówki. Jest strasznie, więc musimy sobie przypominać, że jest OK, wszystko w porządku. Nie zakłada się firmy z nadzieją, że się nie zbankrutuje. Na początku planuje się wielki sukces.

Gdybym został lekarzem, pewnie nadal przyszywałbym rzeczy odwrotnie, ale jeśli chodzi o presję dotyczącą utrzymania marki w „moim" stylu, to uważam, że to jest coś większego niż ja — to też mój zespół. Autopromocja w sieci jest taka sama w zasadzie każdej branży, w zawodzie projektanta jest to tylko trochę bardziej osobiste i nasilone. Nie jest to jednak nachalniejsze niż w przypadku kogoś, kto próbuje znaleźć partnera na Tinderze. Po prostu próbuję sprzedać ci ubrania, a nie się z tobą przespać.

Dwayne Coleman, Dream 2016

Dwayne Coleman, 26 lat, artysta, Leicester
Mama wychowała mnie sama, z ogromną pomocą cioci i wujka. Dorastałem na tym samym osiedlu, co oni. Wpadali w kłopoty, podpalali różne rzeczy itd., ale nigdy ze względu na narkotyki i pieniądze. Po prostu się bawili. Jako pierwszy w rodzinie byłem dość potulny i poszedłem do artystycznej szkoły. Nie mogłem się już buntować, bo to już było, musiałem zmądrzeć.

Cała rodzina bardzo mnie wspiera, chociaż nie do końca rozumie, dlaczego to robię. Chyba nie wiedzą, czemu tworzę sztukę. Po prostu zdają sobie sprawę z tego, że jest abstrakcyjna. Widuję ich tylko trzy razy w roku, przez co czuję się winny. Powinienem też bardziej się martwić swoimi finansami.

Zaproszenie Maxilla, Lotte Andersen

Lotte Andersen, 26 lat, freelancerka, dyrektorka artystyczna, założycielka Maxilla, Londyn
Idea pracy od ósmej do szesnastej jest dość przestarzałym i nieproduktywnym modelem. Tak, mam na głowie czynsz za mieszkanie i pracownię, koszty materiałów, a do tego martwię się podatkiem. Bywa strasznie, ale jestem dumna z tego, co osiągnęłam. Pracuję najciężej, jak potrafię, żeby uniknąć zaśmiecania świata beznadziejnymi zdjęciami. Gdy pracuję nad jakimś wydarzeniem, tworzę dla ludzi przestrzeń, w której mogą przebywać razem i świętować. Politycznie przechodzimy teraz przez piekło, więc uważam, że wszystko, co może poprawić nastrój i obalić bariery między nieznajomymi, jest ważne.

Czasem czuję presję kreowania swojego wizerunku na potrzeby zatrudnienia. Gdy jest się dyrektorem artystycznym, w 100% pragnie się, by ludzie zatrudnili właśnie tę wizję „ciebie", za rozpoznawalny styl. Na wiele sposobów moje opinie na temat estetyki są równie mocne, jak moje osobiste poglądy. Uważam jednak, że kult selfie z Instagrama jest dość wulgarny.

Mój tata mnie wspiera, bo zawsze pracował na własny rachunek, ale kreatywni rodzice potrafią być zagadkowi. Z jednej strony komunikuje mi: „Kochanie, już to wszystko widzieliśmy, czy możesz się chociaż postarać i wymyślić coś nowego?", ale z drugiej strony jest niesamowicie podekscytowany, gdy wszystko zaczyna składać się w całość.

Amelia Dimoldenberg, 22 lata, Youtuberka, założycielka Chicken Shop Date, Londyn
Niedawno postanowiłam zacząć zarabiać na moim YouTube'owym kanale. Odkryłam, że mimo milionów odtworzeń niektórych z moich filmików, w zeszłym miesiącu zarobiłam całe 19 centów (74 grosze). Stwierdziłam, że skro chcę zarabiać na Chicken Shop Dates, to muszę sprzedać ten format wielkiej firmie. Każdy, kto kręci ze mną te odcinki, robi to za darmo, z dobroci serca, bo wszyscy wierzymy w ten program.

Moi rodzice bardzo mnie wspierają, zarówno emocjonalnie, jak i finansowo. Od kiedy skończyłam 20 lat, powoli zmienili się z rodziców w terapeutów na pół etatu. W zeszłym miesiącu po raz pierwszy się wyprowadziłam, dzięki pieniądzom, które zaoszczędziłam z pożyczki studenckiej. Czuję się winna, że jestem w tak uprzywilejowanej pozycji, bo pochodzę z Londynu i mogłam mieszkać u rodziców. Dzięki temu mogę sobie pozwolić na pracę, którą lubię. W przyszłości bardzo chciałabym posiadać własną nieruchomość, ale boję się, że nie będę miała środków. Wielu utalentowanych ludzi zostaje pominiętych przez to, że ktoś inny ma 100 tysięcy obserwujących na Instagramie, a oni nie.

Chris Pell, AKA DJ Murlo, 29 lat, Leicester, Brighton i Manchester
Pracuję jako DJ i producent muzyczny, oprócz tego rysuję i robię wizualizacje. Moi rodzice mniej więcej rozumieją, co robię. Żadne z nich nie widziało mojego występu — myślę, że wtedy lepiej by zrozumieli. Jako pierwszy z rodziny poszedłem na uniwersytet i jestem dumny z tego, co tworzę. Mój tata jest świetnym rysownikiem, ale nie miał takich możliwości, jak ja — rządowych stypendiów czy studiów. Musiałem wyprowadzić się z miejsca, w którym dorastałem, żeby pracować, więc tęsknię za rodziną. Mam siostrzenice i siostrzeńców, których ledwo poznaję, co jest smutne.

Rzucenie pracy na pełen etat, by zostać producentem, było przerażające, ale moja dziewczyna bardzo mnie wspierała. Wprowadziliśmy się do jej mamy koło Brighton, gdzie mieszkaliśmy przez pół roku, gdy zawaliłem sprawę ze swoim zeznaniem podatkowym. Mam problemy ze stanami lękowymi i mogę tygodniami mieć podły nastrój, ale to przeszkody, z którymi uczę się sobie radzić. Mam szczęście, że jestem w stanie się z tego utrzymać, stać mnie na czynsz i jedzenie.

James Massiah, 26 lat, poeta, DJ, pisarz, Londyn
Mieszkam z rodzicami, mimo że już mnie stać na wyprowadzkę. To gwarantuje równowagę. Teraz zaczynam rozważać inwestycję w nieruchomości.

Odłożyłem mnóstwo pieniędzy, pracując tu i tam. Nie uważam, że mam „karierę". Gdy opuszczę dom, mam nadzieję, że będę w bardzo bezpiecznej i wygodnej pozycji, dzięki któremu będę mógł podejmować kreatywne i finansowe ryzyko. Moi rodzice nie rozumieją tego, co robię, ale nie proszę ich o pieniądze. Przez ich tradycyjne wartości i chrześcijańską moralność martwią się o moją duszę trochę bardziej, niż o mój stan konta.

Lucy Hancock, 26 lat, freelancerka, dziennikarka, Kent
Myślę, że kryzys egzystencjalny naszego pokolenia skupia się na narcyzmie i odkrywaniu jego toksycznych granic, dlatego jesteśmy szufladkowani w ten sposób. Internet jest głodną bestią. Myślę, że wielu „milenialnych dziennikarzy" w tych czasach wynurzeń jest wystawionych na rzucanie swojego życia prywatnego na pożarcie za marne grosze. Sama to robiłam. Napisanie 2000 słów o swojej waginie za 100 funtów dwudziestolatce może wydawać się świetnym pomysłem, ale teraz kwestionuję ten wybór. Czuję się winna, że przyczyniam się do tworzenia kultury śmieciowych treści dla lajków, a mogłabym budować szpital czy coś. Nasze pokolenie nie ma finansowej swobody, dzięki której mogłoby pracować nad antologią okropnej poezji, skoro dwa zatęchłe pokoje w Hackney (gminie Londynu) kosztują 850 funtów miesięcznie (4 tys. zł).

Mój tata ciągle ubolewa nad tym, że nie inwestuję. On pochodzi z pokolenia, w którym po prostu trzeba było mieć pracę.

Sinead MacInnes, 26 lat, aktorka, Edinburgh
Staram się pracować jako aktorka, zaocznie uczę się też na Identity School of Acting, a na pełny etat pracuję w biurze absolwentów na School of Oriental and African Studies, gdzie studiowałam. Długo mi zajęło, zanim byłam w stanie odpowiedzieć: „Jestem aktorką", gdy ludzie pytali, czym się zajmuję, ponieważ przechodzą mnie od tego dreszcze. W mojej głowie sama odpowiadam wtedy: „Jesteś aktorką? Serio?". Brak wiary w siebie jest straszny. Mama wychowała mnie sama i bardzo mnie wspiera.

Mam ogromne długi (różnego rodzaju) i wiszę moim przyjaciołom zbyt wiele pieniędzy. Zawsze okropnie mi szło z finansami i teraz za to płacę. Byłoby miło ustabilizować sytuację i zarabiać porządną pensję, wiedzieć co zrobię za miesiąc i być w stanie zabrać mamę, przyjaciół czy chłopaka na kolację. Myślę, że bardziej niż poczucie winy, męczy nas strach, że niczego w życiu nie osiągniemy i będziemy musieli zacząć od nowa po trzydziestce.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Nellie Eden
Tłumaczenie: P. Śmiechowska

Tagged:
Freelance
Μόδα
życie
praca
freelancer
zarobki
gentryfikacja
kreatywność
do portfolio