surrealistyczne obrazy z klubów striptizerskich w las vegas

Austriacka fotografka Stefanie Moshammer dzieli się refleksją nad dynamiką płci i wizualną poetyką Miasta Grzechu.

tekst i-D Staff
|
28 Grudzień 2015, 9:35am

Stefanie Moshammer nie łamie naczelnej zasady Las Vegas, tylko trochę ją nagina. W niedawno wydanym albumie autorstwa urodzonej w Wiedniu fotografki, czyli Vegas and She, znajdziemy strony pod hasłem przewodnim "co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas", a więc odpicowane fury, góry pustyni Mojave, tematyczne pokoje hotelowe i skąpo odziane striptizerki. Ale cykl zdjęć Moshammer to coś więcej niż seria ładnych obrazków. To zaproszenie do stworzenia ( i zniszczenia) własnej iluzji Miasta Grzechu.

Portrety pracowników i konsumentów branży erotycznej mieszają się tu z martwymi naturami, pejzażami i fragmentami utworów literackich pokroju „Po drugiej stronie lustra" Lewisa Carrolla. Blade odcienie różu tańczą między cadillacami, tumanami pustynnego pyłu, kolumnami z podrabianego złota i wykładanymi szmaragdowym marmurem skromnymi pokoikami motelowymi. Jednocześnie Moshammer, niczym fotografowane przez nią kobiety, po mistrzowsku tańczy pomiędzy stworzoną przez siebie iluzją, a rzeczywistością. Rozmawiamy z artystką tuż przed wernisażem wystawy zbiorowej zawierającej jej prace, zaplanowanym na 10 grudnia w Wiedniu, i wyjazdem dokumentacyjnym do Rio de Janeiro (gdzie również planuje wystawić zdjęcia z Vegas and She).

Co skłoniło cię do fotografowania Las Vegas?
Spędziłam w Las Vegas tydzień, żeby potem wrócić z intencją stworzenia Vegas and She. Ten pierwszy krótki pobyt obudził we mnie pragnienie, żeby zgłębić fascynującą legendę tego miasta, w którym słodycz miesza się z goryczą. Zastanawiałam się, co kryje się za tym surrealistycznym marzeniu o wyrafinowaniu, poszukiwanym przez ludzi w miejscu zbudowanym na iluzji, fantazji i pożądaniu. To było jak wyzwanie - odkryć, jakie naprawdę jest Las Vegas i jak dłuższy pobyt w tym mieście wpływa na człowieka.

Pochodzisz z Wiednia. Ciekawi mnie, czy mit Las Vegas jest taki sam w innych krajach, co w Ameryce. Czego spodziewałaś się przed przyjazdem?
Zanim naprawdę poznałam Vegas, miałam dość naiwny stosunek do tego miasta. Nie sądziłam, że ktokolwiek tam mieszka czy dorasta. Byłam przekonana, że to miasto służy wyłącznie rozrywce i nie ma w nim warunków do normalnego życia. Swoje wyobrażenie na temat Vegas przeciętny Europejczyk czerpie z filmów i lektur. Na miejscu dochodzi do zderzenia tych wyobrażeń z pragnieniem realistycznego oddania charakteru miasta. 

Jak szukałaś obiektów do fotografowania i gdzie robiłaś im zdjęcia?
To byli różni ludzie. Z niektórymi z nich poznałam się lepiej w trakcie mojego pobytu w Vegas, innych po prostu zaczepiłam na ulicy. Z jedną ze striptizerek poznałam się za pośrednictwem mojego kumpla. To dzięki niej udało mi się wejść w środowisko striptizerek, bo przedstawiła mnie swoim koleżankom po fachu. Fotografowałam je w ich domach albo pokojach hotelowych czy motelach. Jestem im wdzięczna za okazane mi zaufanie. Pragnę pokazać, jak ludzie, wnętrza i pejzaż przenikają się nawzajem w takim miejscu, jak Vegas. Chciałam, żeby portrety tych kobiet były metaforyczne i nasycone poezją, bo to lepiej oddaje atmosferę i nastrój otoczenia, w którym żyją, niż przedstawianie każdej z tych kobiet za pomocą jakiejś historii. Fotografowane ciała i otoczenie miały zapraszać widzów do uczestnictwa w tej narracji i kształtowania określonej rzeczywistości. 

Na tych obrazach udało się uchwycić prawdziwie frapującą sztuczność - kolumnę z tombaku, mural przedstawiający dżunglę. Jaką rolę odgrywają tu fantazja pospołu z iluzją?
Próbowałam stworzyć obrazy kreujące niejednoznaczną przestrzeń, odrywające nas od rzeczywistości i błąkające się gdzieś na rozdrożu między iluzją, a pożądaniem. Chodziło mi o świat wychodzący poza utarte wyobrażenia, ale jednocześnie tak realistyczny, jak to możliwe. Podstawą jest fotografia dokumentacyjna, stąd przywiązanie do realizmu i prawdy. Ale cykl tych zdjęć zawiera również alegorie i dwuznaczności, co daje odbiorcom więcej swobody w interpretacji tych obrazów. Vegas to miejsce pełne tajemnic, cudów i mitów. Chcę zasiać w widzach wątpliwości i skłonić ich do zadawania pytań.

Tytuł cyklu to Vegas and She ("Vegas i ona", przyp. tłum.). Opowiedz nam o zaobserwowanej przez ciebie i uchwyconej na zdjęciach dynamice płci.
"Vegas" to mężczyzna. Skonfrontowałam się z nim. Mieszkać w tym mieście to jak poznawać kogoś, doświadczać obecności drugiej osoby. "Ona" to drugi biegun, antyteza. "Ona" to ja i wszystkie kobiety sportretowane w cyklu. W świecie klubów ze striptizem role kobiet i mężczyzn są bardzo jasno określone. Męskie pożądanie stanowi napęd tej machiny. Całe to droczenie się i gierki odbywają się według określonego rytuału. W tej piaskownicy dziewczynki przybierają sztucznie wytworzoną tożsamość, stając się wyidealizowaną wersją kobiety, jakiej pożądają mężczyźni, i tworzą wymyśloną przestrzeń zbudowaną na fantazjach. 

Czy te kobiety mają poczucie upodmiotowienia, czy raczej czują się wykorzystywane? Czy cykl w ogóle porusza tę kwestię?
W Vegas striptizerki traktuje się bardzo źle. Nie zatrudnia się ich na umowę o pracę. Występują w charakterze niezależnych zleceniobiorców i mają własną działalność. Co dzień i co noc striptizerki uiszczają określoną opłatę za możliwość występu. Mają prawo zatrzymać zarobione ciałem pieniądze, ale dopiero po odliczeniu kasy dla didżejów, barmanów i pozostałych osób, z którymi współpracują. Na występie można zarobić lepiej lub gorzej - wszystko zależy od indywidualnych stosunków między striptizerką, a menedżerem klubu. Osobiście nie podoba mi się dynamika relacji w środowisku klubów ze striptizem ani sposób traktowania pracownic przez menedżerów. Z drugiej strony, poznane przeze mnie striptizerki nie czuły się wykorzystywane. Shannon zdradziła mi, że lubi niezależność, którą daje jej ta praca. Pracuje w różnych klubach na terenie Stanów i twierdzi, że będzie tańczyć tak długo, jak to możliwe. Zrobiłam zdjęcia łącznie siedmiu kobietom w wieku od 19 do 50 lat. Każda z nich miała inne podejście do branży, ale łączyła je wspólna motywacja, czyli chęć zarobku. Moim celem nie było podjęcie dyskusji o warunkach pracy striptizerek. Oczywiście dobrze się stanie, jeśli te fotografie skłonią ludzi do refleksji, ale mnie najbardziej zależało na przekazaniu atmosfery tego miejsca. Vegas and She przesiąknięte jest melancholią, którą emanują te kobiety.

Jaki efekt chciałabyś uzyskać za pomocą tego cyklu zdjęć?
Przekazać widzom nastrój, skłonić do zadawania pytań i podjęcia dyskusji, wywołać jakąkolwiek reakcję. Mam nadzieję, że krótka wizyta w innym świecie zainspiruje ludzi do własnych poszukiwań. 

@stefanie_moshammer

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: Stefanie Moshammer
Tłumaczenie: Marta Sobczak

Tagged:
Stefanie Moshammer
płeć