starszy brat, cydr i przebieranki w pociągu. pierwszy wywiad z garethem pugh

Z okazji powrotu Garetha Pugh na London Fashion Week po latach pokazów w innych miastach, wyciągamy z archiwum jego pierwszy wywiad dla i-D, którego udzielił w 2006 r.

tekst i-D Team
|
26 Luty 2015, 4:35pm

Od masy publikacji prasowych, którą nawet największe nazwiska branży mogłyby się zadławić, po zlecenia, za które jego rówieśnicy sprzedaliby złote zęby swoich babć - do Hackney i z powrotem, gdziekolwiek się nie ruszysz, usłyszysz nazwisko Garetha Pugh. Na fali pokazu kolekcji na jesień-zimę 2004, na parkiecie londyńskiego klubu Kashpoint, gwiazda Pugh wciąż unosi się w górę, sięga stratosfery i wkracza wprost na orbitę… A wszystko to owinięta w czerwono-białe prążkowane tkaniny, z balonem z helem w ręku. Dzięki niemu wszystkie londyńskie sceny klubowe buzują jak krater wulkanu w gotowości do wybuchu. Bo Gareth bierze coś zwyczajnego - pazłotko tu, woreczek tam - i siłą swoich (zadziwiająco męskich) rąk przerabia je w coś pomiędzy kontrkulturą a haute couture. Z jego planem na życie trzeba się liczyć - nie zadowoli go nic poza władzą nad światem. Jego projekty trzeba klasyfikować jako szyte na miarę kreacje, z tego samego nurtu co wczesna twórczość Diora czy Westwood. Dowodem tego jest chociaż obecność legendarnej Anny Wintour na jego ostatnim pokazie, który oglądała idealnie usadzona w pierwszym rzędzie, gdy wielkie czarne balony odbijały się od ścian po bokach wybiegu. Jego pierwszy pokaz w oficjalnym namiocie London Fashion Week sprawia wrażenie, że ci, którzy trzymają kasę w branży, w końcu poznali się na Garecie. Jego radość uchwycona przez Nicka Knighta w sesji dla i-D jest najlepszym przykładem umiejętności adaptowania się do każdej sytuacji. Zgodnie z przewidywaniami, dzień przed sesją żaden z jego projektów nie był dostępny - były porozsyłane po redakcjach magazynów całego świata - więc w dniu zdjęć kupiono balony, rozlano farbę i rozsypano brokat. Dzisiejszy wieczór spędzę z Garethem na „Vogue Ball" w Bistroteque, podczas którego będzie zasiadał w jury razem z naszym Szefem Mody Edwardem Enninfulem i Szefową Urody Pat McGrath. Stanę pod ścianą, schowam się w tłumie, popatrzę na Garetha z daleka, zobaczę jego rozczochraną grzywkę i pomyślę sobie jakim jestem szczęściarzem, że było mi dane poznać i wspierać taki talent.

Jak się masz?
Dobrze, dziękuję.

Zacznijmy od początku: kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się modą?
Bardzo wcześnie. To chyba przez mojego starszego brata, który nigdy nie miał dość drogich ciuchów. Pracował na stoisku w Asdzie [tani brytyjski supermarket - red.] i jeździł do Newcastle wydawać całą swoją kasę w butikach.

Co tam kupował?
Typowe rzeczy w stylu gościa, który stroi się na popis. Pamiętam jak wydał sporo na marynarkę Paula Smitha, na rzeczy od Prady, całą fortunę na okropny kardigan Driesa Van Notena. Ale sprawiało mu to przyjemność, więc było w porządku.

Ile twój brat ma lat?
Teraz 29. Był kiedyś strasznie wkręcony w taniec i 2 Unlimited, i trochę też przeszło to na mnie. Potem jednak przerzucił się na Ice'a T i rap. Miał znajomego w Stanach, który przysyłał mu kasety Jazzy'ego Jeffa i Fresh Prince'a. Potem jednak pojechał do Benidorm w Hiszpanii na dwa tygodnie…

I zainteresował się dziewczynami?
Tak, ale to nie moja sprawa. Zabawnie było być wtedy blisko takich ubrań, umiałem to wykorzystać. Gdy chciałem odstawić się na wyjście, mogłem po prostu wziąć z jego szafy wypasiony płaszcz. Zawsze to zauważał i bardzo się wkurzał. Jednak pierwszy raz pomyślałem, że chcę projektować i przeprowadzić się z Sunderland do Londynu, chyba dopiero gdy byłem w National Youth Theatre, gdy miałem 14 lat. W wakacje pracowałem w wydziale kostiumów, mieszkałem w akademiku w dzielnicy Tufnell Park. Niesamowicie było mieć 14 lat i mieszkać samemu w Londynie. Mogłem pić i w ogóle. Chociaż moi rodzice nigdy nie zabraniali mi alkoholu zupełnie, to w domu był to tylko kieliszek wina w niedzielę albo na sylwestra.

Kiedy po raz pierwszy się upiłeś?
Gdy odkryłem cydr Strongbow na premierach w National Youth Theatre, zawsze był tam darmowy alkohol. Było śmiesznie, bo byłem najmłodszy w wydziale kostiumów. Musiałem kłamac co do swojego wieku, żeby tam pracować, ale w końcu wyszło na jaw, że mam 14 lat.

Do jakich sklepów wtedy chodziłeś?
Zazwyczaj do Gucciego i innych dużych butików, udawałem, że chcę kupić coś mamie i prosiłem o katalogi. To były moje własne badania rynkowe. Wszystko wydawało się takie nierealne…

Drogie sklepy cię nie odstraszały?
Nie, było świetnie! Przebieraliśmy i udawaliśmy naprawdę bogatych.

Wyobrażam sobie, jak snujesz się po butikach w białym futrze i okularach.
Trochę tak było! [śmieje się] Pamiętam jak po raz pierwszy pojechałem do Londynu, miałem na sobie aksamitną kasztanową marynarkę z lumpeksu. Była naprawdę dobrze zrobiona, miała normalne guziki, ale była na mnie za duża, więc przerobiłem ją na dwurzędówkę. Rozciąłem rękawy aż po łokcie i dołożyłem wielki szeroki pas. Więc tak, jeździłem do Londynu ubrany jak kretyn.

Mam przed oczami, jak pozujesz w okularach przeciwsłonecznych.
Cóż, nosiłem stare oprawki, z których wyjąłem soczewki korekcyjne i włożyłem plastikowe szkiełka. Wyglądałem jakbym nosił przecisłoneczne muchy… ale nie wyglądało to dobrze!

Jaką miałeś wtedy fryzurę?
Straszną. Miałem 15 lat i przedziałek na środku, bardzo najntisowo.

Ubierałeś się w domu czy przebierałeś w pociągu?
Przebierałem się w pociągu. W Sunderland robili taką promocję w gazecie The Echo, w której bilet do Londynu kosztował 15 funtów. Normalnie kosztowałby 25, ale tak miałem miejsce na składanym siedzeniu w korytarzu przy toalecie. Gdy tylko wysiadałeś na dworcu King's Cross, jakiekolwiek ubrania uchodziły ci na sucho. To było dla mnie bardzo inspirujące: że mogłeś wciąż być w tym samym kraju, ale wszystko wydawało się zupełnie inne.

Jak dorastało ci się w Sunderland? Lubiłeś chodzić do szkoły?
Lubiłem ją na początku, aż do ostatniej klasy. Ludzie zaczęli być wtedy zbyt wybredni towarzysko. Dopiero przez ostatnie dwa lata szkoły znalazłem paczkę przyjaciół, których kręciło to samo co mnie. Nie byliśmy jakąś lanserską ekipą, ale dużo razem wychodziliśmy i świetnie się bawiliśmy.

Zdawałeś A-levels [brytyjski odpowiednik matury - red.] ?
Po to poszedłem do liceum.

W Sunderland?
Tak, to też było trochę dziwne. Bo nawet tam nie bardzo było z kim się utożsamiać. Od dawna wiedziałem, że chciałem wyjechać do Londynu i wiedziałem co chcę robić, więc liceum było tylko kwestią czasu.

Jak wyglądały wtedy twoje projekty? Zawsze były takie mroczne i gotyckie?
Nie nazywałbym ich gotyckimi, choć zawsze miały w sobie coś mrocznego. Gdy mówisz o gotyku, odnosi się to do tych wszystkich historycznych motywów, a w moich pracach ich nie ma.

Co inspirowało cię gdy dorastałeś?
Cała moja edukacja przed wyjazdem do Londynu kręciła się wokół sztuki i rzeźby. Jedyną modą, z którą miałem kontakt, był program The Clothes Show w telewizji w każdą niedzielę, i to gdy Tom Ford zaczął projektować dla Gucciego. Pamiętam wielki żółty płaszcz, który wyglądał jak olbrzymia kula puchu. Wydawał mi się genialny.

Jak podobały ci się studia na Central Saint Martins?
Jedynym powodem, dla którego tam poszedłem, była Louise Wilson, prowadząca kierunek projektowania. Wiesz, na tyłach niedzielnej gazety są te wywiady z ludźmi, którzy odnieśli sukces w swojej dziedzinie. Przeczytałem jeden z Louise Wilson, opowiadała o Saint Martins, które wydało mi się idealnym miejscem. Zawsze chciałem wyjechać do Londynu, ale dopiero wtedy znalazłem szkołę, w której chciałbym się uczyć. Wkurzało mnie zawsze, że Louise jednak nigdy mnie nie uczyła - po tym jak skończyłem licencjat nie było mnie stać na magisterkę. Louise miała image kogoś naprawdę strasznego, ale jeśli nie umiałbyś sobie z nią poradzić, to nie dałbyś sobie rady z niczym poza szkołą. Na Saint Martins o wszystko musisz walczyć, nawet bibliotekarki są wredne i chamskie, ale po prostu chcą cię dobrze przygotować.

Teraz zaproszono cię, żebyś tam wrócił i sam został wykładowcą.
Skończyć szkołę i zostać poproszonym, żeby do niej wrócić i wykładać było dość dziwne. Do tej pory mi za to nie zapłacili!

Czym zajmują się twoi rodzice?
Mój tata jest policjantem, a mama pracowała w call center. Też to robiłem, dla katalogu Littlewoods.

Jakie jeszcze inne prace miałeś?
Moim pierwszym zajęciem było pakowanie kopert. Musiałem to robić jeszcze przed pracą w teatrze, żeby rodzice nie musieli dawać mi masy pieniędzy na wakacje w Londynie. Pracowałem też w jedynym drogim butiku w Sunderland, w którym sprzedawali Vivienne Westwood i Moschino, i w Topshopie jako visual merchandiser.

Kiedy przeprowadziłeś się do Londynu?
Gdy tylko skończyłem 19 lat.

Jak poznałeś artystę Matthew (Stone'a) i jego kolektyw !WOWOW!?
Matthew to jeden z moich nastarszych przyjaciół z Londynu. Mieszkaliśmy kiedyś razem w akademiku w Tooting. Robiliśmy też tę straszną linię dla Topshopu…

Którą?
Nie powiem ci, Ben! To jedna z tych rzeczy, których nigdy ze mnie nie wyciągniesz! [śmieje się]

Jak zaczęła się cała historia z !WOWOW!?
Wszystko ruszyło po tym, gdy Matthew znalazł ten niesamowity magazyn w Peckham, rozkręcił się tam krąg ludzi, którzy mieszkali i pracowali w tym samym miejscu. Nie było żadnych zasad, byliśmy jak banda dzieciaków. Działał tam już klub nocny i teatr, grały tam zespoły. Była duża scena, światła i didżejka, było idealnie. Na nasze imprezy przychodziły masy niesamowitych, zdolnych ludzi. Dużo młodych gejów w szalonych ciuchach. I wtedy nas stamtąd wyrzucili… !WOWOW! wciąż jest !WOWOW!, ale trochę bardziej rozproszonym, co też ma swoje plusy.

Jak trafiłeś do telewizyjnego reality show Fashion House?
Właśnie skończyłem szkołę i od jakiegoś czasu się do nich zgłaszałem, aż w końcu ktoś z produkcji spytał „Okej, chcesz pojechać do Rzymu?". Ale nie chcę być kojarzony jako ktoś, kto robi to co robi dzięki programowi w telewizji, nie znoszę tego. Jestem w tym momencie życia dzięki swojej naprawdę ciężkiej pracy, nie dzięki naprawdę złemu reality show.

Pamiętam z programu twój projekt z rozsypującymi się perłami.
Matthew powiedział mi o swoim śnie, w którym robiłem kostiumy dla Björk. Zdejmowała w nim spodnie i wypadały z niej perły. Mój projekt wyglądał jak sztuczny brzuch ciążowy, z wielkimi piersiami, a gdy modelka była na końcu wybiegu, pociągnęła sznureczek pod brzuchem, a setki pereł wypadły z jej cipki! To dziwne, jak rzeczy zakorzeniają się w twojej świadomości.

Lubiłeś występować w telewizji?
Nie, byłem rozczarowany całą tą sytuacją. Reżyser powiedział mi, że będzie to współczesna wersja Clothes Show - co bardzo mnie cieszyło - ale nie było tak.

Denerwuje cię bycie nazywanym nowym Leighem Bowerym albo Alexandrem McQueenem?
Myślę, że ludzie po prostu lubią ustawiać w kontekst to co robię. Nie miałbym nic przeciwko byciu kojarzonym z McQueenem, ale Leigh Bowery był strasznym imprezowiczem, w kontekście projektowania nie jest to taka dobra sprawa. Na pewno nie zaprzeczam, że zawdzięczam dużo imprezom w Kashpoint. Chodziliśmy tam, bo mogliśmy swobodnie czuć się tam w dziwacznych ciuchach, a alkohol był tani. Jednak cały proces przygotowań, picia w autobusie, picia na ulicy przed wejściem był w tym najlepszy.

Dzięki twoim kolekcjom otrzymałeś całą masę ciekawych zleceń, jak Deith Art. Parade, kostiumy na trasie Kylie Minogue, reklama HSBC… Planujesz w przyszłości porzucić wybiegi?
Najchętniej robiłbym dalej to co robię, tylko za większe pieniądze. Chciałbym, żeby było mi trochę wygodniej.

Chciałbyś patrzeć na ludzi, którzy noszą twoje ubrania, czy wolisz traktować je jak swoją sztukę?
Penny z SHOWStudio pokazała mi nowy pokaz haute couture Diora i był niesamowity. Wygląda jak uszyty z reklamówek. Taki pokaz ma dużą oglądalność, piszą o nich w mediach, a wszystko pomaga sprzedać dużo szminek, okularów i torebek. Nigdy nie zależało mi na komercji, ale byłoby super zobaczyć jak ktoś idzie po ulicy w moich projektach.

Więc koniec końców, chciałbyś stworzyć własny świat, w który ludzie mogliby się wkupić?
To dla mnie teraz bardzo niezręczna sprawa. Mam swoją markę, ale nic na sprzedaż.

Z jakich dotychczasowych osiągnięć jesteś najbardziej dumny?
Udział w okładce Dazed & Confused był niesamowity. Moi rodzice mogli po prostu pójść do kiosku i zobaczyć to na półce. Sesja zdjęciowa z Nickiem Knightem, pokaz na London Fashion Week, współpraca z i-D, trasa Kylie, lot do Nowego Jorku żeby ubrać Fischerspooner… To naprawdę dziwne.

Jaka jest Kylie?
Spotkanie z nią było specyficzjne. Wiem, że wszyscy to mówią, ale jest naprawdę malutka. Spotkałem się z nią w wielkiej sali prób, nie spałem przez dwa dni bo szyłem dla niej kostiumy i wyglądałem jak śmierć. Nie miałem żadnego punktu odniesienia ani perspektywy, więc wyglądała jakby była bardzo daleko… Ale jest bardzo urocza. Drobna, ale idealnie zbudowana. Później wydarzyło się jeszcze tak wiele niesamowitych rzeczy, że nigdy nie byłbym w stanie ich wymienić.

Po podświetlanej sukience, nadmuchiwanej sukni i kombinezonowi a'la pudel, martwisz się o swój kolejny słynny projekt?
Martwię, bo wiem, że ludzie go ode mnie oczekują. To dlatego umieściłem pudla w połowie pokazu, bo chciałem uciec od przewidywalności. Do podświetlanego płaszcza Casey (Spooner) musiał podpisać papiery o tym, że jeśliby zginął, to byłoby to moją winą, a nie firmy, która ją wyprodukowała. Źle się wtedy czułem.

Byłeś oskarżony o rażenie modeli prądem?
To duża odpowiedzialność na moich barkach.

Kupujesz magazyny?
Nie. Choć tak naprawdę kupuję, kłamałem. W zeszłym tygodniu na Brick Lane kupiłem sześć. Przeglądałem te stare używane gazety i znalazłem duży materiał o moich projektach. Pomyślałem sobie, że muszę to kupić. Czułem się jak Gary Barlow w sklepie muzycznym, gdy widzi swoją płytę w koszu z wyprzedażą.

Gdzie kupujesz ubrania?

Ostatnią rzeczą, którą kupiłem, były białe dżinsy z Primarka. Nie bardzo mam teraz czas i pieniądze na zakupy.

Czy twoi rodzice rozumieją co robisz?

W trakcie projektu z Kylie kupiłem mojej mamie i cioci bilety na jej koncert w Birmingham. Właśnie takie rzeczy pozwalają im to zrozumieć, coś prawdziwego.

Masz już motyw przewodni kolejnego pokazu?

Miałem kiedyś pomysł na kurtkę, do której kieszeni możnaby wsadzać przedmioty, które zmieniałyby jej kształt. Mógłbyś nosić ją wypełnioną na zimę, albo pustą na lato. Wszystko zaczęło się od nadmuchiwanych rękawków do pływania. Bawiłem się nimi kiedyś i pomyślałem, że można łączyć je w różne kształty. Chciałbym skleić 200 sztuk i zobaczyć jak to wygląda, wtedy może doprowadzi mnie to do czegoś innego. Kojarzysz te srebrne balony z helem, które dostaje się na urodziny? Można je szyć jak tkaninę, więc po raz pierwszy, ale to kolejny krok do przodu.

Może być genialne!

Gdy pracowałem nad kostiumem pudla, wysłałem jednego z moich stażystów do kliniki zdrowia seksualnego, żeby przyniósł trochę prezerwatyw, bo były jedyną formą, żeby nadać uszom odpowiedni kształt. Tak więc zostały odlane z dwóch kondomów Durexa… Zmyliśmy najpierw środek plemnikobójczy, pozwolę sobie dodać!

Mam nadzieję! Jestem ostatnio zakręcony na punkcie gotowania. Jak wygląda twój typowy posiłek?

Teraz byłaby to pizza, papieros i puszka coli. Co i tak jest lepsze od zeszłego roku, gdy było nim ciastko, papieros i cola. Nigdy nie odżywiam się dobrze gdy jestem zajęty, gdy pracuję nad kolekcjami miewam początki szkorbutu. W zeszłym sezonie byłem jak jaszczurka, moja skóra się łuszczyła, miałem niedobory witamin i piłem za mało wody. Moja skóra umierała w dziwnych miejscach ciała, które raczej nie powinny być suche…

Jak pirat!

Tak, to straszne.

Wykorzystasz w tym sezonie więcej koloru?

Nigdy tak naprawdę go nie stosowałem, albo używałem go tylko w specjalny sposób, który ma dla mnie jakieś znaczenie. Nie użyję koloru tylko dlatego, że jest ładny.

Tak jak twoja czerwień?
Tak, jak biel i czerwień Sunderland. Gdy zaczynasz bawić się z kolorem, tracisz kontrolę nad kształtem i proporcjamią ubrań.


Gdy zaczynasz prace nad kolekcją, szukasz inspiracji w albumach i książkach?
Nie, nigdy nie szukam pomysłów w ten sposób. To też jakiś mój problem.

To, że nie umiesz czytać?
To też! [śmieje się]. Ale nie, zawsze muszę znaleźć pomysł w sobie. Początek kolekcji leży we mnie, w tym kim jestem, skąd pochodzę, co robię i co mnie otacza. To właśnie mnie interesuje.

Jaki jest twój ulubiony własny projekt?
Podświetlany płaszcz. Był konstruowany noc przed pokazem. Byłem wtedy najbliżej płaczu w życiu, poczułem wielką ulgę gdy udało się go skończyć. Oglądałem pokaz zza kulis, gdy ktoś musiał zrobić zdjęcie z lampą. Błysk na monitorze wyglądał jakby Casey (Spooner) był na wybiegu rażony prądem. Pomyślałem sobie „Cholera! Płaszcz nie działa, a na dodatek zabiłem Casey'ego!". Ale 5 sekund później okazało się, że wszystko jest okej. Zapaliły się światła… O mój Boże!

Wyglądał absolutnie genialnie…
Tak, wyglądał. Gdybym tylko miał pieniądze, żeby zrobić to co chciałem, wszystko wyglądałoby genialnie.

Zależy ci, żeby twój pokaz na London Fashion Week był wielkim i ważnym wydarzeniem?
Robię swoje, mam tylko nadzieję, że ludzi chociaż trochę to zainteresuje. To dlatego chciałem na początku nazwać tę kolekcję "No Limit", bo to tytuł jednej z pierwszych piosenek, które choć prawie nie miały słów, to weszły na brytyjskie listy przebojów. Do pewnego stopnia robię to samo: urządzam pokazy mody, ale nie do końca pokazuję ubrania!

Zdjęcia pochodzą z projektu „Fash Off", w którym w 2006 r. brał udział Gareth Pugh, dzięki uprzejmości www.SHOWstudio.com.  

Tagged:
Wywiady
Μόδα
Gareth Pugh
archiwa i-d