Reklama

orlando uczy nas solidarności

Ten atak dowodzi, że musimy zjednoczyć się w walce z homofobią!

tekst Jacob Hall
|
13 Czerwiec 2016, 3:35pm

Najlepsze noce mojej młodości spędziłem w klubach dla gejów. Jak miliony queerowych dzieciaków szukałem tych miejsc, żeby uciec przed uprzedzeniami świata. W tych przepoconych sanktuariach akceptacji mogłem spokojnie tańczyć bez skrępowania, poznawać ludzi o podobnych poglądach i cieszyć się swoją tożsamością bez obaw. Te bezpieczne przystanie dosłownie ratują życie wielu ludziom. Niestety wszystko zmieniło się wczoraj nad ranem, gdy 29-letni Omar Mateen wszedł do klubu Pulse w Orlando z zamiarem zamordowania jak największej liczby ludzi ze społeczności LGBT+. 50 osób zginęło, a 53 zostały ranne. Biorąc pod uwagę liczbę ofiar, to największa strzelanina w historii Ameryki i najbardziej druzgoczący akt terroru od 11 września 2001 roku. ISIS wydało oświadczenie, w którym twierdzi, że to oni są odpowiedzialni za atak. Pojawiły się też doniesienia o tym, że zamachowiec zadzwonił na telefon alarmowy i przysiągł wierność tej organizacji. Jednakże to jasne, że motywowała go zwykła nienawiść i homofobia.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

To zaskakujące, ale znaczna część mainstreamowych mediów niechętnie klasyfikuje to wydarzenie jako zbrodnię nienawiści, w tym przypadku konkretnie homofobią. Przekonał się o tym dziennikarz Owen Jones, który szybko stał się kozłem ofiarnym w trakcie przeglądu prasowego na antenie stacji Sky News. Jones zaznaczył, że brytyjskie media bagatelizowały kontekst tych ataków. Powiedział, że to „jedno z największych okrucieństw wymierzonych w społeczność LGBT+ w Zachodnim świecie od dekad". W odpowiedzi usłyszał m.in., że „to coś, co zostało wymierzone po prostu w ludzi, prawda? Skupmy się na tym. Nie możesz przecież twierdzić, że ten atak był poważniejszy od tego z Paryża". W Owenie narastała frustracja, aż w końcu powiedział: „Nie rozumiesz tego, bo nie jesteś gejem". Podobne nastroje widać w internecie. Pisarka Lola Okolosie trafiła w punkt, pisząc: „Argument 'przecież wszyscy jesteśmy ludźmi', jest pierwszym krokiem ku wymazaniu problemów, z którymi się borykam i kolejnym sposobem na powiedzenie: 'zamknij się'". Dla rzesz aktywistów LGBT+ ta dyskusja była jak cios poniżej pasa, uciszający ich głosy oraz uzasadnione zmartwienie.

Ten atak bez wątpienia był wymierzony w konkretną mniejszość. Usuwanie tego kontekstu w wiadomościach (co miało miejsce w wielu przypadkach) jest wręcz cenzurą. Co gorsza, wygląda na to, że nie był to odosobniony przypadek — zaledwie kilka godzin później zatrzymano uzbrojonego mężczyznę w drodze na paradę równości w Los Angeles. Wydarzenia w Orlando miały miejsce po sobotniej paradzie w Warszawie, w której czasie dało się wyczuć niesamowity optymizm. Strzelanina w bolesny sposób przypomniała wielu ludziom, że na ulicy mogą stać się celem. To brutalny dowód na to, że nieznajomi chcą, abyśmy zginęli, tylko ze względu na naszą orientację seksualną. Masakra podkreśliła także pilną potrzebę organizowania parad równości. Kilka dni temu opublikowano wspaniały artykuł na Matador Network, który przypominał naszym heteroseksualnym sojusznikom, że „pierwsza parada równości była efektem zamieszek" i podkreślił wagę takich wydarzeń, które dają ludziom ze społeczności queer możliwość „świętowania zwycięstw i opłakiwania strat". Zaledwie trzy dni później słowa autorki rozbrzmiewają echem i są bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Ta noc udowodniła, że publiczne eksponowanie swojej tożsamości i cieszenie się nią wciąż jest wielkim aktem odwagi, a także środkowym palcem wymierzonym w bigotów na całym świecie. Okazuje się, że wielu z nas o tym zapomniało, albo po prostu było dostatecznie zadowolonych z obecnego stanu rzeczy. Sposób przekazywania informacji na temat tegorocznych wydarzeń ważnych dla społeczności LGBT+ skupiał się na ich komercjalizacji i rosnącej powszechności, a to jasno pokazuje, że wielu młodych ludzi LGBT+ błędnie zakładało koniec walki o równość.

Tak, jak wcześniej modliliśmy się za #Paryż i #Beirut, teraz modlimy się w sieci za #Orlando. Wspaniale, że tak się solidaryzujemy w internecie, ale chyba powinniśmy się zastanowić, co możemy zrobić, żeby aktywnie wyrazić swoje wsparcie. Czy posty na Facebooku i hasztagi wystarczą? Transpłciowa pisarka i aktywistka, Paris Lees, obwiniła na Twitterze niedorzeczne amerykańskie prawa dotyczące broni: „'To zdarza się wszędzie'. Wiecie, ile razy słyszałam, jak brytyjski premier wygłasza przemówienie w związku ze strzelaniną? Zero. A ile razy słyszałam Obamę? 17". Chociaż pisała pod wpływem emocji, ma rację. Te masakry wydarzają się w Stanach Zjednoczonych zatrważająco często, a brak kontroli nad bronią palną jest jedną z głównych przyczyn. Mieszkańcy USA stanowią 4,4% całkowitej populacji świata, ale w tym kraju znajduje się niemalże połowa broni palnej należącej do cywilów na całym świecie. Coś musi się zmienić w tej kwestii.

Trzeba pamiętać, że nienawiść nie jest dobrą odpowiedzią na przemoc. Rano pojawił się piękny artykuł, który opisuje strach, jaki muszą czuć muzułmanie ze społeczności LGBT+. Tekst Samry Habib „Queerowi muzułmanie istnieją — i też są w żałobie" przypomina, że muzułmańskie grupy aktywistów w razie takich wydarzeń dostają zadanie przepraszania za czyny terrorystów i „przypominania światu, że islam promuje pokój, żeby niewinni muzułmanie, którzy chcą po prostu żyć własnym życiem, nie cierpieli z powodu reperkusji". Queerowi muzułmanie nie powinni przepraszać za takie wydarzenia — to nie dzieło całej religii, ale jednego człowieka, przez którego „cała religia i wszyscy jej wyznawcy są uznawani za podejrzanych". Jeśli przed masakrą nie podzielaliście islamofobicznych poglądów, nie róbcie tego teraz z powodu strachu.

Ten atak rzucił światło na kilka niewygodnych tematów. Mainstreamowe media pokazały, że chcą uciszyć gejów i odebrać im możliwość mówienia o zbrodni nienawiści wymierzonej w ich społeczność. W losie ofiar kryje się kolejny tragiczny paradoks. Postrzeleni ludzie w ciężkim stanie potrzebują krwi, jednak prawa w Stanach zakazują gejom i biseksualnym mężczyznom oddawania krwi, o ile od 12 miesięcy nie żyją w celibacie (to efekt strachu przed zarażeniem HIV/AIDS). Oczywiście można pomóc w inny sposób: na GoFundMe zebrano już ponad 1,5 mln dolarów na pomoc dla ofiar i ich rodzin. Na całym świecie zapowiedziano wspólne czuwanie, aby uczcić pamięć ofiar i sprzeciwić się homofobii i transfobii — na przykład pod Amerykańską Ambasadą w Warszawie od godziny 18:00 będą składane znicze. Najważniejsze to nie dać się strachowi. Należy pamiętać, że pierwsza parada równości została zorganizowana na znak protestu przeciw policyjnemu nalotowi na klub Stonewall w 1969 roku. Teraz, 47 lat później, funkcjonariusze zostali wysłani przez burmistrza Nowego Jorku, aby dodatkowo chronić to miejsce po masakrze w Orlando. Może jesteśmy w o wiele lepszej pozycji, niż aktywiści ze Stonewall, którzy przetarli nam szlaki, ale nie zapominajmy, jak wiele nienawiści wciąż istnieje i jak długa droga jeszcze przed nami.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Jacob Hall
Zdjęcie Benjamin Alexander Huseby
Stylizacja Thom Murphy
Stylista fryzur Justin Fieldgate przy użyciu produktów Bumble and Bumble
Asystent stylisty Leeds
Model Adam i Richard
i-D The Youth Issue, Numer 271, listopad 2006 roku
Tłumaczenie i lokalizacja Patrycja Śmiechowska