Reklama

potęga snapchata

Czy platforma znana z zabawnych filtrów pomaga odzyskać kontrolę nad swoim wizerunkiem?

tekst Mattie Kahn
|
29 Sierpień 2016, 3:39pm

Długo zwlekałam ze Snapchatem - aplikacją, która pozwala wysyłać zdjęcia i decydować, przez ile sekund będą wyświetlane. Spóźniłam się na fenomen, który nigdy nie trwa dłużej niż 10 sekund i zawsze znika po 24 godzinach. Jestem pisarką, więc nie pociągała mnie ta ulotność. Wszyscy mamy ukryte pragnienia. Moim marzeniem jest to, by jedna z moich mądrych obserwacji zapisanych prozą trwała, gdy mnie już zabraknie na tym świecie. Dlatego robię, co mogę, by zostawić po sobie wirtualne ślady. Swoje najbardziej olśniewające wspomnienia powierzam Instagramowi. Dzielę się najzabawniejszą wersją siebie na Twitterze. Komentuję współczesną kobiecość w internecie i na papierze. Upierałam się, że od zawsze sprawiano, że jesteśmy niewidzialne. Czy kobiety teraz dobrowolnie miały znikać? I miałyśmy się z tego cieszyć?

Od wieków kultura zatrzymywała kobiety w nieruchomych pozach. Byłyśmy uwieczniane, opiewane, uciszane w prozie i sztuce przez artystów płci męskiej. Zrobiono z nas milion Wenus, wylegujących się na pokaz. Jesteśmy Olimpiami Maneta, odprężającymi się na łóżku. Jesteśmy Marion Crane krzyczącą pod prysznicem w „Psychozie". Może Snapchat też miał dla nas równie ambitne zadanie. Gdy The New York Times opisał tę aplikację w maju 2012 roku, pisarz Nick Bilton wyjaśnił, co atrakcyjnego kryje się w „nierozważnych zdjęciach, na które można rzucić okiem, zanim znikną". Zauważył, że opis Snapchata w App Storze Apple'a ilustrują zdjęcia lekko roznegliżowanych kobiet. Dodał także, że „wzmianki o aplikacji na Twitterze sugerują, że wielu młodych ludzi używa jej do żartowania i droczenia się z przyjaciółmi za pomocą zdjęć", ale znalazł też „nawiązania do mniej niewinnego potencjału" apki. Ten artykuł bardzo mi się spodobał i potwierdził moje podejrzenia.

Ale nagle dobre kobiety, które znam, zaczęły korzystać z aplikacji. Wymieniały się zdjęciami z rumieńcami i potem spływającym po twarzy po zejściu z bieżni. Wysyłały wysublimowane zachody słońca i smutne obiady jedzone przy biurku w pracy. Moje przyjaciółki, wrogowie, hipsterzy, bariści z sąsiedniej kawiarni, mój szef - wszyscy tam byli. Nagle zapragnęłam zostać wtajemniczona w ich rozmowę. Chciałam robić okropne zdjęcia, pod warunkiem, że znikną. Co tam erotyczne fotki. Chciałam iść ulicą i robić zabawne miny do ekranu mojego iPhone'a. Dlatego w końcu założyłam konto. Zrozumienie, jak wiele przyjemności mnie omijało, zajęło mi dwa tygodnie. Pamiętam, jak przyjaciółka napisała jaskraworóżowymi literami na zdjęciu pięknego oceanu: „na żywo wygląda lepiej". To była przechwałka z przymrużeniem oka, która przypomniała, że osoba robiąca i opisująca fotkę, może uderzyć w to, jak ją odbierają jej widzowie. Byłam zachwycona.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Sławni ludzie też mają konta na Snapie - wśród nich znane kobiety, nasze feministki-celebrytki. Raz na jakiś czas ktoś dzielił się chwilą, która trafiała na nagłówki za sprawą milionów zrzutów ekranu. Tego lata Michelle Obama dołączyła do platformy, a internet oszalał. W lutym 2015 roku Madonna weszła na Snapa, żeby opublikować nowy teledysk - to sprytny ruch, w sam raz dla kobiety, która zawsze opowiadała własną historię. Gdy Amandla Stenberg przejęła konto Teen Vogue'a, żeby promować okładkę magazynu w styczniu 2016 roku, użyła medium, żeby ujawnić swój biseksualizm. Nie zrobiła jednak głębokiego oddechu i nie wyznała tego poważnym tonem. Po prostu o tym wspomniała, tak jakby rozmawiała z przyjaciółmi. Nie powiedziała tego, by wywołać skandal, po prostu stwierdziła fakt. „Bardzo ciężko jest być uciszanym, a walka ze swoją tożsamością i próba dopasowania się zadają głębokie rany", powiedziała. „Identyfikuję się jako czarna, biseksualna kobieta, więc też przez to przeszłam". „Nie damy się stłumić", dodała. „Mamy wyrażać swoją radość, miłość i smutki, być wielkie i odważne". Powiedziała, że kobiety nie powinny być „łatwe do przełknięcia", zastygnięte na wieki w czyimś spojrzeniu. Spojrzała prosto w obiektyw, jakby chciała powiedzieć: „Oto ja, jestem sobą".

Ale na każdą z tych historii, które zmieniają się w nagłówki, przypada milion innych, które zostają zapomniane. Większość zdjęć i filmików ze Snapchata nie staje się hitami, nawet jeśli zamieszcza je Rihanna. One nie mają robić wrażenia. Dzięki SMS-owi możesz utrzymać kontakt z przyjaciółką, nawet jeśli jest daleko. Dzięki listowi może wysłać swoją miłość poza miasto, państwo czy kontynent. Dzięki snapowi może się zmaterializować nagle, bez zaproszenia. Pozwoli ci przyjrzeć się jej, przez tyle sekund, przez ile będzie chciała. I zniknie. Snapchat nie stał się okropnym siedliskiem nękania, molestowania i seksualnych dewiacji, przed którym przestrzegali krytycy. Od tego jest Twitter. Zamiast tego Snap dał kobietom narzędzie do przestawiania na ich własny sposób. Oto my, jesteśmy sobą.

Jenna Wortham napisała w The New York Timesie w maju 2016 roku, że „cała estetyka Snapchata zupełnie kłóci się z tym, jak ludzie zachowują się na Facebooku, Instagramie i Twitterze, gdzie czekamy aż zauważy nas scout z agencji modelingowej albo menedżer szukający utalentowanych artystów. Snapchat nie jest od wyglądania ładnie. Tam można być sobą". To także miejsce, w którym możemy zobaczyć siebie. Jest jednocześnie okiem, malarzem i rzeczoznawcą, wyceniającym dzieło sztuki.

Snapchat to technologiczno-społeczny sposób wyrażenia kobiecej perspektywy. Nie jest „czysty" ani, co gorsza, dziewiczy. Nie jest też surowy. I dzięki temu jest o wiele lepszy. Inaczej nigdy nie miałybyśmy szansy zmienić się w pszczółki, pieski i rzygać tęczą czy zamieniać się twarzami.

Snapchat jest jeszcze jednym ze sposobów na pokazanie światu, że same tworzymy swój wizerunek, mamy nad nim kontrolę i podejmujemy decyzje. Gdyby tylko Wenus z Urbino Tycjana miała ten sam przywilej. Tylko pomyślcie - pewnie trzymałaby kijek do selfie. Może wybrała któryś z zabawnych filtrów. Może Snapchat nie jest na zawsze, tylko na tu i teraz.

Bliski i bezczelny Snapchat jest odą do kobiecości. Zmienny, natychmiastowy, trochę bezsensowny i pełen intencji - to pamiętnik, który postanowiłyśmy spalić. Nie sprawi, że za kilka lat znajdziesz odpowiedź na pytanie „Kim byłam w wieku 14, 26, czy 35 lat?". Po prostu pozwala ci być tu i teraz. Przynajmniej przez chwilkę. Bo za kilka dekad ludzie nie będą w stanie zobaczyć nas tak, jak same widzimy siebie.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mattie Kahn
Zdjęcie: przeróbka „Olimpii" Édouarda Maneta, 1865 rok

Tagged:
snapchat
feminizm
media społecznościowe
Female Gaze
the female gaze
The Female Gaze Issue
mattie kahn
kobiecym okiem